1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

UE: Koniec z kwotami mlecznymi

1 kwietnia, po 31 latach UE likwiduje limity na produkcję mleka. Rolnicy mogą produkować teraz tyle mleka, ile mogą i chcą. Zmiany te ważne są też dla Polski – czwartej na liście największych producentów mleka w UE.

Kwoty mleczne zostały wprowadzone w 1984 roku przez wówczas jeszcze Europejską Wspólnotę Gospodarczą. Celem było ograniczenie produkcji mleka w krajach członkowskich EWG. Decyzję tę poprzedziła ciągle zwiększająca się nadprodukcja mleka, która w końcu lat 70-tych doprowadziła do przysłowiowych mórz mleka i gór masła. Nadmiar produktów mleczarskich na rynku EWG drogo skupowało. Limity miały obowiązywać pierwotnie przez pięć lat, ciągle jednak były przedłużane. Reglamentacja mlecznej oferty miała zapewnić stabilne ceny. Kto przekroczył dozwolony limit produkcji mleka, płacił kary.

Wysokie kary płaci m.in. Polska, jeden z największych producentów mleka w Unii Europejskiej. Polska zajmuje na liście największych producentów mleka i produktów mleczarskich czwarte miejsce, za Wielką Brytanią i Francją. Na pierwszym miejscu są Niemcy. W dziesiątce największych producentów mleka znajdują się też Holandia (5 miejsce), Włochy, Hiszpania, Irlandia, Dania i Rumunia.

Regulacje EWG przejęła z chwilą swego powstania Unia Europejska. Do roku 2000 kwoty można było na wolnym rynku kupić lub wydzierżawić. Rolników, którzy to robili nazywano „kanapowymi dojarzami”. Od 2000 roku handel kwotami stał się możliwy tylko na tzw. giełdach kwot mlecznych. Poza nimi oddanie tych kwot innym było dopuszczalne tylko w ściśle określonych przypadkach, choćby przy przekazaniu gospodarstwa dzieciom.

Regulacja się przeżyła

Bildergalerie Gegensätzliche Landwirtschaft in der EU Karussell Melkmaschine

Wyczynowe krowy w tzw. karuzelowej dojarni

Decyzję o zniesieniu kwot mlecznych podyktowały mierne efekty tej regulacji. Góry masła i morza mleka co prawda się zmniejszyły, ale limity nie wpłynęły, tak jak oczekiwano, na stabilność cen. Związek Rolników Niemieckich (DBV) stwierdził, że w ostatnich 31 latach różnice w cenach skupu mleka oscylowały w granicach 20 centów za litr.

DBV szacuje też, że limity na produkcję mleka obciążyły rolników kwotą rzędu trzech miliardów euro – pieniądze, których brakowało na przykład na inwestycje. Producenci mleka nie należeli więc nigdy do krezusów, ich zyski kształtowały się z reguły wręcz poniżej przeciętnej. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego w trzydziestoleciu 1984-2014 liczba producentów mleka Niemczech zmniejszyła się z 369 tys. do 78 tysięcy – czyli o 79 procent.

Czy mleko teraz podrożeje?

Dla konsumenta zniesienie kwot mlecznych nie powinno odgrywać jakiejkolwiek roli. Ceny mleka w regałach supermarketów zależą bowiem od wielu czynników. Zanim mleko trafi na półki, przechodzi przez ręce spółdzielni, mleczarni, handlowców czy koncernów spożywczych. Według wewnętrznego dokumentu z Brukseli, doświadczenia z przeszłości pokazują, że „nie zawsze istnieje korelacja między tym, co otrzymuje rolnik a tym, co płaci konsument”.

W drugiej połowie 2014 roku na przykład ceny skupu mleka spadły w całej UE przeciętnie o 7,7 proc., w Niemczech nawet o 11,7 proc. Ceny mleka w sklepach wzrosły w tym samym czasie w UE przeciętnie o 1,5 proc., w Niemczech o 4 proc.

Zaspokojenie chińskich apetytów

Komisja Europejska uzasadnia decyzję o zniesieniu kwot mlecznych tym, że poza UE pije się coraz więcej mleka i zjada coraz więcej produktów mlecznych, zwłaszcza sera. Głównym importerem mleka i produktów mlecznych są Chiny. Unia Europejska nie chce dopuścić, by ten intratny rynek sprzątnęły jej sprzed nosa USA lub Kanada. Tym bardziej, że Chińczycy gotowi są zapłacić za litr niemieckiego mleka nawet 3,50 euro. Między innymi dlatego, bo są przekonani, że mleko to pochodzi wyłącznie od „szczęśliwych krów”.

Znane w Niemczech zakłady przetwórstwa mlecznego Hochwald na przykład, w pierwszym kwartale 2013 roku sprzedały w Chinach więcej niż wyniosły jej obroty w całym 2012 roku.

Skorzystają na zniesieniu kwot mlecznych przede wszystkim wielkie firmy, które dysponują wystarczającą powierzchnią, by zwiększyć liczbę krów mlecznych. W Brandenburgii już dzisiaj jeden zakład trzyma przeciętnie 224 krowy, w Bawarii zaledwie 35.

Rolnik i poseł Zielonych Friedrich Ostendorff pesymistycznie widzi przyszłość właśnie małych producentów. – Na zniesieniu limitów na produkcję mleka skorzystają tylko wielkie zakłady przetwórcze i związane z nimi firmy eksportowe. Wobec wszystkich innych brakuje mechanizmów kryzysowych. Jeżeli ilość produkowanego mleka dalej eksploduje, do 2020 roku zakończy pracę dalsze 20 procent małych producentów – prorokuje Ostendorff.

Nic dobrego dla krów

Obrońcy zwierząt obawiają się, że dalej będzie się umacniał trend do „wyczynowych krów”. Już dzisiaj krowy dają trzy razy więcej mleka niż 60 lat temu. Ale też nie żyją 25 lat, tylko sześć. Tanja Busse, autorka wydanej właśnie na niemieckim rynku książki „Krowa jednorazowego użytku“ („Die Wegwerfkuh”) mówi o „krowim burnout”, syndromie wypalenia zawodowego u krów.

Krabat Milchwelt - Ein junges Kalb

Cielaki płci męskiej stały się zbyteczne

Skoncentrowanie się na produkcji mleka prowadzi też do tego, że cielaki płci męskiej właściwie stały się zbyteczne. Ceny za nie tak spadły w ostatnich latach, że ich hodowla stała się nieopłacalna.

Obrońcy praw zwierząt ostrzegają przed skutkami zniesienia limitów na produkcję mleka i zalecają konsumentom kupowanie od lokalnych producentów z własnymi mleczarniami.

Stosunkowo mało boleśnie pożegnanie z kwotami mlecznymi może dotknąć biorolników. Ceny za bio mleko są zazwyczaj wyższe i bardziej stabilne niż ceny mleka z konwencjonalnej produkcji. W Niemczech ceny skupu za litr ekologicznego mleka wynoszą obecnie 47 centów, za litr konwencjonalnego mleka – 30 centów.

tagesschau.de / Elżbieta Stasik