W Chinach rodzice muszą drżeć o swoje dzieci | Społeczeństwo | DW | 03.06.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

W Chinach rodzice muszą drżeć o swoje dzieci

Co roku w Chinach porywa się tysiące dzieci. Padają ofiarami handlarzy żywym towarem. Kidnaperom grozi nawet kara śmierci, ale interes jest lukratywny.

China Neugeborenes Baby

Ukochane, wytęsknione. Jak uchronić przed niebezpieczeństwem

W lutym 2007 roku, tuż przed chińskim Świętem Wiosny życie Xiao Chaohua rozsypało się w proch. Do tego czasu Xiao był szczęśliwym ojcem dwojga dzieci: chłopca i dziewczynki. Środków na życie dostarczał rodzinie mały sklep z odzieżą w Huizhou niedaleko Hongkongu. Tego dnia 32-letni wówczas Xiao nigdy nie zapomni: jego 5-letni wtedy synek Xiaosong nagle zniknął bez śladu. Tak po prostu, w biały dzień.

- Natychmiast zgłosiliśmy to na policję - opowiada Xiao w rozmowie z Deutsche Welle. - Policja co prawda przyjechała, trochę się pokręciła i znowu odjechała. Dopiero dwa miesiące później spisano protokół. Policja obiecała, że nam pomoże, ale do dziś po dziecku nie ma śladu - opowiada. Policja podejrzewa, że to było porwanie.

China Xiao Chaohua - Suche nach Kind EINSCHRÄNKUNG

Xiao Chaohua poszukuje syna już od 8 lat

Interes kwitnie

Od pamiętnego lutowego dnia minęło osiem lat i Xiao Chaohua wciąż jeszcze szuka syna. Najpierw jeździł na motorze po całej prowincji Guangdong, rozwieszał afisze ze zdjęciem dziecka. Wreszcie sprzedał sklep, za te pieniądze kupił busa i od tego czasu jeździ po całym kraju w nadziei, że gdzieś trafi na trop syna.

W Chinach tysiące rodziców poszukuje swoich dzieci, bo w tym kraju handel żywym towarem kwitnie jak nigdzie indziej na świecie. Nie ma oficjalnych danych, ale chińskie mass media podają liczbę ok. 20 tys. porwań rocznie.

- Generalnie można powiedzieć, że dzieci z biednych rodzin wędrownych robotników czy z najbiedniejszych regionów są szczególnie zagrożone - wyjaśnia rzeczniczka chińskiego biura międzynarodowej organizacji pomocy dzieciom w rozmowie z Deutsche Welle.

Temat handlu dziećmi to w Chinach sprawa bardzo drażliwa i aby nie szkodzić współpracy tej organizacji z chińskimi władzami, wolała pozostać anonimowa.

China Xiao Chaohua - Suche nach Kind EINSCHRÄNKUNG

Ojciec porwanego dziecka przemierza busem tysiące kilometrów

Popyt na chłopców

Głównym powodem rozkwitu kidnapingu w Chinach jest prowadzona od 1979 r. „polityka jednego dziecka”. Miała ona powstrzymać eksplozję populacji Chin.

W chińskim społeczeństwie generalnie preferuje się męskich potomków i odpowiednio duży jest popyt na chłopców. Niektórzy rodzice są bardziej gotowi kupić chłopca, niż samym postarać się o dziecko, bo mogłaby się przecież urodzić dziewczynka. Kiedy na świat przyszłoby jeszcze drugie dziecko, musieliby płacić karę. W ten sposób powstaje grunt, na którym kwitnie handel dziećmi. Kidnaperzy każą sobie płacić za niemowlę płci męskiej do stu tysięcy juanów, czyli ok. 15 tys. euro.

Z drugiej strony wielodzietnych rodzin nie stać na płacenie kar i czują się zmuszone sprzedać dzieci do adopcji.

Na żony i prostytutki

Ponieważ w następstwie „polityki jednego dziecka” wciąż jeszcze wiele kobiet usuwa ciążę, jeżeli na świat miałaby przyjść dziewczynka, w Chinach istnieje "nadpodaż" mężczyzn.

- Zachwianie równowagi płci powoduje, że coraz powszechniejsza jest prostytucja i mężczyźni nie mogą znaleźć żon - wyjaśnia rzeczniczka organizacji pomocy dzieciom. Także na tym ubijają interes handlarze, porywając dorastające dziewczynki i sprzedając je mężczyznom, szukającym żon. Nierzadko dziewczęta zmuszane są także do nierządu.

W ostatnim czasie Chiny rozważają złagodzenie "polityki jednego dziecka", ale nie można liczyć na to, że będzie miało to natychmiastowy wpływ na proceder kidnapingu.

China Schulkinder Kinder Matsch Schlamm Weg

Wydawałoby się, że na prowincji dzieci powinny być bezpieczniejsze niż w miastach; niebezpieczeństwo czyha jednak wszędzie

Ciężka walka

Chińskie władze zdają sobie sprawę z tego problemu i wypowiedziały wojnę porywaczom. Za handel dziećmi grozi kara śmierci. W roku 2008 wdrożono pierwszy plan walki z handlem dziećmi, w roku 2013 - drugi taki plan. Przewiduje on wspieranie działań prewencyjnych, ściganie sprawców, ratowanie dzieci i oddawanie ich z powrotem rodzinom.

W najnowszym raporcie amerykańskiego Departamentu Stanu nt. handlu ludźmi chwali się co prawda rząd Chin za postęp w walce z tym procederem; zaznacza się jednak, że Chiny nie przestrzegają "minimalnych standardów w celu zlikwidowania tego procederu".

- To, jak wygląda ta walka, zależy od możliwości i woli lokalnych władz i poziomu ubóstwa w danej prowincji - zaznacza Shantha Bloem z chińskiego oddziału UNICEF. Trzeba być jednak sprawiedliwym w osądzie Chin: bardzo trudno oczekiwać realizacji wszystkich zasad w tak wielkim kraju, dodaje.

Dobre wiadomości z pola walki z handlem dziećmi są rzadkie, ale jednak bywają. W roku 2011, jak podają oficjalne źródła, uwolniono 8660 dzieci. W kwietniu 2015 r. policja przeprowadziła obławy w 6 prowincjach, ratując 64 niemowlęta i zatrzymując 170 podejrzanych. Ale zorganizowane bandy mają cały arsenał trików, skutecznie zacierają ślady i przekupują urzędników. Cały interes załatwia się przez internet i jest on trudny do wykrycia.

Świadomość problemu

Xiao Chaohua pracuje teraz dla chińskiej organizacji pomocowej, wspierającej rodziców w poszukiwaniu porwanych dzieci. Jego bus jest cały oklejony zdjęciami zaginionych dziewczynek i chłopców, także jego syna.

- Jeździmy przede wszystkim po wsiach, bo tam problem porwań jest najbardziej palący. Rodzicie nie mają w ogóle świadomości, że muszą chronić swoje dzieci. Mamy całkiem dobre wsparcie ze strony lokalnych władz. Wielu ludzi nam pomaga, dając dach nad głową i jedzenie - opowiada.

Xiao Chaohua przejechał już tysiące kilometrów po chińskich drogach. Podróż zakończy dopiero wtedy, gdy odnajdzie syna.

Christoph Ricking / Małgorzata Matzke