1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

NRS-Import

Rokowania o brexicie ruszyły do przodu, ale wciąż za słabo

UE i Londyn są coraz bliżej ugody o prawach m.in. Polaków po brexicie. Ale toczy się ciężki spór o rozliczenia finansowe z Brukselą. – Na znaczący postęp trzeba tygodni, a nawet miesięcy – ostrzegł Michel Barnier.

Deklaracja unijnego negocjatora Michela Barniera oznacza, że po IV rundzie negocjacji brexitowych (zakończonej w czwartek 28.09.2017 w Brukseli) są bardzo mało szanse, by na szczycie UE z 19 października zarekomendował unijnym przywódcom decyzję o przejściu do drugiej fazy rokowań. Bardzo zależałoby na tym rządowi Theresy May, bo w tej drugiej fazie Unia i Londyn miałyby wykuć – ważne dla biznesu - ogólne zasady pobrexitowegio traktatu o handlu. A także ustalić reguły okresu przejściowego między brexitem (najpóźniej w marcu 2019 r.), a wejściem w życie tego traktatu.  – Powinien trwać około dwóch lat – ogłosiła May przed tygodniem (22.09.2017) we Florencji.

Gwarancje dla m.in. Polaków coraz pewniejsze

Trwająca obecnie pierwsza faza rokowań dotyczy gwarancji zachowania obecnych praw przez około 3 mln obywateli UE w Wlk. Brytanii (w tym blisko miliona Polaków) oraz Brytyjczyków w 27 krajach UE. W tej sprawie różnice Brukseli i Londynu jeszcze bardziej stopniały. Istotniejszym problemem pozostaje kwestia łączenia rodzin po brexicie – Unia chce, by np. Polacy mogli swobodnie sprowadzać do Wlk. Brytanii małżonków także spoza Unii. Natomiast Londyn chciałby wprowadzić ich kontrole np. pod względem dochodów (dla uniknięcia fingowanych małżeństw) podobne do tych, którym już dziś poddawani są cudzoziemcy małżonkowie Brytyjczyków.

Unijne prawo pozwala krajom UE na odbieranie prawa stałego pobytu tym obywatelom innych krajów Unii, którzy zrobili w swym pobycie dwuletnią przerwę. Ale Brytyjczycy – jak tłumaczy nam jeden z dyplomatów UE – zaoferowali „hojniejsze rozwiązanie” na czas po brexicie. Nawet po dwóch latach nieobecności nie odbieraliby prawa pobytu m.in. Polakom z „silnymi związkami” z Wlk. Brytanią. Rzecz jasna, głównym powodem owej „hojności” jest chęć uzyskania analogicznego rozwiązania dla około miliona Brytyjczyków mieszkających teraz w pozostałych krajach Unii.

– Tak, już po brexicie będziemy mieli pełną swobodę kształtowania brytyjskiej polityki migracyjnej – odpowiadał w czwartek minister ds. brexitu David Davis na pytanie, czy Londyn będzie mógł wprowadzać wizy dla nowo przyjeżdżających Bułgarów czy Polaków. Michel Barnier tłumaczył, że takie kwestie będą tematem rozmów w drugiej fazie negocjacji.

- Teraz przeszkodą pozostaje kwestia Trybunału Sprawiedliwości UE w gwarantowaniu praw obywateli UE w Wlk. Brytanii – powiedział Barnier. Londyn zgodził się, by te prawa zostały wpisane do brytyjsko-unijnej umowy o brexicie (uniemożliwi to ich jednostronne zmienianie bądź anulowane), na którą – to spore ustępstwo wobec Brukseli – będzie można się powoływać bezpośrednio przed brytyjskimi sądami. Tyle, że Unia chce, by Trybunał UE na zawsze pozostał ostateczną instancją interpretującą te prawa, co jest nie do przełknięcia dla Brytyjczyków. Zdaniem niektórych ekspertów skończy się na powołaniu nowego trybunału, który objąłby swą jurysdykcją pobrexitowe spory między Brukselą i Londynem.

Spór o 60 mld euro

Drugim tematem obecnej fazy rokowań są finansowe zobowiązania Londynu wobec reszty Unii. Wedle nieoficjalnych wyliczeń Komisji Europejskiej brytyjski dług wobec budżetu UE wyniesie 60 mld euro w chwili brexitu. Premier May we Florencji zapewniała, że kraje Unii „nie będą dostawać mniej lub płacić więcej” w ramach obecnej budżetowej siedmiolatki (2014-2020). Ale po wnikliwej analizie z tej ogólnikowej deklaracji wynika obietnica zapłacenia tylko 20-30 mld euro przez Londyn, a zatem i ryzyko uszczuplenie unijnych funduszy, których głównym beneficjentem jest Polska.

– Zrobiliśmy w tej rundzie znaczący postęp, ale natykanie się na przeszkody w negocjacjach nie powinno zaskakiwać – przekonywał minister ds. brexitu David Davis. Ponadto Barnier i Davis niewiele osiągnęli w trzecim temacie rokowań, który dotyczy pomysłów, jak po brexicie uniknąć kontroli granicznych między Irlandią i brytyjską Irlandią Płn.

Europarlament, ale bez PiS, ostry wobec Londynu

Rozwodowa umowa z Wlk. Brytanią musi być zatwierdzona przez Parlament Europejski, który w tej kwestii trzyma się wręcz jastrzębich pozycji. Projekt rezolucji, która będzie głosowana w przyszłym tygodniu, krytykuje brak dostatecznych postępów w negocjacjach. I precyzuje, że w postulowanym przez May okresie przejściowym Brytyjczycy nie będą zwolnieni z żadnych unijnych obowiązków – w tym z respektowania Trybunału Sprawiedliwości UE, na co nie godzi się m.in. szef brytyjskiej dyplomacji Boris Johnson. May we Florencji ogłosiła, że w okresie przejściowym będzie obowiązywać swoboda przemieszczania się obywateli UE z jedną zmianą – obowiązkiem rejestrowania się m.in. przyjeżdżających Polaków w brytyjskich urzędach (to byłoby zgodne z prawem UE). Ale projekt rezolucji odrzuca „wszelkie nowe warunki”. Rezolucję popierają wszystkie liczące się frakcje Parlamentu Europejskiego oprócz klubu konserwatystów obejmującego PiS i brytyjskich torysów.

Tomasz Bielecki, Bruksela

Obejrzyj wideo 02:30

Irlandia Północna. Rolnicy boją się przywrócenia granicy

Audio i wideo na ten temat