Pieniądze albo życie - jak walczyć z szantażystami | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 14.05.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Pieniądze albo życie - jak walczyć z szantażystami

W Hamburgu toczy się proces właściciela restauracji, który zamordował szantażystę. Policja tymczasem informuje o coraz wymyślniejszych sposobach wyłudzania pieniędzy przez bandytów.

Szantażyści przenoszą się do internetu. Tam trudniej ich złapać.

Szantażyści przenoszą się do internetu. Tam trudniej ich złapać.

Przypadek z Hamburga przypomina film o mafii. Znanego stróżom prawa szantażystę, zgłoszonego jako osoba zaginiona, znalazł policyjny pies. Ciało było ukryte przy wejściu do świeżo wyremontowanej restauracji, 30 centymetrów pod ziemią. Pokryte warstwą betonu. Mężczyznę zastrzelił 52-letni kierownik lokalu, który nie wytrzymał presji ze strony przestępcy, coraz natarczywiej domagającego się haraczu.

Przypadek z Hamburga potwierdza zjawisko występujące także w Niemczech: wymuszanie pieniędzy to wciąż lwia część działalności gangów, przeciwko którym specjalny wydział policji prowadzi śledztwa. Bandyci często obierają za cel zamknięte grupy społeczne, szczególnie dotyczy to - jak wynika z danych dochodzeniowych - osób wywodzących się z Rosji, Turcji i Włoch, posiadających warsztaty samochodowe, sklepy, restauracje i bary.

- Często są nękani przez swoich współobywateli - opowiada Jürgen Roth, powołując się na materiały zebrane do książki na ten temat. Przywołując dane policyjne wyjaśnia: "Sprawcy mówią tym samym językiem, znają tę samą rzeczywistość w kraju pochodzenia oraz mentalność ofiar".

Klasyczna forma szantażu, czyli stojący za drzwiami osiłek wygłaszający pogróżki, robi się już nieaktualna. Mafijne porachunki czyli krwawa rzeź w Duisburgu z sierpnia 2007 roku, gdy w pizzerii od kul zginęło sześciu członków mafii, w następnych latach już się nie powtórzyła. Od dawna w niektórych przypadkach chodzi o sumy daleko przekraczające 50 tysięcy euro, czyli średnią kwotę szantażu, jak wynika z policyjnych statystyk.

Osiłek pod drzwiami to już raczej rzadkość. Teraz ofiary terroryzowane są w białych rękawiczkach.

Osiłek pod drzwiami to już raczej rzadkość. Teraz ofiary terroryzowane są w białych rękawiczkach.

Żądanie haraczu w wersji 2016: całkowicie w wersji cyfrowej

Christian Pfeiffer, kryminolog i długoletni dyrektor Instytutu Badań Kryminologicznych w Dolnej Saksonii, potrafi podać przykład, jak teraz wygląda wymuszanie haraczu: "Szantaż to teraz głównie anonimowa działalność cyberprzestępców, ponieważ w tym obszarze policja ma o wiele mniejsze możliwości dochodzeniowe".

Wariant 1: Przychodzi e-mail bez podejrzanych załączników. Jego treść głosi, że konkurencja planuje zniszczenie interesu adresata listu. Pada więc propozycja, by konkurencję wyeliminować. Padają też konkretne dowody na to, że takie rozwiązanie jest możliwe: nagle znikają dane z komputera ofiary wymuszenia. Następnie są bezpłatnie przywracane. Ofiara potem jednak płaci, ale za ochronę przed konkurencją, która otrzymała podobną propozycję nie do odrzucenia.

Wariant 2: Stosowany wobec właścicieli restauracji. Sabotowane są możliwości rezerwowanie miejsc on-line, a klienci konsekwentnie odstraszani. Za przerwanie tego procederu trzeba słono zapłacić.

Przestępczość w strefie cienia

Próby wymuszenia rzadko są zgłaszane. Wiąże się to z brakiem precyzyjnego określenia przez prawo tego typu czynów. W niemieckim kodeksie karnym nie istnieje pojęcie "wymuszenia haraczu".

W policyjnych statystykach najczęściej tego typu czyny określane są jako wymuszenie rozbójnicze, uszkodzenie mienia, nękanie oraz uszkodzenie ciała. Najnowsze liczby pochodzą z roku 2014. Wynika z nich, że wiadomo o 94 takich przypadkach. W poprzednich pięciu latach było to 140.

Statystyki bardzo często się różnią między sobą. Rzeczniczka policji śledczej z Berlina przykładowo przekazuje następujące dane: rok 2011 - 23 zgłoszone przypadki; rok 2012 - 13; rok 2013 - 17; rok 2014 - 7. W Dolnej Saksonii liczby te wynoszą między 20 a 30.

Jak się bronić przed wyłudzaczami?

Policje w poszczególnych landach podchodzą do problemu walki z szantażystami w różny sposób. W Bawarii - jak twierdzi związek zawodowy policji - nie ma problemów z finansami i liczebności funkcjonariuszy. Inaczej wygląda sytuacja w Nadrenii Północnej - Westfalii oraz we wschodniej części Niemiec.

Rainer Wendt, pełnomocnik rządu do spraw związków zawodowych w niemieckiej policji skarży się na braki techniczne w wyposażeniu stróżów prawa oraz na zbyt małą liczbę funkcjonariuszy. Śledztwa przeciwko posiadającym wysokiej klasy sprzęt przestępcom są więc utrudnione.

Sukces może przynieść współpraca policji z wybranymi organizacjami. Swoją pomoc zaoferowała Izba Przemysłowo-Handlowa z Kilonii. Przedsiębiorcy radzą, by nigdy nie wchodzić w układy z szantażystami; by od samego początku odmawiać przekazywania pieniędzy. - Kto raz zapłaci, będzie płacić zawsze - mówi prawniczka Izby, Tina Möller.

Faktycznie, z analiz wynika, że natychmiastowy sprzeciw jest skuteczny. - Szantażyści nie biorą pod uwagę, że ofiara wykaże się tak dużą odwagą - mówi w rozmowie z Deutsche Welle szef berlińskiej organizacji "Mafia? Nie, dziękuję". Luigino Giustozzi dodaje: "Nawet w Palermo na Sycylii właściciele restauracji, działający w inicjatywie "Adio, Pizzo" ("Żegnaj, haraczu!"), odnoszą sukcesy dzięki zdecydowanemu sprzeciwowi wobec wymuszeń.

Pomocnym jest też włączenie do sprawy opinii publicznej. - Szantażyści boją się zainteresowania - dodaje Luigino Giustozzi. Potwierdzają to dane z niemieckich prokuratur. W Dolnej Saksonii na dwadzieścia zgłoszonych przypadków wykryto sprawców trzynastu.

Wolfgang Dick / Dagmara Jakubczak