″Toxic City″. E-śmietnisko Zachodu w Afryce | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 13.04.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

"Toxic City". E-śmietnisko Zachodu w Afryce

W Agbogbloshie, dzielnicy Akry w Ghanie znajduje się największe wysypisko złomu w Afryce Zachodniej. Wystawia ono smutne świadectwo zachodniej strategii planowanego starzenia produktów, zwłaszcza sprzętu AGD.

08.01.2015 DW Doku Toxic City

Stosunkowo niewinny fragment "Toxic City" w Akrze

Agbogbloshie, to dzielica w stolicy Ghany, Akry, nazywana przez miejscowych "Toxic City". Znajduje się tu największe w całej Afryce Zachodniej wysypisko złomu, na które codziennie trafia zużyty sprzęt AGD i elektrotechniczny. Głównie z USA i Europy, w tym także z Niemiec.

Do "Toxic City" dotarł Alexander Göbel ze studia radiowego ARD w Afryce Północno-Zachodniej, który przekonał się na własne oczy, co znaczy w praktyce strategia planowanego starzenia (planned obsolescence), polegająca na takim projektowanie towarów, zwłaszcza sprzętu elektrotechnicznego i AGD, aby po upływie okresu gwarancji stawały się niesprawne, a najlepiej także nieopłacalne w naprawie.

Recykling po afrykańsku

Elektroschrott Export nach Ghana

W Ghanie elektrośmieci to lukratywny biznes

"Toxic City" budzi skojarzenie z wizją przemysłowego piekła. Ta dzielnica Akry, będąca największym wysypiskiem elektrotechnicznego złomu w Afryce Zachodniej, zasnuta jest stale czarnym, gryzącym dymem, snującym się nad niezliczonymi ogniskami, w których wytapia się użyteczne, bo nadające się do recyklingu, elementy metalowe z zepsutych pralek, lodówek, telewizorów, komputerów i drukarek.

"Wytapia się", to za dużo powiedziane. Odzyskiwanie cennych elementów metalowych polega bowiem w praktyce na wrzucaniu zepsutego telewizora czy komputera do ogniska i rozbijaniu kamieniem jego wnętrzności po wytopieniu się plastikowej obudowy. Zajmują się tym młodzi, a często bardzo młodzi, mieszkańcy Akry, dla których "Toxic City" jest jedynym miejscem pracy i nierzadko głównym źródłem dochodów ich rodzin.

Jednym z nich jest jedenastoletni Peter, który właśnie wrzucił do ognia starą lodówkę. Zanim zacznie ją patroszyć, rozbija kamieniem wnętrza niesprawnych telewizorów. W ten sposób udaje mu się odzyskać kawałek magnesu z głośnika telewizora, innym razem trochę platyny z obwodów drukowanych, albo kawałek miedzianego kabla. Sprzedaje je potem handlarzom metalami kolorowymi. Dziennie może zarobić na tym do dwóch cedi. Dwa cedi to niecałe euro. Pieniądze oddaje matce, która opłaca z nich szkołę, do której chodzi. Pytanie tylko: jak długo jeszcze, bo jego głos zdradza wyraźnie, że jest chory. Nawdychał się za dużo trujących oparów. Szramy na rękach i nogach nie liczy. To normalne, że pracując bez żadnych zabezpieczeń często się zadrapie albo skaleczy.

Skandal, czy dobry biznes?

Symbolbild Alte Mobiltelefone Handy Entsorgung

W Europie recykling jest drogi

Takich jak Peter nazywa się w Akrze "scrap boys", czyli "złomnikami" albo "odpadkarzami", od odpadów. Jak kto woli.

Nie nazwa jest ważna, tylko ich zajęcie na tym śmietnisku, które działa już od ponad 10 lat i obrosło siecią składzików i sklepików, w których można kupić odzyskane przez nich części i materiały.

Alexander Göbel miał okazję porozmawiać o fenomenie "Toxic City" z lokalnym obrońcą środowiska Mike´m Anane. Według jego informacji, na to gigantyczne śmietnisko elektrozłomu trafia co miesiąc do 500 kontenerów z całego świata, ale głównie z USA, Niemiec, Szwecji i Finlandiii, a więc krajów, w których triumfy święcą pospołu ekologia, segregacja śmieci i... strategia planowanego starzenia, która z góry ogranicza życie coraz większej liczby urządzeń technicznych do okresu gwarancyjnego.

Anane wie, że dzięki temu śmietnisko będzie się rozrastać, a śmieci przybywać. Lecz Konwencja Bazylejska o kontroli transgranicznego przemieszczania i usuwania odpadów niebezpiecznych z 1989 roku, która weszła w życie w roku 1992, eksport elektrośmieci jest zabroniony. I cóż z tego? Jest zabroniony, ale państwa europejskie nadal chętnie się ich pozbywają, bo recykling w UE jest kosztowny, a w Afryce to doskonały biznes. Oczywiście, nie dla wszystkich.

Oficjalnie ten skandaliczny proceder maskuje się hasłem "eksportu towarów używanych". Używanych, zgoda, ale czy sprawnych? To nikogo nie interesuje, a jeśli ktoś, w którymś z europejskich portów tym się bliżej zainteresuje, to łatwo przecież sprawić, żeby dał sobie spokój. Korupcja czyni cuda, a na opornych są inne sposoby. Jak słusznie zauważa Mike Anane. "Każdy świetnie wie, że Ghana nie ma możliwości przyjaznego dla środowiska recyklingu tych odpadów, a więc to, czy one tu trafią, czy też nie, jest kwestią moralną". Cały szkopuł w tym, że moralność jest na ogół na opak z zyskiem, a pieniądz, jak wiadomo, nie śmierdzi. Śmierdzi za to "Toxic City".

Alexander Göbel / Andrzej Pawlak