Poważne zarzuty: media współwinne sukcesu AfD | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 29.09.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Poważne zarzuty: media współwinne sukcesu AfD

Niemieckie media znalazły się w ogniu krytyki. Medioznawcy stawiają im zarzuty tworzenia atmosfery sprzyjającej zwycięstwu AfD.

Powyborcza konferencja prasowa liderów Alternatywy dla Niemiec (AfD) w Bundestagu była dla dziennikarzy, fotografów i kamerzystów całkowicie nową sytuacją. Jeszcze nie przywykli oni w tym miejscu do niebieskiego koloru kojarzonego z tą partią i do jej logotypu.

Twarze Alexandra Gaulanda i Alice Weidel były im znane, ale kojarzyły się w pierwszej kolejności z sensacją, skandalem, albo co najmniej z kolejnym ostrym docinkiem pod adresem Angeli Merkel. Alexander Gauland, który po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów zapowiedział, że partia „teraz będzie ścigać” Angelę Merkel i innych, zapytany w ub. środę przez dziennikarzy, co mówiąc to miał na myśli, tłumaczył - tym razem łagodnie i nieco podenerwowany: „Będziemy się artykułować jasno i dobitnie. Ale oczywiście w formie dopuszczalnej w parlamencie”. Zresztą przyszły przewodniczący przyszłego klubu poselskiego AfD w Bundestagu już wielokrotnie deklarował, że jego partia będzie przywiązywała wagę do kultury parlamentarnych debat.

Wszędzie Alternatywa dla Niemiec

A mimo to w tym trzecim dniu po wyborach w Niemczech nie wszyscy tak naprawdę byli skłonni w to uwierzyć. Jeszcze w ich uszach brzmiał ostry ton, w jakim w czasie kampanii wyborczej AfD obrażała na przykład muzułmanów czy politycznych przeciwników. Chociaż nie brzmiało to tak skandalicznie jak to, co wielokrotnie pisał i mówił Markus Frohnmaier, rzecznik Alice Weidel, kandydatki AfD na kanclerza. Także ten Twitt Frohnmaiera o „wszechobecności” AfD w mediach też daje do myślenia, a radość jego autora wydaje się być szczera.

Bo rzeczywiście, wszędzie roiło się od AfD: w pierwszym i drugim programie telewizji publicznej, na Facebooku, we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, a także w ofertach Deutsche Welle.

Ocena mediów: współwinni

Medioznawca, prof. Kai Hafez jest wyraźnie wstrząśnięty, kiedy odpowiada na pytanie o „AfD i media”. – Jeśli stanę na rynku i zacznę się wydzierać, nie mogę przecież rościć sobie pretensji do tego, żeby reagowały na to media. No nie, tak nie może być – odpowiada wykładowca na wydziale komunikacji Uniwersytetu w Erfurcie. I osądza: „Media są współodpowiedzialne za sukces AfD. Absolutnie".

Kai Hafez wytyka dziennikarzom, że zanadto poświęcali uwagę AfD: „znacznie więcej niż mniejszym partiom jak Lewica czy Zieloni”. Ale prawdopodobnie najgorsze było, że „media publiczne w Niemczech wciąż szły na lep kreowanych przez AfD tematów i nagłaśniały je nawet bez udziału przedstawicieli tej partii”. Tylko w ubiegłym roku 50 programów telewizji publicznej typu talk-show poświęcono uchodźcom.

Anne Will: trzeźwo, rzeczowo, krytycznie

ARD-Talkshow Anne Will mit Nikab-Nora (picture alliance/dpa/NDR/W. Borrs)

Czy rzeczywiście w niemieckich mediach publicznych jest za dużo tematów AfD? Na zdjęciu: jeden z programów z 2016 r.

Hafez krytykuje między innymi znaną dziennikarkę telewizyjną Anne Will, która goszcząc w swoim programie Angelę Merkel stawiała kanclerz pytania, jakie postawiłaby jej AfD. - To było zbyt jednostronne. Także pojedynek Merkel-Schulz zdominowały kwestie związane z AfD – ocenia medioznawca.

Anna Will na zapytanie Deutsche Welle odpowiedziała, że w 2017 roku w jej programach gościło tylko dwóch polityków AfD. "Nasza postawa wobec AfD, podobnie jak wobec przedstawicieli innych partii jest trzeźwa, rzeczowa i krytyczna” - oświadczono w imieniu zespołu redakcyjnego programu Anny Will. „Także w przyszłości będzie to brane pod uwagę, żeby w innych programach odpowiednio do głosu dochodzili przedstawiciele wszystkich partii” - poinformowano.

Za bardzo nagłośnione skandale

W opinii medioznawcy Kaia Hafeza zaszła konieczność zaprowadzenia zasadniczych zmian w rozgłośniach i redakcjach.

Kai Hafez, Kommunikationswissenschaftler Uni Erfurt (Universität Erfurt)

Medioznawca Kai Hafez postuluje zmianę podejścia dziennikarzy: mniej sensacji!

Dziennikarze i ich przełożeni mają manię pozyskiwania jak największej liczby czytelników, widzów i użytkowników, także media publiczne, które nie są uzależnione od wpływów z reklam – podkreśla ekspert.

- Wszystko, co wzbudza sensację i spełnia potrzeby rynku, ma znaczenie informacyjne – to wiedzą też populiści – zaznacza Hafez. – Dlatego mówią oni te straszliwe rzeczy, gdyż są pewni, że media na to zareagują – tłumaczy. I dlatego proponuje on inne podejście. – W klasycznej teorii publicznego informowania zasadniczą kwestią nie są potrzeby rynku, lecz pytanie o to, co ma polityczne znaczenie.

Kierując się tym, AfD tylko wtedy byłaby interesująca, jeśli wnosiłaby istotny wkład w kształtowanie polityki w Niemczech.

Maczuga: polityczna poprawność

Czy to znaczy, że w przyszłości należy zachować większą wstrzemięźliwość? Czy w takim razie media nie narażają się na zarzut, że jako „prasa systemowa" przemilczają odmienne poglądy? Tak, prawicowi populiści starają się „podwójnie zabezpieczyć" – stwierdza Hafez.

- Z jednej strony prowokują oni reakcje mediów na rynek. Z drugiej strony wysuwając zarzut, że panuje polityczna poprawność, zwracają na siebie uwagę – tłumaczy medioznawca. Właśnie na to media nie powinny się nabierać – podkreśla.

Pierwsze wystąpienia polityków AfD w Bundestagu na pewno wzbudzą szczególną uwagę – mówi Hafes. Jeśli jednak przyjdzie czas na konkrety i AfD będzie musiała zdefiniować swoje stanowisko w sprawach dotyczących chleba powszedniego, na przykład w takich sprawach jak ustawa emerytalna czy system opieki zdrowotnej, wtedy nie jest wykluczone, że zainteresowanie AfD samo osłabnie.

Peter Hille / Barbara Cöllen