1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

„Polska – Niemcy 1:0”, czyli przekorna historia sąsiedztwa [WYWIAD]

Puszcza oko do Niemców, by za chwilę im dociąć. Obłaskawia komplementami Polaków, by chwilę potem wyszydzić ich słabości. A. Klim* udowadnia, że dowcipem można opisać nawet najtrudniejsze momenty sąsiedzkiej historii.

DW: Zapytam wprost: Skąd tytuł książki „Polska – Niemcy 1:0”*?

Andrzej Klim*: Żeby nie drażnić Niemców dwucyfrowym wynikiem (uśmiech). To oczywiście nawiązanie do historycznego wydarzenia, które przyćmiło zdobycie Berlina, Grunwald i hołd pruski; coś, co wprowadziło Niemców w większą furię, niż traktat wersalski i Drzymała razem wzięte. Chodzi oczywiście o pokonanie drużyny niemieckiej na stadionie narodowym 11 października ub. r. I to dwa do zera! A tak poważnie: uważam, że bilans wielowiekowego sąsiedztwa wypada mimo wszystko na korzyść Polski. Dlatego przyznaję Polakom zbiorczego gola.

Polak o Niemcach obiektywnie?

Dlaczego nie? Jednocześnie mam świadomość, że siłą rzeczy piszę z pozycji Polaka. Tym bardziej, że każdy rozdział rozpoczynam fragmentem własnej historii. Urodziłem się na Mazurach, lub jak wolą Niemcy – Ostpreussen. Na co dzień wpadałem na ślady krzyżactwa, prusactwa, niemieckości i junkierstwa, i ślady ludzi, którzy żyli tam przez wieki do 1945 roku. Z drugiej strony wysiedlenia, strata majątku, praca przymusowa to historia również i mojej rodziny, a zafundowali to jej właśnie Niemcy.

Ale po co pisać o stosunkach polsko-niemieckich, skoro ten temat, sądząc po liczbie publikacji, wydaje się być wyczerpanym? Dlaczego ktokolwiek miałby kupić kolejną książkę?

Ponieważ większość pozycji na ten temat jest albo bardzo naukowa, albo bardzo powierzchowna i pełna oczywistych oczywistości, natomiast ja chciałem trafić w środek i napisać coś, co zainteresuje każdego. Fechtunek nowymi faktami? Nawet mi to do głowy nie przyszło. Chciałem wzbudzić ciekawość, skąd na Mazurach, zimnym skrawku lądu gdzieś na skraju Europy, pojawili się Krzyżacy. Czy ich siedzibą nie powinna być gorąca Palestyna, gdzie założono ten zakon? Dlaczego po upadku Powstania Listopadowego w Saksonii witano Polaków kwiatami i śpiewem, podczas gdy w Prusach czekały na nich lochy?

Długo pracował Pan nad tą książką?

Dość długo zajęło mi zastanawianie się nad jej formą, tak, aby tysiącletnią historię pokazać z dowcipem, wdziękiem. Nie chciałem by był to podręcznik, wykładnia dat, ale historia sąsiedztwa w miękkim świetle przekory i dyskretnego żartu na – co tu kryć – dość już „wyświechtane” wydarzenia w historii obu narodów. Nawet na te najbardziej tragiczne.

I o tym też można mówić w konwencji żartu? To nomen omen żart?

… do tego przecież Polacy i Niemcy różnią się poczuciem humoru. Trudne? A jednak. To, czego się boimy, najlepiej oswajać śmiechem. Nie bez kozery satyra kwitła w czasie okupacji, kiedy naród polski nie miał szans na otwartą walkę zbrojną. To dowcip podnosił morale. W książce mówię żartem, ale mówię też wprost. Puszczam oko do Niemców tam, gdzie trzeba, ale tam gdzie to konieczne, jestem śmiertelnie poważny i dosadny.

To znaczy?

Znaczy tyle, że na przykład w obecnych czasach dobrze widziane jest mówienie, że to nie uwiedzeni hitlerowską ideologią Niemcy, a jacyś bliżej nieokreśleni "naziści" wywołali II wojnę światową. Z drugiej strony trzeba przyznać i też pamiętać, że Niemcy mocno odpokutowali ten swój romans z führerem. Książka miała być i jest też złośliwa. I to złośliwa demokratycznie – w stosunku do obu nacji.

Kiedy Polakom i Niemcom było najbardziej „ po drodze”?

Tak jak w życiu: były fazy przyjaźni i biesiad, ale też kłótni i swad. A mimo wszystko sąsiedztwo jest czymś trwałym. Było nie było granica Królestwa Polskiego i Rzeszy była do rozbioru w 1772 niemal identyczna jak w średniowieczu. A prosperita? Oczywiście, że była! Chociażby z Sasami. „Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa" – czysta afirmacja życia, tymczasem mało kto pamięta genezę tego powiedzenia i to, że z Saksonią tworzyliśmy jedno państwo w ramach unii personalnej przez niemal 70 lat. A były to bardzo ciekawe czasy, współcześnie powierzchownie przedstawiane. Dziś możemy jedynie gdybać, jak wyglądałaby nasza historia, gdyby udało się Sasom, szczególnie Augustowi II zrealizować wcale nie tak znowu nierealne plany. Najbardziej dojmujący okres to oczywiście II wojna i koszmar na taką skalę, że aż trudno uwierzyć, że mogli go Polakom zafundować przedstawiciele najbardziej kulturalnego narodu na świecie.

(Czytaj dalej na str. 2)

Audio i wideo na ten temat