„Tagesspiegel”: koreańscy niewolnicy nad Wisłą | Echa polskie | DW | 01.06.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

„Tagesspiegel”: koreańscy niewolnicy nad Wisłą

Berliński dziennik „Tagesspiegel” opisuje system niewolniczej pracy Koreańczyków w Polsce. Reżim Kim Dzong Una może zarobić na leasingu swoich pracowników miliardy euro.

Symbolbild Nordkorea Sklavenarbeit

Cała armia ludzi z Korei Północnej wysyłana jest za granicę do pracy

„Setki Koreańczyków z Północy zatrudnionych na niewolniczych warunkach – przede wszystkim w Polsce” – donosi „Tagesspiegel”. Dziennik przypomina wypadek w stoczni Crist w Gdańsku w sierpniu 2014. Zginął wtedy koreański spawacz, wypożyczony stoczni przez firmę Armex. Dochodzenie w sprawie wykazało nie tylko naruszenie przepisów BHP, ale i prawa pracy. Koreańscy robotnicy musieli pracować w stoczni po 12 godzin dziennie przez sześć dni w tygodniu, mogąc zatrzymać jedynie niewielką część swojego wynagrodzenia – pisze „Tagesspiegel”. „Śmierć spawacza uwidacznia relacje, które w obliczu sankcji gospodarczych wobec Korei Północnej wydają się niemożliwe, a jednak setki, jeśli nie tysiące Koreańczyków z Północy pracuje w krajach UE w niewolniczych warunkach” – czytamy w berlińskim dzienniku. W opisie procederu „Tagesspiegel” posiłkuje się badaniami holenderskich naukowców z Uniwersytetu w Leiden.

Dochodowy leasing

Naukowcy opisali system wypożyczania robotników przez reżim Kim Dzong Una do ponad 40 krajów. Według raportu ONZ na całym świecie pracuje około 50 tys. robotników przymusowych z tego kraju.

Pracują przeważnie w Azji i Afryce, jednak praca w UE jest dla Pjongjangu szczególnie ważna, bo stosunkowo niewielu robotników osiąga najwyższe dochody. Każdy z nich jest w stanie wypracować ok. 31.800 euro rocznie. Jak wyliczyła berlińska gazeta, Korea Północna może zarobić na leasingu swoich pracowników na cały świat do dwóch miliardów euro rocznie.

Wraz z robotnikami Korea eksportuje do Europy swój system wyzysku – pisze „Tagesspiegel”. Robotnicy muszą przebywać w grupie, są nadzorowani przez brygadzistów, którzy „kasują” potem ich pensje. Robotnicy zaś są wybierani w Korei Północnej według odpowiednich kryteriów. Liczą się przy tym nie tylko kwalifikacje zawodowe, członkostwo w partii i lojalność wobec systemu, ale przede wszystkim udany związek małżeński i posiadanie dzieci. Rodzina jest bowiem rodzajem kaucji i zmniejsza ryzyko ucieczki.

W Polsce półlegalnie

Wyniki badań holenderskich naukowców wskazują na istnienie w Polsce mieszanej formy zatrudnienia Koreańczyków. Obok dopuszczalnych ustawowo praktyk istnieją nieudokumentowane i nielegalne formy pracy. „Tagesspiegel” podaje, że w latach 2008-2015 polskie urzędy wydały prawie 2800 pozwoleń na pracę dla obywateli Korei Północnej. Drogą skomplikowanych konstrukcji złożonych z agencji pośrednictwa i firm-wydmuszek robotnicy są często wypożyczani polskim firmom w branży okrętowej. Wiele z nich należy do wysokich rangą urzędników północnokoreańskich. Ci z kolei otrzymują pensje robotników i znaczną część z nich wysyłają do Pjongjangu. „Robotnicy nie mają pojęcia, ile zarabiają, nie mogą posiadać własnego konta i rzadko wypłacane są im większe sumy gotówki”, podaje niemiecki dziennik za naukowcami z Leiden. Nadmienia, że większość koreańskich robotników podaje się za pracujących na własny rachunek, co dodatkowo komplikuje ich sytuację prawną.

Mimo niewolniczych warunków miejsca pracy za granicą są w Korei Północnej bardzo pożądane – dodaje „Tagesspiegel”. Wiadomo, że zainteresowani płacą łapówki, żeby tylko uwzględnić ich na liście. „Widocznie warunki pracy na podobnym stanowisku w Korei Północnej są jeszcze gorsze” – kończy dziennik.

oprac. Katarzyna Domagała