1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Szczyt UE nie chce rozmawiać o brexicie

Przyspieszenie w budowie unii obronnej i zgoda na przedłużenie sankcji gospodarczych wobec Rosji to główne decyzje pierwszego dnia szczytu UE. Theresa May powtórzyła swą ofertę wobec m.in. Polaków w Wlk. Brytanii.

Londyn zamierza w najbliższy poniedziałek przesłać do Brukseli szczegółowe stanowisko negocjacyjne w sprawie Brexitu, ale premier Theresa May już w czwartek wieczorem na szczycie UE bardzo chciała przedstawić swą – jak przekonywali brytyjscy dyplomaci – „wspaniałomyślną ofertę” co do zachowania dotychczasowych praw Polaków oraz innych obywateli UE w pobrexitowej Wlk. Brytanii. Zamysł May uderzał w taktykę Unii, która nie chce zamieniać szczytów UE w rundy negocjacyjne z Brytyjczykami m.in. z obawy, że to groziłoby rozbijaniem jedności 27 krajów UE przez Londyn. – Nie chcemy, by wskutek brexitu ktoś musiał wyjeżdżać. Nie chcemy, by wskutek brexitu dzielono rodziny – miała powiedzieć May.

May zbyta milczeniem

– Żaden z przywódców nie zareagował na to, co powiedziała May. Po prostu Donald Tusk jej podziękował i powiedział, że kończy czwartkowe obrady szczytu UE. Potem zaczęła się sesja tylko dla 27 krajów UE, już bez Wlk. Brytanii – opowiada świadek obrad. Dopiero w tym węższym gronie rozmawiano krótko o słowach już nieobecnej May. – Przywódcy zdecydowali, że trzeba poczekać na szczegóły od Brytyjczyków. A następnie zespół unijnego negocjatora Michela Barniera musi je porównać, linijka po linijce, z postulatami UE. Trzymamy się zatem naszej metody rokowań z Londynem – wyjaśnia nasz rozmówca.

Theresa May nie wyszła poza  - oferowane już wcześniej – ogólne obietnice, że obywatele UE powinni być traktowani jak Brytyjczycy w służbie zdrowia, szkolnictwie, w kwestii zasiłków oraz emerytur. Ale z jej wypowiedzi jasno wynika, że Londyn nie zgadza się na postulat Unii, by prawa obywateli UE były chronione przez unijny Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu.

Unia żąda, by obywatele UE, którzy przeprowadzą się do Wlk. Brytanii przed sfinalizowaniem brexitu (najpóźniej w marcu 2019 r.) mieli prawo do starania się o prawo stałego pobytu na unijnych zasadach, czyli po pięciu latach zamieszkiwania na Wyspach. May powiedziała, że data graniczna jest dopiero do negocjowania - między marcem 2017 r. a finalną datą brexitu. Ponadto nie ma jasności, jakie jest m.in. stanowisko Londynu co do prawa łącznia rodzin już po brexicie.

Przywódcy UE ustalili, że w listopadzie zapadnie decyzja, dokąd  z Londynu przenieść Europejską Agencję Leków (zabiega o nią m.in. Bonn) oraz Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (stara się m.in. Frankfurt). W kolejce chętnych ustawiła się też Polska, ale tylko dla zachowania pozorów. Nie wierzy w swe szanse i nie podejmuje żadnych zabiegów o te dwie unijne instytucje.

Wladimir Putin (picture-alliance/dpa/K.D.Gabbert)

Kraje UE porozumiały sie ws. przedłużenia sankcji wobec Rosji

Obronna UE

Szczyt UE dał w czwartek światło dla stworzenia PESCO, czyli stałych struktur współpracy obronnej dla chętnych krajów Unii. To kluczowy element budowanej teraz „unii obronnej”. Chodzi zarówno o zacieśnianie współpracy przemysłów obronnych krajów UE, jak i o wspólne zakupy niektórych rodzajów sprzętu wojskowego oraz usprawnienie misji wojskowych (np. szkoleniowych). Komisja Europejska chce, by budżet UE całkiem hojnie wspomagał wspólne badania w dziedzinie obronności. - To historyczna decyzja – powiedział szef Rady Europejskiej Donald Tusk o zgodzie szczytu na tworzenie PESCO.

UE w ciągu trzech miesięcy określi szczegółowe kryteria członkostwa w PESCO, a potem każdy kraj członkowski będzie musiał decydować - wstępować czy nie. Motorem PESCO są Francja, Niemcy, Hiszpania i Włochy. Polska się waha. Domaga się, by „unia obronna” nie konkurowała z NATO (te gwarancje uzyskać łatwo). A ponadto Warszawa obawia się o polski przemysł zbrojeniowy i jego szanse w konfrontacji z zachodnią konkurencją  w ramach – co zakłada unia obronna –liberalizującego się rynku broni i sprzętu wojskowego.

Rosja nadal obłożona sankcjami

Szczyt UE po wysłuchaniu krótkiej relacji kanclerz Angeli Merkel i prezydenta Emmanuela Macrona o sytuacji w Donbasie zgodził się na przedłużenie sankcji gospodarczych wobec Rosji do końca stycznia 2018 r. Bez jednomyślnej zgody wszystkich 28 krajów Unii te restrykcje wygasłyby z końcem lipca. Czwartkowa decyzja o ich przedłużeniu zostanie sformalizowana w najbliższych kilkunastu dniach przez unijnych ministrów w Radzie UE .

Sankcje obejmują m.in. znaczne ograniczenia w dostępie do zachodnich rynków kapitałowych dla pięciu rosyjskich banków państwowych oraz podobne restrykcje dla Rosnieftu, Gazprom-Nieftu, Transnieftu oraz kilku firm zbrojeniowych. A ponadto zakaz nowych kontraktów na sprzedaż broni, zakaz eksportu do Rosji wielu nowoczesnych technologii, a także sprzętu - w tym do poszukiwań i eksploatacji ropy łupkowej oraz podwodnych złóż ropy w Arktyce. Niemal równocześnie z Unią swe sankcje wprowadziła także Kanada, Japonia, Australia i Norwegią. W odwecie Moskwa już w 2014 r. nałożyła embargo na dużą część importu rolnego z Unii.

Według zachodnich szacunków sankcje obniżają rosyjskie PKB o 1-1,5 proc. A kraje Unii płacą za sankcje i rosyjskie embargo obniżeniem PKB przeciętnie o 0,13 proc. Powyżej tej średniej są kraje bałtyckie, Finlandia, Polska, poniżej - Włochy i Francja, a Niemcy mniej więcej na poziomie unijnej średniej strat wywołanych sankcjami i kontrsankcjami. Straty USA z amerykańskich sankcji wobec Rosji (i rosyjskich kontrsankcji) to obniżenie PKB o tylko 0,005 proc.

Wyszehrad z Macronem

Na piątek zaplanowano krótkie spotkanie prezydenta Macrona z przywódcami Grupy Wyszehradzkiej. - To od prezydenta Macrona zależy, czy chce się popisywać niechęcią w mediach wobec państw Europy środkowej czy też chce rozmawiać merytorycznie – tak premier Beata Szydło odniosła się do krytyki Francuza wobec krajów Europy łamiących wartości unijne. Wyraził ją w wywiadzie opublikowanym w pierwszym dniu szczytu przez kilka europejskich dzienników. Węgierski premier Viktor Orbán uznał to za „nieobiecujący debiut” Macrona.

 

Tomasz Bielecki, Bruksela