Przez TTIP jedzenie będzie gorsze [WYWIAD] | Gospodarka | DW | 25.04.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Przez TTIP jedzenie będzie gorsze [WYWIAD]

Planowana umowa handlowa między Europą i USA wywołuje coraz większe protesty. Szef stowarzyszenia Foodwatch Thilo Bode uważa TTIP wręcz za „projekt napędzany przez przemysł“.

Deutsche Welle: Napisał Pan książkę Wolnohandlowe kłamstwo” („Die Freihandelslüge”) o planowanej umowie handlowej TTIP (Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji). Książka stała się w Niemczech bestsellerem. Na czym ma polegać to kłamstwo?

Thilo Bode: Kłamstwo polega na tym, że w umowie tej nie chodzi o klasyczny wolny handel wspierany obniżaniem opłat celnych. Chodzi w niej o dwie inne, ważne rzeczy: po pierwsze mają zostać usunięte tak zwane bariery handlowe, do czego mogą należeć ważne, społeczno-polityczne regulacje i po drugie - interesy gospodarcze mają odgrywać jeszcze większą niż dotychczas rolę w podejmowaniu odpowiednich decyzji. Dostrzegamy w tym zagrożenie dla demokracji. Dlatego sprzeciwiamy się umowie TTIP.

Jaki wpływ umowa ta miałaby na żywność?

Jakość produktów żywnościowych czy tak czy owak nie jest dobra. Obawiamy się, że umowa uniemożliwi wprowadzenie w przyszłości odpowiednich zmian. TTIP opiera się na wielu zasadach, które w wielu dziedzinach są dla państwa przeszkodą.

W jaki sposób można państwu coś uniemożliwić?

Zasady obowiązujące w ramach umowy TTIP odnoszą się do prawa międzynarodowego, są wiążące i mają pierwszeństwo przed prawem europejskim czy prawem danego państwa. Przyszłe reguły prawne muszą być kompatybilne z TTIP. Jeżeli na przykład umowa ustali standardy obowiązujące w hodowli zwierząt, Europa ze swojej strony nie może w nich niczego zmienić. Regulacje prawne na rzecz poprawy ochrony zwierząt, jeżeli USA się nie zgodzą, będą niemożliwe.

A my chcemy zmienić sytuację w hodowli zwierząt. Masowe stosowanie antybiotyków, zabijanie piskląt, warunki utrzymywania zwierząt gospodarskich – wszędzie istnieje znaczna potrzeba zmian. Mechanizmy umowy TTIP to utrudnia, bo standardy przyjęte przez obydwie strony nie będą mogły zostać jednostronnie zmienione, czy raczej – polepszone. Bez zgody partnera byłoby to bowiem złamaniem prawa.

TTIP ogranicza możliwości działania ustawodawcy. Można powiedzieć, że nasi parlamentarzyści zostaną częściowo "pozbawieni władzy" i to jest główny punkt krytyki z naszej strony. Zwolennicy TTIP o tym nie mówią.

Parlament Europejski chce lepiej informować konsumentów. Mięso pochodzące od zwierząt karmionych paszą zmodyfikowaną genetycznie, ma być specjalnie oznakowane. Czy TTIP to utrudni?

Amerykanie tego nie chcą, bo ich rolnictwo opiera się niemal całkowicie na GMO (uprawy organizmów genetycznie modyfikowanych, red.). Po zawarciu umowy TTIP nie będziemy już zatem mogli polepszyć naszych zasad oznakowywania żywności.

TTIP Protest Berlin

W miniony weekend w globalnym proteście przeciwko TTIP na ulice wyszły tysiące ludzi, m.in. w Warszawie, Londynie i Nowym Jorku. Na zdjęciu demonstracja w Berlinie, 18.04.2015

Jaką proponuje Pan alternatywę?

Opłaty celne, bariery handlowe można usunąć także bez tej kompleksowej umowy. Związki motoryzacyjne mogą usiąść przy jednym stole i zastanowić się na przykład nad ujednoliceniem koloru migaczy w UE i USA. Zaletą jest to, że jedna ze stron może zmienić standardy, nie łamiąc od razu prawa międzynarodowego. W przypadku umowy takiej jak TTIP jest to niemożliwe.

Takie porozumienie istnieje na przykład dla produktów ekologicznych. Swobodny handel jest możliwy, ponieważ UE i USA uznały wzajemnie certyfikaty uprawniające do określenia produktu jako bio. Jeżeli te uzgodnienia dotyczące produktów ekologicznych staną się częścią umowy TTIP, jednostronne wprowadzenie zmian czy poprawek nie będzie możliwe.

Nazywając rzecz po imieniu: TTIP jest projektem napędzanym przez przemysł i przemysł jest zainteresowany tym, by pewne regulacje przesunąć w bliżej nieokreśloną przyszłość, rozmyć je albo im zapobiec.

Odkrywa Pan w swojej książce mylne informacje. Jakie są na to reakcje?

Najpierw słyszeliśmy, że TTIP jest wspaniały, napędzi gospodarkę, stworzy miejsca pracy i wszystko będzie wyśmienicie. My stwierdziliśmy, że posługiwanie się współczynnikiem 10 jest częściowo błędne. Wzrost PNB w Europie rzędu 120 miliardów euro oznaczałby wzrost w ciągu dziesięciu lat o ponad bilion euro! Zwiększenie ilości miejsc pracy, wszystko to jest przesadą bez umiaru. Założenia przyjęte dla TTIP były iluzoryczne. Wiele danych trzeba było skorygować. Musiały to zrobić chociażby Niemiecki Związek Przemysłu i Związek Przemysłu Motoryzacyjnego.

Teraz zwolennicy TTIP przestali posługiwać się liczbami. Mówią natomiast, że TTIP jest konieczny, żebyśmy nie utonęli w biedzie.

Uważa Pan te troski za nieuzasadnione?

To mnie rozbawia. Musimy rozważyć plusy i minusy. Obecny TTIP największą przeszkodę widzi w demokracji. Dla demokracji natomiast TTIP jest dużym zagrożeniem. Nie mamy nic przeciwko wolnemu handlowi, ale w obecnej formie nie możemy tej umowy akceptować.

Uważa Pan, że w tej formie umowa spełznie na niczym?

W Niemczech spotyka się ona z bardzo dużym oporem. Sprzeciw rośnie też w innych krajach – polityka reaguje nerwowo. Myślę, że wielu polityków ma wyrzuty sumienia, bo coś ukrywa i nie gra w otwarte karty. Takie zachowanie, ten brak transparencji budzi jeszcze większy opór.

Nawet jeżeli komisarz ds. handlu Cecilia Malmström publikuje teraz w sieci ten czy inny dokument, nie byłbym w stanie powiedzieć, na jakim etapie są rozmowy. Poruszamy się w ciemności. Jeżeli uda się zmobilizować jeszcze więcej opinii publicznej we Francji, chociażby tak jak w Niemczech, mamy prawdziwe szanse storpedowania umowy w jej obecnej formie. Bylibyśmy szczęśliwi, gdyby to się udało.

Istnieje także Europejska Inicjatywa Obywatelska przeciwko TTIP…

Do jesieni tego roku chcemy zebrać dwa miliony podpisów. Z pewnością będzie to imponujący wyraz oporu społecznego. Tylko te podpisy jednak nie wystarczą.

Ciekawe jednak, że przy tak kompleksowym temacie, jakim jest TTIP, ludzie są podekscytowani i chcą niesłychanie dużo wiedzieć. A im więcej wiedzą, tym bardziej sprzeciwiają się tej umowie.

Dużo o niej nie wiadomo, bo brakuje transparencji

... właśnie. Ludzie się też boją, bo wiedzą z doświadczenia, że gospodarka wywiera zbyt duży wpływ na politykę.

Dr. Thilo Bode jest założycielem i szefem organizacji konsumenckiej Foodwatch. Ekonomista z zawodu, w latach 1989-1995 był szefem Greenpeace w Niemczech. Bestsellerem stała się w Niemczech jego książka „Die Freihandelslüge: Warum TTIP nur den Konzernen nützt und uns allen schadet“ (w wolnym tłumaczeniu – „Wolnohandlowe kłamstwo: Dlaczego z TTIP skorzystają tylko koncerny a nam wszystkim on zaszkodzi”).

Rozmawiał Gero Rueter / tł. Elżbieta Stasik