Prasa niemiecka: Manewry w Polsce - igranie z ogniem? | Echa polskie | DW | 09.06.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

Prasa niemiecka: Manewry w Polsce - igranie z ogniem?

Wielu zachodnich polityków nie jest zadowolonych z terminu i rozmachu „Anakondy”, nawet jeśli jest określana jako narodowe manewry polskie – pisze Helmut Michelis na łamach „Rheinische Post” (RP).

Miniaturka chłopca z pistoletem maszynowym – ten niezrozumiały podarunek zirytował rodziny przez tydzień goszczące polską drużynę hokejowych juniorów, przybyłych do Mönchengladbach na rozgrywki towarzyskie. Jednak ta kopia pomnika z brązu, którego oryginał stoi na warszawskim Starym Mieście, symbolizuje traumę żywą w Polsce po dziś dzień. Postać 13-letniego Antka uosabia poległe polskie dzieci-żołnierzy, które musiały stanąć do walki i w roku 1944 bronić się przed znienawidzonym niemieckim okupantem - tłumaczy RP.

Gdy teraz 31 tysięcy żołnierzy z 24 krajów bierze udział w wielkich manewrach „Anakonda 2016”, największych ćwiczeniach wojskowych w Polsce od roku 1989, do głosu dochodzą historycznie ugruntowane obawy: starcie na proch przez potężnych sąsiadów, począwszy od pierwszego rozbioru w roku 1772. A nowy, narodowo-konserwatywny rząd w Polsce podsyca ten strach i nieufność przede wszystkim wobec Rosji zbrojonej przez Władimira Putina - podkreśla największy dziennik regionalny w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Porównania do aneksji Krymu

Podczas manewrów ćwiczona jest obrona przed ukrytym atakiem, takim jaki na przykład z powodzeniem przeprowadziła Moskwa przy pomocy jej „zielonych ludzików”, czyli anonimowych żołnierzy bez godła państwowego, podczas aneksji Krymu. Nie tylko Polska, lecz także trzy państwa bałtyckie – Litwa, Łotwa i Estonia – są głęboko zaniepokojone, czy rosyjska armia – jak to się stało z Gruzją, Mołdawią i Ukrainą – także ich nie obierze za cel ataku.

„Rheinische Post” pisze, że fikcyjne umiejscowienie „Anakondy” to wyraźny polityczny sygnał w kierunku Rosji: około 2000 spadochroniarzy z Polski, USA i Wielkiej Brytanii przeprowadziło spektakularny desant w okolicach Torunia – oddziały NATO błyskawicznie zjawią się tam, gdzie sojusznik będzie zagrożony. Agresor zaatakował państwo Paktu i musi zostać odparty. Takie są wytyczne ćwiczeń, których podstawę stanowi Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego: atak na jedno państwo członkowskie jest atakiem na wszystkie pozostałe. Strategia odstraszania, która podczas zimnej wojny przez czterdzieści lat broniła pokoju, a po rosyjskiej aneksji Krymu i destabilizacji wschodniej Ukrainy przeszła do historii.

Bundeswehra – obecna

NATOwscy partnerzy Polski są gotowi dać wyraźny znak solidarności podczas „Anakondy” i innych manewrów na wschodniej flance Sojuszu. Ponad 3 500 pojazdów i czołgów, dziesiątki samolotów, śmigłowców oraz okrętów wojennych uczestniczy w ćwiczeniach. Największy kontyngent tym razem stanowią Amerykanie, którzy przysłali 14 tysięcy żołnierzy.

Niemcy nie pozostali w tyle. Pancerny batalion pionierów 130 z Minden ma zapewniać – jak informowała Bundeswehra – „wiele przepraw wodnych, dzięki mostom tymczasowym i samobieżnym mostom pontonowym M3”.

Jednak wielu zachodnich polityków nie jest zadowolonych z terminu i rozmachu „Anakondy”, nawet jeśli jest określana jako narodowe manewry polskie, nie zaś ćwiczenia pod dowództwem NATO - podkreśla dziennik. "Kilka tygodni przed szczytem Sojuszu w Warszawie takie ćwiczenia mogłyby zostać odebrane jako prowokacja wobec Moskwy, z którą Pakt właśnie ponownie próbuje nawiązać ostrożne kontakty. Rada NATO-Rosja w kwietniu obradowała na szczeblu ambasadorów po prawie dwuletniej przerwie".

Krytyka z Moskwy

„Prowadzenie bezpośrednio przed szczytem ćwiczeń bezpośrednio przy granicy z Rosja z całą pewnością nie oznacza deeskalacji” – grzmiał Tobias Pflüger z partii Die Linke. Mówił też o niebezpieczeństwie powrotu do czasów zimnej wojny.

Rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow z kolei oświadczył, że manewry nie sprzyjają budowaniu atmosfery zaufania i bezpieczeństwa. O tym, że Moskwa od dłuższego czasu prowadzi nieporównywalnie większe ćwiczenia przy swojej zachodniej granicy, już nie wspomniano.

Irytację zachodnich polityków zwiększył fakt, że Warszawa zaprosiła do udziału w „Anakondzie” oddziały z Gruzji i Ukrainy. To dwa sąsiadujące z Rosją kraje, które nie należą do NATO. Ponadto na manewrach obecne są oddziały ochotnicze, co pokazuje powagę, z jaką Warszawa traktuje zagrożenie - zauważa RP.

Polska – jak podał Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem SIPRI – w roku 2014 zwiększyła wydatki na obronność o 13, zaś w roku 2015 – o dalsze 20 procent. W ciągu dziesięciu lat państwo to wyda 32 miliardy euro na modernizację swoich sił zbrojnych. Jednocześnie z „Anakondą” w wielu miastach odbywają się ćwiczenia „Renegade”. Te z kolei dotyczą obrony przed atakami terrorystycznymi i katastrofami.

Dagmara Jakubczak (opr.)

Niniejszy artykuł jest omówieniem głosu prasy niemieckiej i niekoniecznie odzwierciedla stanowisko Redakcji Polskiej Deutsche Welle