Polska przed Trybunałem UE za nieprzyjmowanie uchodźców | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 07.12.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Polska przed Trybunałem UE za nieprzyjmowanie uchodźców

Bruksela składa skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE z powodu bojkotowania przez Polskę unijnego rozdzielnika z 2015 r. Udałoby się tego uniknąć dzięki przejęciu 40-50 uchodźców. Ale Warszawa nie chciała ani jednego.

Obóz przejściowy dla uchodzców na Lesbos (picture-alliance/NurPhoto/J. Hilton)

Obóz przejściowy dla uchodzców na Lesbos

Decyzja o skardze na Polskę powinna zostać sformalizowana i ogłoszona przez Komisję Europejską w ten czwartek. Postępowanie przed Trybunałem Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, który jest władny do nakładania olbrzymich grzywn, może potrwać nawet dwa lata.

Chodzi o obowiązkowy rozdzielnik uzgodniony przez państwa UE jesienią 2015 r. i przewidujący podział do 120 tys. uchodźców docierających przez morze do wybrzeży Grecji i Włoch do dnia 26 września 2017 r. (podział kolejnych 40 tys. przyjęto na zasadzie dobrowolnej). Relokację przegłosowano przy sprzeciwie Czech, Rumunii, Słowacji i Węgier. Rząd Ewy Kopacz po długim ociąganiu bardzo niechętnie poparł rozdzielnik (z grupą ok. 7 tys. uchodźców dla Polski). Po zmianie władzy rząd Beaty Szydło najpierw formalnie zaproponował sto wolnych miejsc, ale tłumaczył, że nie znalezione ludzi nadających się do przyjęcia w Polsce bez narażania na szwank bezpieczeństwa kraju. A potem ogłosił, że nie przyjmie nikogo. Komisja Europejska już w czerwcu tego roku wszczęła postępowanie dyscyplinujące wobec Polski, a także Węgier (nie przyjęły nikogo) oraz Czech (przyjęły 12 osób, ale potem przez rok nikogo).

Potrzeby relokacyjne Unii okazały się znacznie mniejsze od oczekiwanych w 2015 r. Dotychczas rozdzielono ok. 32 tys. uchodźców, a w Grecji i Włoszech czeka jeszcze tylko kilka tysięcy migrantów z szansami na relokację – to znaczy przybyłych do 26 września oraz z „ewidentną potrzebą ochrony międzynarodowej” (czyli uchodźców). Dlatego spór Brukseli z Warszawą ma obecnie charakter głównie symboliczny – chodzi o sam fakt łamania przez rząd Szydło unijnego prawa, czyli rozporządzenia Rady UE o relokacji. Unijni urzędnicy nieraz sugerowali, że przyjęcie kilkudziesięciu osób przez Polskę zamknęłoby cały konflikt. W całej Grecji i Włoszech nie nawet tylu kandydatów do relokacji, ilu przewiduje relokacyjny przydział dla Polski z 2015 r.

Rozdzielnik początkowo bardzo szwankował, bo Włosi i głównie Grecy nie radzili sobie z obsługą administracyjną – pobieraniem odcisków palców, potwierdzaniem tożsamości, prześwietlaniem kandydatów do relokacji. Ale potem przeforsowana przez kanclerz Angelę Merkel umowa UE z Turcją z marca 2016 r. zmniejszyła aż o 97 proc. ruch na szlaku bałkańskim – z Turcji do Grecji przez Morze Egejskie, a potem lądem na północ Europy, a w zasadzie do Niemiec. Natomiast stanowcza większość Afrykańczyków przeprawiających się w ostatnim roku z wybrzeży Libii do Włoch, to migranci ekonomiczni. Nie kwalifikują się zatem do relokacji, bo jej wstępnym kryterium jest „ewidentna potrzeba ochrony międzynarodowej”.

Estonia szuka kompromisu

Na stole negocjacyjnym w Brukseli wciąż leży projekt stałego rozdzielnika obliczonego pod przyszłe kryzysy uchodźcze z karą 250 tys. euro za jednego nieprzyjętego uchodźcę z przydziału dla każdego kraju Unii, co Komisja Europejska zaproponowała w 2016 r. Parlament Europejski mocno popiera taki federacyjny podział migrantów (choć zamiast nakładania kar woli zawieszanie funduszy unijnych), ale projekt na dobre utknął w Radzie UE (ministrowie krajów Unii). Pierwszy rozdzielnik z 2015 r. wywołał tak silne podziały w Uniii pomógł populistom w Europie środkowej, że Rada UE wciąż trzyma się swego politycznego postanowienia, by przyszłe zasady postępowania w kryzysach migracyjnych przyjąć przez konsensus, a nie w głosowaniu większościowym. Szkopuł w tym, że Polska i Węgry odrzucają wszelkie pomysły na dzielenie uchodźców na poziomie unijnym. Natomiast Grecja i Włochy chcą pełnej współodpowiedzialności całej Unii za migrantów przekraczających ich granice.

Estońska prezydencja w Radzie UE przed kilku dniami zaproponowała – podczas obrad ambasadorów krajów Unii za zamkniętymi drzwiami – kompromis, który de facto równa się rezygnacji z obowiązkowej relokacji. Ale to nie podoba się wielu krajom. – Można dyskutować o liczbach, ale nie można się zgodzić, że jakieś kraje Unii nie przyjmą ani jednego uchodźcy – tłumaczył nam niedawno zachodni dyplomata. Szef Rady Europejskiej Donald Tusk uważa, że obowiązkowy rozdzielnik nie ma „przyszłości”, ale sprawa tej reformy powinna zostać zamknięta w czerwcu 2018 r. Część krajów Unii uważa, że powinno się wówczas porzucić poszukiwanie konsensusu na rzecz głosowania większościowego. Ale bardzo możliwe, że negocjacje będą trwały i po upływie terminu postulowanego przez Tuska.

Teraz dobrowolne przesiedlenia

Obecnie unijnym priorytetem stało się, jak postulował Tusk od 2015 r. (wówczas w sporze o relokację z Angelą Merkel i Jeanem-Claude’em Junckerem), uszczelnianie granic, usprawnianie deportacji migrantów bez widoków na azyl, a także dogadywanie się z krajami Afryki subsaharyjskiej, by zwalczały przemyt ludzi na szlaku do Libii. Ta nie ma jednego rządu, ale Rzym na własną rękę opłaca podobną współpracę z rozmaitymi watażkami i władzami lokalnymi na wybrzeżu libijskim. Ponadto Bruksela stawia na przesiedlenia do UE bezpośrednio z obozów dla uchodźców na Bliskim Wschodzie, ale to program dobrowolny. Kraje Unii od 2015 r. przesiedliły około 26 tys. uchodźców (Polska nikogo), w tym blisko 12 tys. Syryjczyków z obozów w Turcji.

Tomasz Bielecki, Bruksela

 

Redakcja poleca