1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Spiegel Online: "Polacy przyjeżdżali już do Niemiec, zanim Polska była w UE"

Kryzys migracyjny ujawnił długo ignorowane różnice między wschodem i zachodem Europy – mówi w wywiadzie dla Spiegel Online politolog Ivan Krastev.

Pegida Demonstration in Warschau (Reuters/K. Pempel)

Demonstracja antyislamskiego i antymigracyjnego ruchu Pegida w Warszawie, 6.02.2016

Kryzys migracyjny jest dla Europy tym, czym 11 września był dla USA - twierdzi w wywiadzie dla Spiegel Online bułgarski politolog Ivan Krastev*. Zamach terrorystyczny 9/11 doprowadził do załamania się amerykańskiego rozumienia globalizacji i rozeznania własnej wrażliwości, a w efekcie do wzmocnienia sił wstecznych i polaryzacji, którą obserwujemy w dzisiejszej Ameryce Trumpa.

Podobnie kryzys migracyjny ujawnił w Europie ignorowane dotąd różnice. Tak jak po wyborze Trumpa amerykańska opinia publiczna dostrzegła nagle, że ludność żyje w dwóch całkowicie odmiennych Amerykach – wstecznej i kosmopolityczno-liberalnej, także Europa uświadamia sobie tę polaryzację. "Połowa państw UE od początku broniła się przed przyjmowaniem uchodźców. Dostrzegam tu przede wszystkim rozłam wschód-zachód, przypominający nowe podziały w USA na siły wsteczne i liberalne" – mówi Krastev.

Ivan Krastev (privat)

Ivan Krastev: "Kryzys migracyjny jest dla Europy tym, czym 11 września był dla USA"

"Głęboko zakorzenione przyczyny"

To, że planów relokacji uchodźców nie chcą zaakceptować m.in. Polska, Węgry czy Czechy, politolog tłumaczy szeregiem przyczyn historycznych. "I nie są one rozpowszechnione tylko wśród populistycznych przywódców, takich jak Viktor Orbán czy Jarosław Kaczyński, tylko głęboko zakorzenione w społeczeństwach i obecne także w całym spektrum partii politycznych" – tłumaczy Krastev. Jak wyjaśnia, wiele tych krajów jest dziś pod względem etnicznym ekstremalnie homogenicznych; multikulturalizm postrzegany jest jako krok w minione, nie zawsze dobre czasy.

"Podczas gdy przed II wojną światową ponad jedna trzecia Polaków nie była właśnie Polakami, tylko Niemcami, Żydami, Ukraińcami, dziś mniejszości stanowią zaledwie 2 proc. społeczeństwa". Podobnie jest na Węgrzech i w Czechach. Swoją rolę odgrywa też sposób obchodzenia się z mniejszościami, Sinti i Roma są ciągle dyskryminowani. Do tego dochodzą w niektórych regionach uprzedzenia wobec islamu zakorzenione w doświadczeniach z Imperium Osmańskim i trwające do dzisiaj. "Reprezentowana jest zatem postawa: jak mamy integrować jeszcze bardziej różniących się od nas Syryjczyków?" – wyjaśnia bułgarski ekspert.

"Strach przed przyszłością"

Jeszcze innym powodem różnic między wschodem i zachodem Europy w podejściu do uchodźców są, zdaniem Krasteva, różne nauczki wyniesione z II wojny światowej. Zachodnioeuropejski antynacjonalizm, jak choćby w Niemczech '68, był reakcją na ksenofobię nazistów. Antykosmopolityczną postawę w wielu państwach Europy Środkowej i Wschodniej można tymczasem częściowo wytłumaczyć "niechęcią do wmuszonego przez komunizm internacjonalizmu".

Od 1989 r. doszedł do tego, jak mówi Krastev, "wręcz moralny strach przed własną śmiertelnością". Według niego, nie chodzi wcale o obawy ekonomiczne, tylko o pytanie: "kim będziemy za 100 lat, kto będzie jeszcze mówił naszym językiem? Od końca komunizmu swój kraj opuściło 2,5 mln Polaków, ludność Rumunii skurczyła się o 3,5 mln mieszkańców".

Na pytanie Spiegel Online, czy nie jest to właśnie doświadczenie, które kraje te dzielą z nowymi migrantami, Krastev odpowiada: "Oczywiście, migracja jest w naszym stuleciu nową rewolucją, ale nie ideologiczną, tylko kierowaną przez Google Maps: jeżeli chcesz zmienić swoje życie, nie jest najmądrzejsza zmiana twojego rządu, tylko kraju, w którym mieszkasz. Polacy przyjeżdżali już do Niemiec, zanim Polska była w UE. Wielu oczekuje, że właśnie wschodni Europejczycy okażą solidarność z imigrantami, bo dzielą historycznie ich doświadczenia. Ale do generalnego odrzucenia uchodźców dochodzi właśnie wiedza o tym, jak trudno zamknąć granice i powstrzymać kogoś, kto zamierza poprawić swoją sytuację życiową".

opr. Elżbieta Stasik

*Ivan Krastev jest bułgarskim politologiem i publicystą związanym z Instytutem Nauk o Człowieku w Wiedniu i współzałożycielem think tanku Europejska Rada Spraw Zagranicznych.