Ukraiński deal: prąd w zamian za elektrownię | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 25.04.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Ukraiński deal: prąd w zamian za elektrownię

Ukraina cierpi na deficyt energii. Pomimo tego rząd w Kijowie planuje most energetyczny, przez który do UE można by eksportować prąd z elektrowni jądrowej Chmielnicki. Dochody miałyby iść na dokończenie jej budowy.

Na jeden dzień zaspane miasteczko Netiszyn, leżące w połowie drogi między Kijowem a polską granicą, stało się pępkiem Ukrainy. 16 października 2015 burmistrz Supruniuk powitał uczestników międzynarodowej konferencji: „Miasto Netiszyn wita delegatów na konferencję poświęconą budowie mostu energetycznego między Ukrainą i Europą, a dokładnie Polską. Netiszyn stanie się przez to istotnym elementem ukraińskiej polityki energetycznej”.
Symbol zbliżenia z UE
Asumptem do zwołania konferencji była budowa nowej, ponadgranicznej sieci przekazowej wysokiego napięcia między Ukrainą i Polską. Jest to ważna arteria, będąca wyraźnym symbolem zbliżenia Ukrainy i Unii Europejskiej. Wyjątkowe jest przy tym, że prąd płynąć ma nie z Polski do cierpiącej na głód energii Ukrainy, tylko w odwrotnym kierunku.

Sylvia Kotting-Uhl

Sylvia Kotting-Uhl: Jest to zupełnie nieodpowiedzialne działanie


Ta linia przekazowa jest częścią do tej pory mało znanego, za to dość absurdalnego planu, który we wrześniu ubiegłego roku przedstawiał ówczesny ukraiński minister ds. energetyki Aleksander Swetelik na forum Rady Najwyższej. Wyjaśniał że przekształcenie istniejącej już Chmielnickiej Elektrowni Atomowej w europejskiego dostawcę energii, pozwoli na dokończenie budowy jej bloków 3 i 4.
W uproszczeniu wyglądać ma to tak, że ukraiński rząd chce odłączyć jeden z dwóch istniejących bloków siłowni Chmielnickiej od ukraińskiej sieci a produkowany tam prąd będzie się tylko i wyłącznie sprzedawać do Polski. Wpływy z tego tytułu mają pozwolić na dokończenie budowy bloku 3 i 4 tej siłowni, które zaczęto budować w latach osiemdziesiątych.
Plany, by obydwa te reaktory dokończyć przy wsparciu Rosji, istniały już dawno; do tej pory nie powiodły się one ze względów finansowych.

Wsparcie finansowe od UE
Z pomocą taką spieszy teraz Unia Europejska, deklarując cały ten projekt jako część większego planu transeuropejskiego zaopatrzenia energetycznego, dając pieniądze i polityczne wsparcie.


Rzeczniczka klubu parlamentarnego Zielonych w Bundestagu ds. energetyki jądrowej Sylvia Kotting-Uhl uważa te plany za "nieodpowiedzialne i wręcz wariackie".
Jak wyjaśniała, chodzi tu przecież o elektrownie jądrowe, które zostały zbudowane przed 30 laty; jeden z reaktorów jest gotowy w 75 proc. Teraz chce go się dokończyć i uruchomić. Jest to zupełnie nieodpowiedzialne działanie, krytykowała polityk Zielonych.

W obecnej chwili plany te odłożono do szuflady. Wobec problemów energetycznych Ukrainy rodzi się bowiem opór przeciwko temu, by całą elektrownię rezerwować tylko na produkcję prądu eksportowanego do Polski. Pomimo tego zaczęto już budowę niezbędnej sieci przekazowej. W blokach startowych stoją też firmy, które mają wykonywać prace budowlane, w tym belgijska firma Electrabel, która cieszy się niechlubną sławą jako operator przestarzałych i zawodnych belgijskich elektrowni atomowych Doel i Tihange.

ARD / Małgorzata Matzke