„Uczy się na błędach”, „Jeszcze bardziej oddaliła się od rzeczywistości” - prasa o Merkel | Prasa | DW | 29.07.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

„Uczy się na błędach”, „Jeszcze bardziej oddaliła się od rzeczywistości” - prasa o Merkel

Niemieckie gazety komentują czwartkowe (29.07.16) wystąpienie Angeli Merkel przed prasą i jej wypowiedziom nt. imigrantów i bezpieczeństwa Niemiec.

Angela Merkel Bundespressekonferenz

Angela Merkel

Podczas konferencji prasowej w Berlinie Angela Merkel potępiła akty przemocy, ale i broniła swojej politykimi imigracyjnej. Komentują to niemieckie gazety.

„Die Welt” zauważa, że: "Obywatele cenią polityków, którzy podczas burzy zachowują zimną krew i występują dopiero wtedy, gdy mają do powiedzenia coś znaczącego. Takim politykiem był Helmut Schmidt. W 1977 rozbudził poczucie, że w jego rękach spoczywa los kraju i że ma do zrobienia coś ważniejszego, niż tylko podążanie z duchem czasu. Merkel to nie Schmidt. Przede wszystkim brak jej jego gładkiego języka. Ale podczas konferencji i od niej emanowała spokojna siła woli, która nie pozwoli jej zboczyć z kursu. Merkel była tak pewna siebie, że powtórzyła nawet swoje „Damy radę”. W czasie terroru zdanie to także dodaje wiary. Maskuje jednak również to, że kanclerz długo korygowała swoją politykę. Angela Merkel nie chce wprawdzie przyznać się do błędów, ale przynajmniej czegoś się z nich nauczyła. Otwartych granic dla wszyskich nie będzie już nigdy. Na szczęście".

„Süddeutsche Zeitung” też chwali wystąpienie kanclerz, ale nie bez złośliwości: "Prawdopodobnie także zatonięcie Titanica czy zmartwachwstanie Johna Lennona Merkel oceniłaby jako „próbę” albo „interesujący przebieg zdarzeń”. Na pytanie, czy przypadkiem nie czuje się tym wyczerpana, odpowiedziałaby, że „nie jest całkiem pozbawiona sił”. Wow. Merkel – gdy akurat nie czuje się jak ANGELA MERKEL – potrafi całkiem normalnie mówić. Powinna robić to częściej i właśnie teraz. Bo w czasach siekiery i bomby w plecaku mocno słabnie wiara w jej strategię”.

„Frankfurter Rundschau“ krytykuje Merkel: "Po tym wystąpieniu znów gołym okiem widać kontrast między niepokojem w kraju a stylem kanclerz. Jej rzeczowość, czasem niemal jak u robota, jeszcze bardziej oddaliła się od rzeczywistości. W kraju czuć, że abyśmy nadal mogli żyć jak dotąd, nie wystarczy już tu opracować ustawę o bezpieczeństwie, a tam – obostrzenia ws. azylu. Niemcy obudziły się mocno przestraszone, a kanclerz wciąż śpiewa swoją kołysankę. I w tym kryje się porażka".

„Handelsblatt” podsumowuje:

"Roztropność i cierpliwość należą do znaków firmowych Merkel. Francuski prezydent François Hollande występuje przed kamerami na ogół tuż po zamachu, by zademonstrować determinację i wezwać naród do jedności. Tymczasem od kanclerz całymi dniami nie było sygnału. Ostatnio wyglądało to tak, jakby miała się już nie przebić ze swoją polityką zimnej krwi. Ale ostrożnie lawiruje dalej: Stójcie, zrozumiałam – to przekaz, który chce zawrzeć w swoim wystąpieniu dla mediów. Ale jest przeciwna próbom wprowadzenia nowych środków. W zasadzie ma rację. Okaże się jednak jeszcze, czy zaakceptują to wyborcy. Wielkie gesty, wielkie słowa i wielkie zapowiedzi – oto, czego dziś się oczekuje. A Merkel – przeciwnie – ogranicza się do nakreślenia tego, co można zrobić, i do szukania rozwiązań pragmatcznych. Spektakularne to nie jest, ale jest rozsądne".

„Tageszeitung“ chwali kanclerz: "Angela Merkel jest liberalna, w każdym razie jeśli chodzi o zwalczanie terroryzmu. Wystąpiła w Berlinie, rozsądna, szorstka i ani na jotę inna niż zawsze. To nie jest już tylko kwestia stylu. To przesłanie: Bez paniki. Bo celem terrorystów jest zniszczenie demokracji poprzez strach. Dlatego Merkel ma rację, ostrzegając przed tym, by nie robić ze wszystkich muzułmanów podejrzanych. Dobrze byłby zrobił to kanclerz w czasach RAF-u (fali lewackiego terroryzmu w latach 70-tych, przyp. red.), gdyby mówił tak odważnie i chłodno stawiał na normalność jako ochronę przed przemocą. Gdy terror się przybliża, niektórzy życzyliby sobie ostrych słów i emocjonalnych wybuchów. Ale jest w tym jakiś regres, pozostałość państwa autorytarnego. W oświeconej demokracji zadaniem kanclerza nie jest kontrolowanie stanu emocjonalnego narodu. CSU – w opozycji do kanclerz – stawia na program „Bezpieczeństwo poprzez siłę”. Wciąż nie jest ustalone, czy wśród chadeków swoją wersję przeforsuje strona liberalna czy autorytarna".

opr. Monika Margraf