Polak pilnie poszukiwany | Polska-Niemcy – wymagające sąsiedztwo. Serwis DW po polsku | DW | 22.10.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polska i Niemcy

Polak pilnie poszukiwany

Dlaczego w Radzie Naukowej Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie wciąż nie ma polskiego naukowca?

Dokumentationszentrum der Stiftung Flucht, Vertreibung, Versoehnung (DW/E. Stasik)

Na siedzibie Fundacji 17.10.2016 zawisła wiecha.

Kto śledzi prace nad wystawą przygotowywaną przez Fundację Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie wie, że droga do niej jest zawiła i wyboista. Co chwila zapala się czerwone światło, które spowalnia prace. To ostatnie sygnalizuje: Polak pilnie poszukiwany!
Jednym z centralnych elementów powstającej w Berlinie wystawy Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie ma być wprawdzie ekspozycja opowiadająca losy wysiedlonych przymusowo Niemców, jednak kryzys uchodźczy już teraz zmienia akcenty ekspozycji.

Zachwiane proporcje?
To pociąga za sobą potrzebę wprowadzenia zmian także w jej strukturze – twierdzą głównie socjaldemokraci. - Fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie jest instytucją federalną, a nie fundacją Związku Wypędzonych. Brak tu symetrii, która została zachwiana przez liczbę osób należących do Związku Wypędzonych. – mówi Hiltrud Lotze, posłanka SPD, zasiadająca w Radzie Fundacji z ramienia Bundestagu. - Brakuje za to reprezentantów pewnych grup i np. ekspertów zajmujących się aktualnymi sprawami, takimi jak kryzys uchodźczy, dodaje.
W skład Rady wchodzi 21 osób, pośród których sześć należy do Związku Wypędzonych. Merytorycznie nad wystawą ma czuwać Rada Naukowa, w której początkowo zasiadało dwóch polskich historyków, jednak w ubiegłym roku opuścili gremium. Dziś wśród 12 międzynarodowych ekspertów z sześciu krajów nie zasiada ani jeden Polak.
 - W ciągu ostatnich 5-6 miesięcy niemal codziennie zajmuję się tą sprawą - tłumaczy nowa dyrektorka Fundacji Gundula Bavendamm. - Pozyskanie Polaka do tej inicjatywy nie jest łatwe. Do współpracy zaprosiliśmy cztery osoby, wszystkie odmówiły – wyjaśnia i dodaje, że żadna z nich nie wytłumaczyła, dlaczego nie chce współpracować z niemiecką fundacją.  - Padały jedynie bardzo ogólnikowe tłumaczenia.

Dokumentationszentrum der Stiftung Flucht, Vertreibung, Versoehnung (DW/E. Stasik)

Na uroczystym zawieszeniu wiechy: Gundula Bavendamm (p) i sekretarz stanu ds. kultury i mediów Monika Gruetters


Dlaczego tak trudno pozyskać Polaka do Rady Naukowej Fundacji?
W czerwcu 2015 z Rady Naukowej Fundacji, na znak protestu, odeszło kilku naukowców, w tym dwóch Polaków: Krzysztof Ruchniewicz i Piotr Madajczyk. Jednym z powodów było to, że nie zostali, jako Rada Naukowa, włączeni wówczas do wyboru nowego dyrektora placówki.
- Ale to nie jedyny argument - dodaje Stefan Troebst, który przewodniczył wówczas temu gremium i też zdecydował się je opuścić. - Miałem wrażenie, że części Rady Fundacji nie zależy specjalnie na naszych poradach. Pojawiały się nawet sugestie, że to uciążliwe, że zabieramy głos w sprawach personalnych - wyjaśnia.
Gundula Bavendamm rozumie jednak sugestie Rady wobec historyków: - Eksperci powinni zajmować się sprawami merytorycznymi wystawy, a nie składem Rady Fundacji. Jej zdaniem powody, dla których tak trudno przekonać do tej inicjatywy Polaków, są inne:
- Z niektórymi z tych osób rozmawiałam telefonicznie, po tym jak odmówiły. Miałam wrażenie, że sytuacja w Polsce i fakt, że polityka uprawiana jest za pomocą narzędzi polityki historycznej, nie ułatwia im decyzji – mówi Bavendamm. Przyznaje, że problemem jest też historia Fundacji. - Było wiele trudnych momentów w jej działalności. Od początku klimat rozmów nie był sprzyjający. Pewnie niektórzy stawiają sobie pytanie: po co mi to? - sugeruje Bavendamm.

Wada wrodzona 
Krzysztofa Ruchniewicza te argumenty nie przekonują. Odszedł z Rady Naukowej zanim PiS przejął rządy. - To nie sytuacja w Polsce jest tu decydująca. Zarówno ja jak i prof. Madajczyk nie mieliśmy poparcia władz polskich. Mówienie dziś, że sytuacja w Polce jest taka, a nie inna, to zwrócenie uwagi nie na właściwy problem, który jest wewnątrz tej Fundacji, tylko szukanie zastępczych argumentów - podkreśla historyk.
Troebst argumentuje podobnie: - Wydaje mi się, że odmowy są powodowane sytuacją polityczną, ale nie w Polsce, lecz w Niemczech. Fundacja wciąż cierpi z powodu błędu, jaki popełniono, kiedy powstawała. Zdaniem Troebsta chodzi o zbyt liczną reprezentację w Radzie Fundacji członków Związku Wypędzonych. Poza nimi żadna z grup zasiadających w fundacji nie jest aż tak zainteresowana kształtowaniem jej profilu jak Związek Wypędzonych – uważa niemiecki historyk . - To on nadaje tej inicjatywie ton.

Dokumentationszentrum der Stiftung Flucht, Vertreibung, Versoehnung (DW/E. Stasik)

Przed dwoma laty Erikę Steinbach (p) na stanowsiku szefa BdV zastąpił Bernd Fabritius (l)


Ruchniewicz: do czego my jesteśmy w tej Radzie potrzebni?
- Absolutnie nie mogę się z tym zgodzić – zaprzecza dyrektorka placówki Bavendamm. - Związek Wypędzonych ma w 21-osobowej Radzie 6 reprezentantów. To przecież nie jest większość! Tłumaczy, że nawiązała „profesjonalną relację ze Związkiem Wypędzonych” oraz zapewnia, że zna wizerunek organizacji i jej byłej przewodniczącej Eriki Steinbach w Polsce, ale nie jest za niego osobiście odpowiedzialna.

Bavendamm przyznaje, że BdV odgrywał kluczową rolę w powołaniu do życia placówki, ale dziś jest ona „instytucją niezależną”. - Poza tym Związek Wypędzonych się zmienił, a Erika Steinbach nie stoi już od dwóch lat na jego czele.
O jej następcy Berndzie Fabritiusie „Der Spiegel" napisał: „To całkowite przeciwieństwo Steinbach. Pojednawczy, rzeczowy i - homoseksualista".

Redakcja poleca

Bavendamm podkreśla, że „reprezentuje on inne pokolenie, jest otwarty na dialog". Zmian w funkcjonowaniu Fundacji nie dostrzega jeszcze Ruchniewicz. Poza tym, jak mówi, spośród pozostałych członków Rady, wielu powiązanych jest ze Związkiem Wypędzonych, przez co realny wpływ BdV na Fundację jest o wiele większy. - Do czego my w tej radzie jesteśmy potrzebni? – pyta. - Do tego, by współuczestniczyć w tworzeniu tej wystawy i Fundacji czy do tego, by taki lub inny polityk miał czyste sumienie lub mógł powiedzieć: patrzcie, jak świetnie współpracujemy? Są granice współpracy - mówi stanowczym tonem.
Niemcy wysłają kolejne zapytania
Gundula Bavendamm nie przestaje jednak szukać polskiego członka do Rady Naukowej: - Wysłaliśmy zapytanie do kolejnej, piątej osoby i mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu otrzymamy odpowiedź. Jeżeli odmówi, Fundacja ma listę z kolejnymi nazwiskami polskich ekspertów. Jeżeli nie uda się wprowadzić rządowej Fundacji na spokojne tory, może ona mieć poważny problem. Również dlatego nowa dyrektor może liczyć na pełne poparcie politycznego Berlina.
- Nowa dyrektor jest absolutnie niezależna – podkreśla Hiltrud Lotze z SPD. - Wybranie nowej Rady Naukowej to pozytywny sygnał. Socjaldemokratka kieruje równocześnie prośbę do polskich historyków, „aby byli na nas otwarci a nie kierowali się obawami zakorzenionymi w przeszłości”. - Ta Fundacja zasługuje na nową szansę – podkreśla Lotze.

Ruchniewicz i Troebst w gremium doradczym Fundacji udzielali się przez prawie pięć lat. Chcą obejrzeć wystawę jak już będzie gotowa. - Jestem ciekawy, jak dalece nasza koncepcja zostanie zrealizowana - pointuje Ruchniewicz. O jej końcowej formie będzie jednak współdecydowała nowo wybrana Rada Naukowa. Jeżeli nie będzie w niej Polaków, nie będą mieli na nią żadnego wpływu.


 

Magdalena Gwóźdź