Sylwester 2015 w Kolonii. Jest oficjalny raport | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 31.03.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Sylwester 2015 w Kolonii. Jest oficjalny raport

Komisja śledcza parlamentu Nadrenii Północnej-Westfalii opublikowała raport dotyczący wydarzeń w noc sylwestrową 2015 w Kolonii. Piętnuje on zaniedbania ze strony policji.

Raport liczy tysiąc stron i zawiera zeznania policjantów i polityków, ekspertyzy oraz dokumenty stosownych władz - owoc  61 posiedzeń i przesłuchań 180 świadków. Komisja miała ustalić odpowiedzialność władz za głośne wydarzenia w sylwestra 2015 roku.

Komisja ustaliła m.in. że w sylwestrową noc w Kolonii brakowało policjantów, a pomimo eskalacji sytuacji nie wezwano posiłków. Ci funkcjonariusze, którzy byli na miejscu, zbyt późno zwrócili uwagę na grupę młodych imigrantów z Północnej Afryki, którzy wraz ze spożyciem alkoholu zachowywali się coraz bardziej agresywnie i zuchwale. Według raportu to ten brak reakcji spowodował, że mężczyźni poczuli się bezkarni. W efekcie zaczęli rzucać petardami i masowo molestować seksualnie kobiety. 

Obok złej organizacji i bezczynności komisja zarzuciła także policji, że zamiast korzystać z własnej sieci łączności korzystała z telefonów komórkowych, i to pomimo przeciążenia sieci. Raport krytykuje także wpuszczenie zbyt wielkiej ilości ludzi na dworzec, pomimo, że istniała możliwość ograniczenia dostępu.

"Manipulacje, oszustwa, tuszowanie sprawy"

Pełnomocnik klubu poselskiego SPD w parlamencie krajowym w Duesseldorfie Hans-Willi Körfges stwierdził, że raport jest świadectwem "gruntownego podsumowania" wydarzeń w Kolonii. O treść raportu spierają się jednak zarówno partie rządzące w Nadrenii Północnej-Westfalii (SPD i Zieloni), jak i opozycja (CDU i FDP).

Przedstawicielka opozycyjnej CDU Ina Schnarrenbach w związku z publikacją raportu zarzuciła rządzącym socjaldemokratom "manipulacje, oszustwa i tuszowanie sprawy".

AFP / Bartosz Dudek