Turcja po referendum. Unijna pomoc dla Turcji pod znakiem zapytania | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 20.04.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Turcja po referendum. Unijna pomoc dla Turcji pod znakiem zapytania

Po referendum konstytucyjnym w Turcji jego krytycy żądają wstrzymania unijnej pomocy przedakcesyjnej dla tego kraju. Czy mają rację?

Türkei Proteste gegen Referendum in Istanbul (picture alliance/dpa/AP/L. Pitarakis)

Protest przeciwników zmian w tureckiej konstytucji w Stambule (19.04.2017)

Zdaniem Komisji Europejskiej zapowiedź prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana przywrócenia kary śmierci oznacza przekroczenie "czerwonej linii". Członkostwo Turcji w UE stoi pod znakiem zapytania, a to pociąga za sobą  wstrzymanie pomocy finansowej, wypłacanej jej w ramach Instrumentu Pomocy Przedakcesyjnej (IPA). Od 2014 do 2020 roku Turcja miała otrzymać z tego tytułu prawie 4,5 mld euro.

Czy Turcja nigdy nie wejdzie do UE?

Rozmowy akcesyjne z Turcją w ostatnich latach utknęły w miejscu. Dla Herberta Reula, przewodniczącego grupy chadeckiej w Parlamencie Europejskim, sprawa członkostwa Turcji w UE stała się obecnie "bezprzedmiotowa". Wiceprzewodniczący FDP Wolfgang Kubicki napisał w witrynie newsowej The Huffington Post: "Koniec rozmów akcesyjnych z Turcją. Koniec wielomiliardowej pomocy przedakcesyjnej". Podobne tony dobiegają z Austrii. W wywiadzie dla tabloidu "Bild" austriacki wiceminister spraw zagranicznych Sebastian Kurz wystąpił z żądaniem "wstrzymania pomocy finansowej dla Turcji, w ramach przygotowań do jej wstąpienia do UE, do którego i tak nie dojdzie".

Jeśli przyjrzymy się bliżej wspomnianym 4,5 mld euro, stwierdzimy, że już od kilku lat możemy mówić tylko o milionach. O ile do 2013 roku Turcja otrzymała z unijnej kasy prawie 5 mld euro, to od 2014 roku ta rzeka pieniędzy zamieniła się w wątły strumyczek. W ciągu ostatnich trzech lat Turcji przekazano jedynie 167 mln euro, czyli mniej niż 4 procent obiecanych jej przez Brukselę pieniędzy do roku 2020.

"Marnotrawienie pieniędzy podatników"

Stało się tak nie dlatego, że Komisja Europejska celowo przykręca Ankarze kurek z pieniędzmi, tylko dlatego, że Instrument Pomocy Przedakcesyjnej zakłada finansowanie konkretnych projektów. Innymi słowy, unijne pieniądze nie są przelewane ryczałtem na konto rządu w Ankarze. Tymczasem strona turecka nie zgłosiła wystarczającej liczby propozycji, zwłaszcza w obszarze wzmacniania demokracji i rozwiązań państwa prawnego, które, co należy podkreślić,  pochłaniają jedną trzecią budżetu IPA. Z tego względu KE zawiesiła realizację niektórych programów. Jak powiedział w wywiadzie dla rozgłośni WDR europoseł Herbert Reul: "Środki przeznaczone na wzmacnianie państwa prawnego w Turcji nie są przekazywane, ponieważ Erdogan zwolnił ogromną liczbę pracowników sądownictwa".

Argument, że Turcja i tak otrzymuje jedynie znikomą część sum przewidzianych w Instrumencie Pomocy Przedakcesyjenj nie zadowala krytyków rządów prezydenta Erdogana. Zdaniem polityka bawarskiej CSU Hansa Michelbacha program IPA jest tylko "marnotrawieniem pieniędzy podatników".

Czy warto podtrzymywać dialog z Turcją?

Aby wstrzymać całkowicie pomoc finansową dla Turcji w ramach IPA, Bruksela musiałaby najpierw ogłosić oficjalnie, że zrywa rozmowy akcesyjne z Ankarą. Taka opcja będzie przedmiotem obrad nieformalnego szczytu ministrów spraw zagranicznych państw unijnych pod koniec kwietnia. Gdyby się na to zdecydowali, ich decyzja musi jeszcze zostać zatwierdzona, i to jednogłośnie, przez szefów państw i rządów państw członkowskich UE.

To jednak wydaje się obecnie mało prawdopodobne. Także rząd w Berlinie nie zdecydował się na razie jak ma postąpić w tej sprawie. Szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel dał jednak jasno do zrozumienia, że gdyby Turcja przywróciła karę śmierci, "oznaczałoby to koniec jej marzeń o wejściu do europejskiego klubu". W tej chwili chodzi głównie o odpowiedź na pytanie, czy "rozsądne jest podtrzymywanie dialogu z Turcją, czy też lepiej byłoby go zerwać", jak to ujął Herbert Reul.

A może wspierać społeczeństwo obywatelskie?

UE może także przeznaczyć środki finansowe z programu IPA na rozwijanie w Turcji społeczeństwa obywatelskiego. Za takim rozwiązaniem opowiada się m.in. komisarz ds. europejskiej polityki sąsiedztwa i negocjacji akcesyjnych Johannes Hahn. W praktyce wymaga to jedynie zmiany nazwy niektórych projektów finansowanych ze unijnej kasy, takich jak np. zapobieganie przemocy wobec kobiet, czy wspomagania różnych organizacji i inicjatyw społecznych. Ma to tę zaletę, że unijne pieniądze byłby lokowane bezpośrednio, a koszt takich projektów nie przekracza kilkuset tysiący euro.

Sama zmiana haseł - z Instrumentu Pomocy Przedacesyjnej na wspieranie społeczeństwa obywatelskiego - jednak nie wystarczy. Konieczne jest wciągnięcie w grę tureckich organizacji pozarządowych. Szkopuł w tym, że Erdogan wziął je już na celownik, podobnie jak polityków z opozycji czy krytykujących go dziennikarzy. Od załamania się próby puczu wojskowego w lipcu ubiegłego roku w Turcji zakazano działalności kilkuset organizacji pozarządowych, a ich działaczy aresztowano pod zarzutem wspierania Ruchu Gülena albo Partii Pracujących Kurdystanu, która w Turcji jest zakazana jako organizacja terrorystyczna. Wskutek tego tureckie społeczeństwo obywatelskie ma dla siebie coraz mniej miejsca.

Klaus Dahmann / Andrzej Pawlak