SZ: Brak poważania rodzi populizm | Prasa | DW | 29.09.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

SZ: Brak poważania rodzi populizm

Brytyjski historyk Timothy Garton Ash analizuje na łamach „Süddeutsche Zeitung” (29.09.2017) przyczyny populizmu, m.in. w Polsce i Niemczech. Paraleli jest wiele.

Sukses AfD w Niemczech pokazał, że globalna fala populizmu w żadnym wypadku nie opada, o czym próbowali przekonać eksperci – pisze na łamach „Süddeutsche Zeitung” (29.09.2017) brytyjski historyk Timothy Garton Ash. „W jednym z najbogatszych krajów świata, w którym prawicowy nacjonalizm jest możliwie surowo przestrzeganym tabu (Adolf Hitler) i który bezgranicznie opowiada się za europejską integracją, w takim kraju co ósmy wyborca głosował na ksenofobiczną, eurosceptyczną, prawicowo-populistyczną partię” – czytamy w artykule „Z braku poważania”. Powinniśmy wyciągnąć z tego nauczkę, ale najpierw musimy zrozumieć, że siła napędowa populizmu jest zarówno kulturowej, jak i ekonomicznej natury - uważa Ash.

„Nie każdy Niemiec jeździ BMW i myśli o drugim urlopie na Majorce” – stwierdza Brytyjczyk. Ale motyw ekonomiczny w dalekim stopniu nie jest w Niemczech tak istotny, jak w wypadku wyboru Trumpa czy brexitu. „W jednym z sondaży 95 procent wyborców AfD tłumaczyło swoją decyzję zagrożeniem «niemieckiego języka i kultury»”.

Posttraumatyczny stres

Szczególną popularnością prawicowy populizm cieszy się w wielu częściach wschodnich Niemiec. Ash mówi tu o „perfekcyjnej symetrii”: na wschodzie kraju, gdzie AfD pozyskało największy elektorat, jest najmniej imigrantów. „Wschodnioniemiecki fenomen ma wiele wspólnego z 40 latami za żelazną kurtyną, jest swoistym zespołem stresu pourazowego” – stwierdza Ash. Ale ma też wiele wspólnego z tym, jak współdziałały ze sobą po zjednoczeniu obydwie, nierówne części Niemiec.

Podział geograficzny także w Polsce

Taki podział geograficzny jest charakterystyczny dla prawicowego populizmu także gdzie indziej - zauważa Ash. Niewidzialna linia dzieli liberalne wybrzeża USA i wierną Trumpowi resztę kraju, także opowiadającą się za brexitem Anglię (bez stolicy) a kosmopolityczny Londyn i proeuropejską Szkocję. „Prawo i Sprawiedliwość na wiejskim wschodzie i południowym wschodzie Polski konkuruje z liberalnymi dużymi miastami, zachodem i północnym zachodem kraju. Przy wszystkich różnicach w wybierających populizm regionach znajdzie się wspólne poczucie krzywdy: «My też istniejemy – ale wy nas ignorujecie i traktujecie jak drugoklasowe części kraju»” – tłumaczy Timothy Garton Ash.

„Redystrybucja prestiżu

„Zbyt koncentrujemy się na czysto ekonomicznej stronie nierówności. (…) Rosnąca nierówność ekonomiczna oznacza też rosnącą nierówność szans na przyszłość. Ani w Polsce, ani w Niemczech nie jest to jednak charakterystyczny syndrom populizmu. Myślę, że musimy zwracać większą uwagę na bardziej subtelne wymiary nierówności. Nazywam je «nierównością uwagi» i «nierównością poważania» - pisze brytyjski historyk. W epoce Internetu okazywana uwaga jest jedną z najważniejszych walut. Tylko, ile uwagi poświęcały jeszcze do niedawna liberalne media zepchniętym na margines regionom i grupom społecznym?” – pyta profesor Oxfordu Ash.

„Nierówność okazywanej uwagi przechodzi w nierówność okazywanego poważania" – argumentuje dalej autor artykułu w SZ – „«Redystrybucja prestiżu» stała się u polskich prawicowców niemal przysłowiowa. Na pierwszy rzut oka wydaje się to może osobliwe, ale ujmuje rzeczywiście coś ważnego. Redystrybucja to nie tylko kwestia pieniędzy, ale też poważania”.

Timothy Garton Ash przytacza przykład filmu Alexandra Payne'a „Nebraska", w którym syn kupuje steranemu ojcu nowy pick-up. „Stary człowiek powoli jedzie ulicami miasteczka, gdzie się wychował i upaja się – tylko ten jeden raz – pełnymi podziwu spojrzeniami swoich starych kolegów. Cieszy się uwagą. Poważaniem”.

Nie poznaję mojego kraju"

„Nie poznaję już mojego kraju” – to typowa wypowiedź prawicowo-populistycznego wyborcy - pisze Ash. W Niemczech, we Francji, także w Polsce. Kluczem rzekomego „kulturowego zagrożenia”, zwłaszcza przez islam, jest imigracja. „W sondażu przeprowadzonym niedawno w Polsce 42 proc. ankietowanych podało, że islamski terroryzm jest ogromnym zagrożeniem dla narodowego bezpieczeństwa Polski – i to mimo, że w kraju prawie nie ma muzułmanów” – zauważa Ash.

Ale, jak wskazuje dalej, nie chodzi tylko o imigrację. Chodzi o tematy takie jak aborcja, małżeństwa tej samej płci, wszystko, czego nie pozwala podać w wątpliwość „poprawność polityczna”. Kiedyś to się robiło, dzisiaj jest niemożliwe. „I nagle pojawiają się pomstujący Trumpowie, Le Penowie czy ludzie AfD” – pisze autor artykułu w SZ – „I wyborca woła: «Nareszcie ktoś to mówi!». Jak się wydaje, wszystkie inne grupy etniczne, religijne i kulturowe mogą uprawiać politykę tożsamości, tylko nie «prawdziwy» Anglik, Amerykanin, Polak czy Niemiec. Czują się atakowani i ignorowani. Populizm jest polityką tożsamości” – podsumowuje Timothy Garton Ash.

Opr. Elżbieta Stasik