1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Trudne początki przesiedleńca. "Chcę być traktowana jak Niemka" [REPORTAŻ]

Weronika nie tak wyobrażała sobie swój przyjazd na stałe do Niemiec. Marzenia o lepszym życiu o mało nie przypłaciła bezdomnością. Swoją i swoich dzieci.

Plan Weroniki* na osiedlenie się w Niemczech był prosty: nauczyć się języka, dostać pracę, stanąć na własne nogi. Wszystko miało odbyć się szybko, sprawnie, ze znośną dawką biurokracji i bez wstępnego przygotowania.

Weronika, jak tysiące innych mieszkańców Górnego Śląska, ma niemieckie obywatelstwo po dziadkach. Nie mówi jednak po niemiecku i nie zna realiów wspóczesnych Niemiec. Jej niemieckie korzenie poświadczają za to dokument wydany przez opolski konsulat RFN i niemiecki dowód tożsamości. Niemieckie obywatelstwo przypadło w udziale także trójce jej dzieci. Z całej rodziny tylko mąż nie ma obcych korzeni. – Chcę być traktowana jak Niemka, mam do tego prawo – mówi 39-letnia Weronika, która w październiku 2014 roku przyjechała do Dortmundu. O tym, że status przesiedleńca z Polski przestaƚ praktycznie obowiązywać w 1993 roku, Weronika nie miaƚa pojęcia.

Urzędowy przewodnik

Na wizyty w urzędach Weronika zabiera doraźnych polskich znajomych, czasem wolontariuszkę udzielającą się przy miejscowej misji katolickiej. Wszystkim brakuje czasu, by prowadzić ją za rękę przez zaułki niemieckiej rzeczywistości, tƚumaczyć formularz po formularzu, sƚowo po sƚowie. Blisko 600-tysięczny Dortmund zatrudnia na etatach w poradniach dla imigrantów jedynie trzy polskojęzyczne pracownice. Są jeszcze wolontariusze z niewielkim bagażem godzin. Poradnie doradzają w sprawach urzędowych, w staraniach o uznanie kwalifikacji zawodowych, rozwiązywaniu problemów rodzinnych. – Pomożemy wypełnić formularz lub złożyć wniosek, ale nie możemy towarzyszyć Polakom w ich wędrówkach po urzędach. Na to nie wystarcza nam czasu – wyjaśnia Gisela Soballa z Caritasu w Dortmundzie. Z porad tej instytucji mogą skorzystać imigranci w ciągu pierwszych trzech lat pobytu w Niemczech. Obywatele Unii Europejskiej, a już tym bardziej przybywający z tych krajów obywatele Niemiec, z założenia nie należą do klienteli poradni imigranckich. Mimo to i tej grupie placówki starają się pomóc. Również Weronika uzyskała tam pomoc przy wypełnieniu urzędowych formularzy.

Zaliczka na życie

Eine Chance auf besseres Leben? Eine Polin versucht ein neues Leben in Deutschland

Weronika marzyła o godnym życiu dla siebie i swoich dzieci. Dlatego przyjechała do RFN

Druga wizyta w urzędzie pracy. Weronika pilnie potrzebuje świadczeń socjalnych. Wymienione na euro złotówki topnieją w zastraszającym tempie. Wystarczy jeszcze na jedzenie do końca tygodnia i kilka biletów autobusowych. Potem Weronika będzie musiała wyprosić bon żywnościowy i stanąć w długiej kolejce po żywność dla ubogich.

Pracownik urzędu pracy, który przyjmuje Weronikę, nie pozostawia złudzeń, że spotkania z nim nie będą należały do przyjemnych. – Nie mam krzeseł dla wszystkich, ktoś musi postać – uprzedza szorstkim tonem. Wizytówki na biurku zdradzają jego słowiańskie korzenie. Rodzina Weroniki jest tylko 13-cyfrowym numerkiem, który należy podać, by porozmawiać z urzędnikiem, oddać dokumenty, telefonicznie przełożyć termin spotkania. – Gdzie wnioski? Lista przyniesionych dokumentów? – pyta.

Weronika nerwowo przerzuca kartkami skorowidza, okazując pojedyncze dokumenty. Padają pytania i terminologia, której Weronika nigdy nie słyszała: „wspólnota potrzeb”, „wspólnota odpowiedzialności i wzajemnego poręczenia”, „wspólnota miejsca zamieszkania”... Za każdą z nich kryje się określona konstelacja ludzi, a od nazwania ich będzie zależeć, jakie świadczenia otrzyma w ostateczności. – Zaświadczenia o dochodach, zasiłku rodzinnym, ubezpieczeniu, posiadanych oszczędnościach, wyciągi ze wszystkich kont za ostatnie trzy miesiące – wylicza urzędnik. – Wszystko w Polsce sprawdzimy – uprzedza.

Z taką ingerencją w jej prywatne życie Weronika nie liczyła się. – Nie wiem, czy dojdzie do płacenia świadczeń, bo jest mieszkanie w Polsce, które należałoby sprzedać i żyć za te pieniądze – mówi mężczyzna ostrym tonem. – A do nas przyjść, jak się skończą – ucina. Weronika jest zmieszana, ma wypieki na twarzy i łzy w oczach. Dwupokojowe mieszkanie jest męża, kupione jeszcze przed ślubem. Z trudem mieściło pięciosobową rodzinę. Mieszkanie miało być odskocznią do Polski, a na razie dla męża, aż wyjaśni problemy zdrowotne i dojedzie do Niemiec.

Po wyjściu z urzędu smutek miesza się ze złością. Stracone dwie godziny, brak zaliczki. Nadzieja na otwarte przyjęcie i traktowanie jak Niemki szybko ustąpiƚa miejsca poczuciu bycia obywatelką drugiej klasy.

(Czytaj dalej na s.2)

Redakcja poleca