Prasa o Grecji: Co będzie, jak inni w UE stracą cierpliwość? | Prasa | DW | 14.07.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Prasa o Grecji: Co będzie, jak inni w UE stracą cierpliwość?

Od wtorku Grecy będą debatować nad żądaniami wierzycieli i starać się, by ich kraj mógł utrzymać euro. Zdania o pomocy dla Grecji są w niemieckiej prasie podzielone.

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" uważa, że "możliwe są trzy scenariusze": "Najlepszym rozwiązaniem dla Grecji byłoby, gdyby Tsiprasowi udało się przekształcić istniejącą faktycznie od kilku dni wielką koalicję w 'rząd ocalenia narodowego', który sprawowałby władzę do końca tego okresu legislacyjnego i realizował wszystkie przyrzeczone reformy.

Gorzej byłoby, gdyby na jesieni doszło do rozpisania wcześniejszych wyborów. Ich wynik byłby niepewny, kraj byłby znów sparaliżowany. Najgorszym scenariuszem byłoby natomiast, gdyby Tsipras musiał walczyć w pojedynkę na czele mniejszościowego rządu, bez możliwości odrzucenia balastu w postaci komunistycznego skrzydła swojej partii. Tsiprasowi powinno zależeć na pierwszym scenariuszu. Tylko tak może odzyskać wiarygodność".

"Die Welt" ocenia: "Trzeba być sceptykiem. Już do tej pory było tak, że grecki rząd po części odwlekał ustalone reformy, po części zupełnie się za nie brał. Teraz parlament w Atenach ma uchwalić ich cały pakiet w przyspieszonym tempie. Razem z już przyjętymi reformami oznacza to zmiany, wykraczające daleko poza to, co każda z ateńskich partii byłaby skłonna dobrowolnie zrobić. A greccy wyborcy otrzymają nie tylko to, co większością odrzucili w referendum, ale i jeszcze coś ponad to. Pomimo tego nie można wykluczyć, że dojdzie jednak do implementacji wszystkich obiecanych kroków. Tyle, że nie ma takiej gwarancji. Tam, gdzie nie ma zaufania, pozostaje nadzieja - dość mętna w tym momencie".

"Frankfurter Rundschau" jest bardzo sceptyczny, pisząc: "Szefowie państw i rządów eurogrupy uchwalili nad ranem w poniedziałek kontynuację nic nieprzynoszącej 'polityki ratowania Grecji'. Polityki, opierającej się na dwóch filarach: po pierwsze, na ideologii uzdrawiania państwa przez pozbawione fantazji oszczędności nie tam, gdzie trzeba. I na drugim filarze, który daje priorytet narodowym interesom, a nie budowaniu rzeczywistej Unii Europejskiej. Wciąż słyszy się utyskiwanie, że 'my' pchamy miliardowe sumy w niefunkcjonujące państwo. Tyle, że faktycznie w ogóle tak nie jest. Zamiast tego pod cyniczną etykietką 'pomocy' pompuje się tam wciąż nowe miliardy dla obsłużenia starych miliardowych kredytów. Przeciętnemu Grekowi pomoże to tyle, co i przeciętnemu Niemcowi czy komukolwiek, oprócz tych, którzy na tych kredytach zarabiają. I dlaczego tym razem miałyby się spełnić wciąż zawodzone nadzieje, że przez programy brutalnych oszczędności, które pozbawią gospodarkę resztek siły nabywczej, kraj ten miałby kiedyś znów stanąć na nogi?"

"Hamburger Abendblatt" zaznacza: "Być może Grexit stał się mniej prawdopodobny, ale pozostaje on jednak opcją, kiedy na przykład reformy w Atenach nie wypalą. Być może Europa będzie musiała wtedy za jeszcze wyższą cenę wykupić Grecję z unii walutowej, umarzając jej długi. Albo na przykład parlamentarzyści czy wyborcy w innych krajach: nadbałtyckich, w Finlandii czy na Słowacji stracą cierpliwość i zakwestionują unię walutową 19 państw. Najbardziej prawdopodobne jest jednak, że łatanina będzie się ciągnąć dalej. Nie są to zbyt pomyślne perspektywy dla zjednoczonej Europy".

"Nuernberger Nachrichten" uważa, że "'instytucje' jeszcze nigdy nie próbowały tak silnie ingerować w politykę właściwie suwerennego państwa": "Tyle, że może to być dobrym rozwiązaniem dla zasadniczego problemu, jaki doskwiera walucie euro od samego zarania: unia gospodarcza i unia walutowa nie zafunkcjonują nigdy na trwałe bez unii politycznej. To stara prawda. Ale wyciąganie z tego wniosku, że w takim razie unię polityczną można zastąpić nakazem z Brukseli czy Berlina - to jest to, na co tylko czekają wszyscy antyeuropejczycy, bo to woda na ich młyny. Europa zatraciła już umiejętność zawierania kompromisu na zasadach fair play. Wielką winę za to ponoszą Tsipras i Waroufakis, ale także Merkel i Schaeuble i kurczowe upieranie się przy niemieckim stanowisku ekonomicznej potęgi".

Opr. Małgorzata Matzke