1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Przepustka do Europy: 72 godziny w Macedonii [REPORTAŻ]

Tysiące uchodźców tłoczy się na dworcu kolejowym Gewgelija nieopodal granicy z Grecją. Macedonia nie radzi sobie z falą niechcianych przybyszów. Tamtejsze instytucje chcą tylko, by jak najszybciej dotarli do Serbii.

– Przeklęci terroryści – zżyma się macedoński policjant. Próbuje znaleźć uchodźców ukrytych za wagonami kolejowymi. Codzienna walka o dobrą pozycję wyjściową zaczyna się wtedy, kiedy pociąg linii Saloniki-Belgrad przejeżdża przez grecko-macedońską granicę i zatrzymuje się w miasteczniu Gewgelija. Na niewielkim dworcu wyczekuje dwa tysiące uchodźców z biletami w ręku. Pociąg może pomieścić zaledwie 200 osób. – Terroryści, a co innego? Przecież pochodzą z Syrii – mówi policjant.

Polizeieinsatz gegen Flüchtlinge an Mazedoniens Grenze

Sytuacja wymknęła się spod kontroli: macedońska policja użyła gazu łzawiącego i strzelała gumowymi kulami do uchodźców (21.08.2015)

Trzy dni na podróż

Na granicy grecko-macedońskiej rozgrywają się od kilku dni dantejskie sceny. Uchodźcy, którzy przybyli tu z regionów objętych kryzysem, muszą walczyć o miejsce w przepełnionym pociągu. Dzieci podawane są tam i z powrotem przez okno w zależności od tego, czy ich rodzicom udało się przecisnąć do środka. Niektórzy próbowali przedrzeć się z nożem w ręku. Byli ranni. Od jakiegoś czasu macedońskie urzędy wystawiają na dworcu dokument umożliwiający uchodźcom bezpłatną podróż przez kraj środkami transportu publicznego. Dokument ograniczony jest jedynie do 72 godzin. W tym czasie migranci muszą opuścić terytorium kraju lub złożyć wniosek o azyl. Takiego zamiaru nie ma jednak żaden z uchodźców. A zatem pozostają im trzy dni na pokonanie 180 km do sąsiedniej Serbii.

25-letni Mohammed, uchodźca z Pakistanu, wykorzystał już dwa dni. Teraz w otoczeniu swoich rodaków siedzi na krawędzi peronu. Każdy z nich ma za sobą niebezpieczną podróż. Przez Iran, Turcję, a potem w łodzi do wybrzeży Grecji. Po tym wszystkim, co przeżył, pobyt w Macedonii bez prysznica i łóżka nie wydaje się czymś strasznym. – Nie oglądał pan pakistańskiej telewizji? – pyta. – Dwa miesiące temu talibowie napadli na jedną ze szkół, zabijając wiele niewinnych dzieci – mówi. Mohammed chce uciec od przemocy. Nie chce też walczyć o miejsce w pociągu. Policja daje pierwszeństwo rodzinom z małymi dziećmi. Mohammed to rozumie i nie protestuje. – Ja sam nie mam tutaj szans – stwierdza.

Mazedonien Gevgelija Bahnhof Flüchtlinge

Tysiące uchodźców walczy o miejsce w pociągu do Belgradu

Byle dalej, do Serbii

Tacy jak Mohammed należą do najlepszych klientów taksówkarza Angela Stanojkowa. Stanojkow cierpliwie czeka w swojej żółtej taksówce. Z wnętrza samochodu dobiega amerykański pop. – Sto euro za przejazd czterech osób do miejscowości Tabanowce – zdradza. – To realistyczna cena, niezbyt wygórowana – dodaje.

Tabanowce to kolejny cel na tzw. trasie bałkańskiej. Niewielka mieścina w północnej Macedonii, tylko dwa kilometry od granicy z Serbią. – Podjeżdżamy właściwie pod oficjalne przejście graniczne, ale oni wysiadają wcześniej i pieszo docierają do Serbii – mówi Stanojkow.

To w interesie Macedonii. Ten ubogi kraj bałkański nie radzi sobie z falą uchodźców napływających z Grecji. Szacuje się, że do Macedonii trafia codziennie dwa tysiące nielegalnych przybyszów. System przyjmowania uchodźców już dawno się załamał. Ośrodek Gazi Baba w Skopje może być tego przykładem. Od miesięcy ośrodek był przepełniony i zamknięty. Nikt nie mógł do niego wejść, a ci którzy już byli w środku, nie mogli go opuścić. Pod koniec lipca ośrodek został ostatecznie zamknięty. Od tego czasu Macedonia stosuje mało kreatywne, ale pragmatyczne rozwiązanie: pokazuje uchodźcom drogę do Serbii i pozostawia granicę bez kontroli.

Mazedonien Gevgelija Bahnhof Flüchtlinge Kinder

Macedoński system przyjmowania uchodźców już dawno się załamał

Interes kwitnie

Burmistrz Gewgeliji Iwan Frangow ma swoje własne pomysły. Za przykładem Węgier proponuje wybudowanie muru granicznego między Macedonią i Grecją. Dziennikarzom serbskiej agencji prasowej powiedział, że uchodźcy zanieczyszczają miasto, a UE i agencja ONZ ds. pomocy uchodźcom pozostawiły miasto na pastwę losu. Nie każdy mieszkaniec miasteczka przyzna mu jednak rację. Wielu z nich zarabia bowiem na niechcianych przybyszach. Na peronach mnożą się plastikowe stoły: za jedno euro można kupić dwa banany, paczkę prażonej kukurydzy lub butelkę wody. Tyle samo kosztuje podładowanie komórki. Oczywiście bez rachunku. Policji to jednak nie przeszkadza.

Mieszkańcy pogodzili się z nową sytuacją. Dopiero kilkaset metrów dalej, na deptaku lub w okolicznych barach, głośne stają się teorie spiskowe. – Niektórzy mówią, że uchodźcy przywożą zarazy lub chcą nad nami zapanować – mówi Stanojkow. I choć on sam nie podziela tej opinii, uważa, że wszystko to jest nieczystą grą, za którą stoją Amerykanie, a może i Europejczycy. – Wojna w Syrii nie wzięła się przecież z niczego – mówi.

Mohammeda nie interesują takie teorie. Akceptuje ciche przyzwolenie macedońskich instytucji na dalszy marsz w kierunku Serbii i Węgier. O tym, że do końca sierpnia Węgry chcą postawić mur graniczny, jeszcze nie słyszał. Dla niego sytuacja jest jasna: – Wielu ucieka do Europy, ja podążam za nimi – mówi. Według Mohammeda „prawdziwa Europa“ zaczyna się tam, gdzie można złożyć wniosek o azyl w nadziei na lepsze życie. – Jeśli będę miał szczęście, to dotrę do Niemiec – przyznaje.

Nemanja Rujević / tł. Katarzyna Domagała