Po nieudanym puczu. USA ostrzegają Turcję przed pogorszeniem wzajemnych stosunków | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 17.07.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Po nieudanym puczu. USA ostrzegają Turcję przed pogorszeniem wzajemnych stosunków

Rośnie napięcie w stosunkach między USA i Turcją. Amerykański sekretarz stanu John Kerry ostrzegł rząd w Ankarze przed pochopnym oskarżaniem USA o udział w nieudanym zamachu stanu.

John Kerry in Ankara

John Kerry podczas wizyty w Ankarze w 2013 roku

Po niedanej próbie przewrotu wojskowego w Turcji prezydent USA wezwał rząd w Ankarze do zachowania spokoju i przestrzegania zasad państwa prawa w zwalczaniu puczystów. Rzecznik Białego Domu poinformował, że USA są gotowe udzielić Ankarze pomocy prawnej w wyjaśnianiu przyczyn i okoliczności buntu części wojskowych.

Bardziej zdecydowane stanowisko zajął sekretarz stanu John Kerry. W rozmowie telefonicznej z tureckim ministrem spraw zagranicznych Mevlutem Cavosoglu Kerry ostrzegł go przed pogorszeniem stosunków między USA i Turcją.

Kerry oświadczył, że "wszelkie wyrażane publicznie aluzje i sugestie na temat domniemanego udziału Stanów Zjednoczonych w inspirowaniu nieudanego zamachu stanu w Turcji są z gruntu fałszywe i szkodliwe dla naszych stosunków". Kerry dodał, że oba państwa powinny się skoncentrować na zwalczaniu Państwa Islamskiego.

Obama i Kerry potępili puczystów i wezwali do udzielenia poparcia demokratycznie wybranemu rządowi w Ankarze. Do nagłego pogorszenia stosunków wzajemnych przyczyniła się wyrażona przez tureckiego ministra pracy Süleymana Soylu sugestia, jakoby USA stały za próbą zamachu stanu w Turcji.

Kość niezgody: Ruch Gülena

Główną przyczyną amerykańsko-tureckich napięć jest muzułmański kaznodzieja Fethullah Gülen, który od 1999 roku przebywa na emigracji w USA i stoi na czele tzw. Ruchu Gülena (Hizmet) postrzegany w Turcji jako organizacja terrorystyczna. Do roku 2013 Gülen był bliskim sojusznikiem prezydenta Erdogana. Do rozłamu między nimi doszło na tle różnic poglądów w metodach sprawowania władzy. Teraz Erdogan oskarżył Gülena, że on i jego ruch stoi za próbą zamachu stanu.

Gülen odrzucił to oskarżenie; podkreślił, że potępia pucz i wyraził przypuszczenie, że został on zainscenizowany przez samego Erdogana, który w ten sposób chce umocnić swoją pozycję polityczną na drodze do zagarnięcia pełni władzy.

Premier Turcji Binali Yildirim oświadczył, że każdy kraj, który popiera Gülen zajmuje wrogie stanowisko wobecTurcji. Prezydent Erdogan zażądał od rządu w Waszyngtonie wydania Gülena. Cytowany wcześniej John Kerry odpowiedział, że Stany Zjednoczone są gotowe dopomóc Turcji w wyjaśnieniu tła nieudanego zamachu wojskowego, ale wobec Gülena podejmą jakiekolwiek działania dopiero wtedy, kiedy rząd w Ankarze udowodni, że to on się za nim kryje.

Zablokowane niebo nad Turcją

Jednym z następstw nieudanego puczu jest zamknięcie przestrzeni powietrznej Turcji dla samolotów wojskowych, co w praktyce oznacza czasowe zaniechanie bombardowań bojówek Państwa Islamskiego w Syrii. Uczestniczące w tej operacji samoloty amerykańskie operują z bazy lotniczej w Incirliku. Stacjonuje w niej także 250 żołnierzy niemieckich, którzy obsługują samoloty Tornado wykonujące loty rozpoznawcze nad pozycjami zajmowanymi przez bojowników Państwa Islamskiego oraz powietrzny tankowiec A310 MRTT.

Bundeswehr in der Türkei

Niemiecki samolot typu Tornado w bazie w Incirliku (08.01.2016)

Władze tureckie odcięły prąd i zamknęły dostęp do bazy w związku z podejrzeniem, że przybywają w niej puczyści. Departament Obrony USA wydał w związku z tym oświadczenie, w którym zapewniono o wspólnych wysiłkach z Ankarą wznowienia tak szybko, jak tylko to będzie możliwe działań przeciwko bojówkom ISIS.

W bazie w Incirliku przebywa stale ok. 1500 żołnierzy USA. Na jej terenie przechowuje się do 70 amerykańskich bomb atomowych typu B61-3. Pomimo odcięcia prądu instalacje wojskowe bazy pracują normalnie, zasilane przez generatory.

rtr, afp, dpa / Andrzej Pawlak