″Spiegel″: Polska zrobiła duży krok. Na wschód | Echa polskie | DW | 05.01.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

"Spiegel": Polska zrobiła duży krok. Na wschód

Pod tytułem „Kiepski polski dowcip” portal „Spiegel Online” zamieszcza w poniedziałek (4.01.2015) felieton Jakoba Augsteina poświęcony Polsce.

„Najpierw Węgry, teraz Polska - Europa Wschodnia coraz bardziej zaczyna przypominać Rosję: autorytarna, ograniczona, rasistowska. Czy Europa ma dość czasu, by czekać na modernizację krajów, które nie tak dawno weszły do Unii Europejskiej? Czy potrzebujemy raczej nowej UE, bez Wschodu? – pyta autor komentarza i przypomina niemieckim czytelnikom ostatnie poczynania polskiego rządu.

„Między Świętami a Nowym Rokiem Polska zrobiła duży krok. Na wschód. W życie weszła ustawa, która bezzębnym tygrysem uczyniła Trybunał Konstytucyjny. A krótko przed sylwestrem uchwalono drugą ustawę, odbierającą niezależność publicznej telewizji i radiu.

Polacy być może boją się Rosjan i ich nienawidzą, ale właściwie powinni się z nimi doskonale rozumieć. Polska pod rządami nowego, prawicowego rządu coraz bardziej przypomina putinowską Rosję”, pisze Jakob Augstein i wyjaśnia, że Unia Europejska zastanawia się obecnie, jakie ma podjąć kroki.

„Komisarz Oettinger powiedział, że wiele przemawia za tym, by Warszawę postawić ‘pod nadzorem'. Polakom niezbyt się podoba, kiedy mówi to akurat jakiś Niemiec, ale Oettinger ma rację” – twierdzi autor „Spiegla” – „ponieważ od wyborów powszechnych na jesieni zegary w Polsce zaczęły się cofać”.

Jakob Augstein Journalist Verleger Der Freitag

Jakob Augstein: Polacy doskonale wiedzą, co robią

Wymienia, co na to wskazuje: „Premier Beata Szydło przed swoją pierwszą konferencją prasową na nowym stanowisku kazała z sali usunąć wszystkie flagi Unii Europejskiej. Jej minister spraw zagranicznych natychmiast zagrzmiał, że Polacy wobec Niemców zbyt długo zachowywali się ‘jak wasale'. W tle za sznurki pociąga Jarosław Kaczyński, szef PiS-u i brat byłego polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego w Europie wspomina się z dreszczem”.

Dziennikarz „Spiegla”, należący do rodziny założyciela tego najważniejszego opiniotwórczego magazynu w RFN, twierdzi, że „między Wschodem a Zachodem rozpoczął się ‘Kulturkampf'.

„Polskiemu rządowi nie można absolutnie zarzucić, że nie zdradza światu swoich zamiarów. Nie można też stwierdzić, że nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji swoich działań. Polacy doskonale wiedzą, co robią”, pisze Augstein i przypomina, że polski minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski powiedział właśnie w rozmowie z tabloidem „Bild”, że „nowa ustawa medialna ma uzdrowić państwo z kilku chorób” i mówił o „tradycyjnych polskich wartościach”.

„Europa tymczasem zadaje sobie pytanie, czy te polskie wartości dają się pogodzić z wartościami europejskimi. Kiedy Grecy wchodzili do grupy euro, nie wszystkie podawane przez nich liczby się zgadzały. W przypadku Polaków i Węgrów było jeszcze gorzej. Kiedy w roku 2004 stawali się członkami Unii Europejskiej, podawali się za dobrych Europejczyków. Ale aktualnie nimi nie są.

W rzeczywistości między Wschodem a Zachodem rozgorzał Kulturkampf. I nadszedł czas na gorzką refleksję: obecnie następuje zderzenie zachodnich wartości: liberalizmu, tolerancji, równouprawnienia ze wschodnimi: rasizmem, ignorancją, tępotą”.

Augstein przypomina, jakie zdanie o wejściu państw Europy środkowo-wschodniej w 2004 roku miał Jacques Delors, były przewodniczący Komisji Europejskiej i „bez wątpienia jeden z najwybitniejszych polityków europejskich minionych dziesięcioleci”. Ich przyjęcie do UE uważał za błąd. 'Na to jest za wcześnie, twierdził. Żaden z tych kandydatów nie dojrzał do wstąpienia do Unii Europejskiej'. Dziś wiemy, że w odniesieniu do najważniejszych nowych państw członkowskich tzn. Polski i Węgier, Delors miał rację”.

Jak pisze dalej dziennikarz „Spiegla”: „12 lat po przystąpieniu do UE obydwa te państwa przekształcają się z państw normatywnych w państwa prerogatywne. Tego zróżnicowania dokonał niegdyś politolog Ernst Fraenkel, pisząc o Niemczech hitlerowskich. W państwie normatywnym obowiązuje prawo, w państwie prerogatywnym obowiązuje to, co jest przydatne wedle ‘stanu rzeczy'. Brak jest norm, obowiązują więc prerogatywy. Tak postępuje już od kilku lat Viktor Orban na Węgrzech, tak robi obecnie też marionetkowy rząd w Polsce, sterowany przez Kaczyńskiego”.

„Ale kto w Europie nie bierze przykładu z zachodniego liberalizmu, tylko z putinowskiego autorytaryzmu, dla tego nie ma miejsca w Unii Europejskiej”, twierdzi Augstein. „Polacy zachowują się trochę, jak niektórzy enerdowcy. Chętnie biorą zachodnie pieniądze, ale uchowaj ich Boże od zachodnich wartości.

Niemcy znają to z własnego podwórka: od kiedy w Niemczech pojawiła się fala uchodźców, nikt nie ma już wątpliwości co do tego, jak społecznie zacofana jest spora część wschodnich niemieckich landów. Tyle, że Niemcy mogą jakoś ścierpieć rasistów w Saksonii i Brandenburgii. Ale czy Europa może ścierpieć ksenofobów w Polsce, na Węgrzech i w Słowacji?

Teoretycy polityki snuli rozważania o Europie, w której koegzystuje kilka grup państw, powiązanych ze sobą w zależności od tego, jaka jest ich gotowość i zdolność do kooperacji. Może powinniśmy jeszcze raz zbadać taki system ‘zmiennej geometrii' i zastanowić się, z którymi z naszych sąsiadów chcemy budować zjednoczoną Europę. Polaków raczej w tej grupie nie będzie”, kończy swój artykuł Jakob Augstein.

Opr. Małgorzata Matzke