Supermigranci. ″Wstydziliśmy się być Polakami″ | Echa polskie | DW | 01.05.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

Supermigranci. "Wstydziliśmy się być Polakami"

Na ulicy nie mówili po polsku i starali się zapomnieć, skąd przyjechali. Integrowali się tak doskonale, że aż nie było ich widać. TAZ o dawnym i nowym obliczu polskiej emigracji.

deutsch-polnischer Ferienworkshop

Dzięki coraz szerszym kontaktom i otwarciu Polski nastąpiły przemiany w świadomości Polaków, a powoli także i Niemców

"Tageszeitung" (TAZ) publikuje artykuł Emilii Smechowski, która przyjechała do Niemiec wraz z rodzicami jako młoda dziewczyna.

"Na szkolnym boisku zachowywałam się tak, jakby dowcipy o Polakach mnie w ogóle nie dotyczyły. Nie byłam już Polką, starałam się być bardziej niemiecka niż sami Niemcy.

Moi rodzice, siostra i ja uciekliśmy w 1988 roku jako przesiedleńcy z socjalistycznej Polski. Ledwo co dotarliśmy do Berlina Zachodniego, ledwo co dostaliśmy niemieckie paszporty, a już staraliśmy się być niewidzialni jako Polacy", opisuje swoje pierwsze dni w Niemczech autorka artykułu, zaznaczając, że takie zachowanie było właściwe także innym Polakom.

Byleby nie podpaść jako Polak

"Im byłam starsza, tym więcej spotykałam 'niewidzialnych Polaków'. Nasze biografie były zastraszająco podobne. Rodzice też Ci zabronili mówić na ulicy po polsku? Twoja mama też kręciła nosem, jak nie przynosiłaś ze szkoły samych piątek?"

W ten sposób Polacy stali się supermigrantami, stwierdza autorka i wspomina o Aleksandrze Tobor, która napisała książkę o swoim przyjeździe do Niemiec. "Kiedy dotarliśmy do Niemiec i zobaczyłam, jak tu wszyscy żyją, zaczęłam nienawidzić polskiego. Nienawiścią, do jakiej zdolne są tylko dzieci. Postanowiłam zapomnieć polskiego i udało mi się. Na rzecz niemieckiego".

W ten sposób Polacy stali się supermigrantami. Wzorowymi przykładami, których nikt nie widział, pisze TAZ.

"Z jednej strony brało się to stąd, że większość Polaków, którzy emigrowali w latach 80-tych do RFN, nie miało zamiaru nigdy wracać. Jak podkreśla historyk Robert Traba: 'Mieli mocne postanowienie. W odróżnieniu od innych uciekinierów, którzy marzyli, że kiedyś powrócą do ojczyzny, Polacy, którzy uciekli z socjalizmu, nigdy nie chcieli tam wracać'.

Autorka artykułu pisze także o Katharinie Blumberg-Stankiewicz, która też z rodzicami przyjechała do Niemiec. Dziś robi doktorat z politologii właśnie na temat "niewidzialnych Polaków". W jej ocenie "Niemcy na swój sposób chciały takich właśnie pilnych i wzorowych migrantów. Z Polaków robiono Niemców i mieli być niezauważalni".

Najliczniejsza migracja

Jak TAZ wyjaśnia, dziś nie ma żadnej innej nacji, która tak licznie przybywałaby do Niemiec, jak Polacy. W roku 2013 było ich 70 tysięcy. Jeżeli spojrzy się na raport rządu RFN ws. migracji jasne staje się, że do Niemiec napływają ludzie z całej Europy. Na 2. i 3. miejscu tego bilansu migracji, czyli z uwzględnieniem tych, którzy wyjeżdżają z Niemiec, znajdują się Rumuni i Włosi. Syryjczycy są na 9. miejscu, po Rosjanach. Turcy stanowiący obecnie największą grupę migrantów w RFN, raczej myślą o powrocie.

"Czy Turcy robią to lepiej?", pyta autorka artykułu wskazując, że badanie zjawiska migracji jest w Niemczech stosunkowo młodą dyscypliną. Od roku 2005 po raz pierwszy zaczęto ujmować w statystykach pochodzenie ludzi; przedtem pytano tylko przy spisach ludności o obywatelstwo. „W czasach tak ogromnego napływu uchodźców do Europy, coraz bardziej palące staje się pytanie, jak niemieckim trzeba być w tym kraju? Jak najlepiej udaje się integracja?”, zaznacza.

"Jest minimalny konsensus: ludzie muszą się zgodzić co do wspólnych wartości, mówić tym samym językiem, mieć równe szanse edukacji i udziału w politycznych decyzjach.

My myśleliśmy kiedyś, że im się jest bardziej niemieckim, tym lepiej. Wstydziliśmy się być Polakami. Przez pierwsze tygodnie w Niemczech chodziliśmy milczący po ulicach. Rodzice upierali się, żeby na ulicy mówić tylko po niemiecku. Kiedy przychodzili do nas goście na stole było lasagne i tiramisu. Mama miała dosyć pierogów".

Na de-asymilację do Polski

Jak zaznacza Katharina Blumberg-Stankiewicz, reakcja naszych rodziców była zrozumiała. "Ale widać, jak my na to reagujemy jako drugie pokolenie. My zaczynamy się chwiać i kiedyś znów sięgamy po to, co polskie".

Autorka TAZ przyznaje, że jeździ do Polski, żeby się de-asymilować. „Jadę do Gdańska, Wrocławia, Warszawy. Widzę hipsterów i wieżowce i nie zauważam żadnych różnic. (...) Moja ojczyzna się zmieniła. Jak mało który kraj byłego bloku wschodniego powiodła się tam zmiana systemu. Polska budzi dziś podziw a nie drwiny. Młodzi Polacy w ogóle nie wiedzą, czym jest polski kompleks niższości. Jadą za granicę, są polscy i dumni z tego".

opr. Małgorzata Matzke