1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

Ostatni Żydzi z Breslau

Przed ostatnią rocznicą Nocy Kryształowej mieszkańcy Wrocławia mogli poznać ostatnich kilkunastu Żydów, którzy przed wojną żyli w ich mieście.

Film Wir sind Juden aus Breslau (Wir sind Juden aus Breslau)

Tylko garstka z nich przeżyła...

 

Przed ostatnią rocznicą Nocy Kryształowej mieszkańcy Wrocławia mogli zobaczyć ostatnich kilkunastu Żydów, którzy przed wojną żyli w ich mieście: tych, którym udało się przeżyć Holocaust. Przemówili z ekranu, a jeden z nich wystąpił na żywo. To była niezwykła lekcja bardzo mało znanej historii.

Byli wtedy dziećmi, mieli kilka, co najwyżej kilkanaście lat. Najstarsi z nich urodzili się w 1921 roku. Zwłaszcza ci najmłodsi nie bardzo rozumieli, co się wokół nich dzieje. Urodzony w 1932 roku Mordechaj Rotenberg mieszkał tuż obok szkoły Hitlerjugend.

– Czułem się z nimi bardzo związany i każdego popołudnia bawiłem się z nimi. Aż do tego dnia, kiedy zabrali mi zabawkę i zamknęli w jakiejś piwnicy – wspominał po światowej premierze dokumentu, którego był jednym z bohaterów. Pobił się wtedy z nimi. – Biłem się z Hitlerjugend – mówił z dumą 84-letni dziś emerytowany profesor Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie.

Rotenberg Mordechai Kaper Karin und Szuszies Dirk (Aureliusz M. Pedziwol)

Mordehai Rotenberg, Karin Kaper i Dirk Szuszies (p)

Świadectwa ocalonych

Profesor Rotenberg i pozostali bohaterowie filmu być może nigdy nie ujrzeliby miasta, w którym się urodzili i spędzili pierwsze lata życia, gdyby nie dwoje filmowców z Niemiec, Karin Kaper i Dirk Szuszies. I gdyby nie Maria Luft z Federalnego Instytutu Kultury i Historii Niemców w Europie Wschodniej w Oldenburgu, która wpadła na pomysł, by ich odnaleźć. Dzięki nim powstał pełnometrażowy dokument „Wir sind Juden aus Breslau”, („Jesteśmy Żydami z Wrocławia”), którego światowa premiera miała miejsce listopadzie w stolicy Dolnego Śląska.

– Dla badacza przeszłości szalenie istotne są wszelkiego rodzaju świadectwa jak dokumenty czy fotografie. Ale najcenniejsze są oczywiście relacje żywych świadków – podkreśla Maciej Łagiewski, dyrektor Muzeum Miejskiego Wrocławia.

– I ten film jest właśnie czymś takim. Nigdy dotąd nie widziałem tak wielkiej liczby tych świadków.

„Zdążyliśmy się spotkać”

Są to świadectwa ludzkich dramatów, aż po te najtragiczniejsze, bo pochodzące od ludzi, którzy przeszli przez piekło Auschwitz – jak siostry Renate i Anita Lasker. Ale w każdej z tych historii jest jakieś ziarnko optymizmu. – Przeżyłam Hitlera – mówi w filmie jedna z jego bohaterek o tym, co wówczas było niewyobrażalne.

– Szkoda, że to wszystko tak późno, ale cieszę się, że zdążyliśmy się spotkać, porozmawiać i czegoś nauczyć – mówi Aleksander Gleichgewicht, przewodniczący Gminy Żydowskiej we Wrocławiu. – Ale i dla tych wspaniałych ludzi było to bardzo ważne przeżycie. Otrzymali szansę zamknięcia swoistą klamrą swojego długiego życia. A może też szansę pogodzenia się z tym miejscem.

„Właśnie Wrocław”

– Było to jedno z większych skupisk zasymilowanych Żydów w historii Europy, co wynikało z położenia miasta na styku dwóch kultur judaistycznych, zachodniej i wschodniej – mówi Maciej Łagiewski, który od ponad trzydziestu lat zajmuje się dziejami wrocławskich Żydów.

Już w połowie XIX wieku powstało tu Żydowskie Seminarium Teologiczne, które stało się wzorem dla podobnych uczelni w Berlinie i Budapeszcie, Nowym Jorku i Londynie.

– Właśnie Wrocław był miastem, w którym powstała pierwsza synagoga, gdzie kobiety i mężczyźni siedzieli w jednej sali, gdzie odprawiano nabożeństwo w języku niemieckim a nie hebrajskim. A przede wszystkim, gdzie zniesiono wszelkie wzmianki o Syjonie. Reformowani Żydzi mówili, że ich miejscem na ziemi są Niemcy. Ta asymilacja była tak głęboka, że oni się poczuli pełnoprawnymi obywatelami państwa pruskiego.

Przestroga

Wrocławscy Żydzi tak bardzo identyfikowali się z państwem, w którym żyli i z zamieszkującym go narodem, że niektórzy dopiero w czasach nazizmu dowiedzieli się, że są Żydami.

Ale ten film jest nie tylko zbiorem świadectw ocalałych z Holocaustu. To także przestroga, którą Kaper i Szuszies unaoczniają choćby w scenach ze współczesnego Wrocławia. W pewnym momencie widzimy na ekranie na przemian spokojny, podniosły Marsz Wzajemnego Szacunku w rocznicę Nocy Kryształowej z 9 listopada ubiegłego roku oraz przeprowadzony dwa dni później, w dniu polskiego święta narodowego, hałaśliwy „tak zwany Marsz Patriotów”, podczas którego płonęły race i słychać było donośne skandowanie, że „na drzewach, zamiast liści…” Ćwierć wieku po upadku komunizmu w Europie.

A po następnych kilku dniach na wrocławskim rynku spłonęła kukła Żyda. – Zabawne. W ramach demonstracji przeciw islamizacji Europy zostaje spalona kukła przedstawiająca ortodoksyjnego Żyda, trzymającego w ręku flagę Unii Europejskiej – mówi Gleichgewicht.

Szuszies Dirk Kahan Bente und Kaper Karin (Aureliusz M. Pedziwol)

Dirk Szuszies, Bente Kahan Bente i Karin Kaper na premierze filmu we Wrocławiu

Zasługa Solidarności i wrocławian

To, że taki film w ogóle mógł powstać i że mogło dojść do takiego spotkania, to jego zdaniem zasługa „Solidarności” z lat 1980-81 oraz zmian, do których doszło w 1989 roku. A także Wrocławian.

 – Bo też jesteśmy przybłędami zewsząd, jak ci Żydzi, którzy trafili do Izraela, do Urugwaju, do Stanów Zjednoczonych. My zaś przybyliśmy tutaj nie wiadomo skąd, bo nie tylko ze Stanisławowa czy Lwowa, ale również z jakiejś poznańskiej wsi czy jakiejś nędzy kieleckiej.

Nie od razu udawało się przekonać bohaterów filmu, by stanęli przed kamerą. – Niektórzy przez całe dekady nie powiedzieli słowa na temat swoich przeżyć z tamtych lat – mówi Dirk Szuszies. – W końcu jednak, u schyłku swojego życia, uznali chyba, że warto coś powiedzieć dla przyszłych pokoleń.

Reżyser przyznaje, że to był bardzo delikatny temat. – Dla żony jednego z protagonistów problemem był na przykład fakt, że ja i Karin mieliśmy niemieckie paszporty.

– Najtrudniej jednak było znieść to, – dodaje – że tak starzy ludzie, dziewięćdziesięcioletni i starsi, kiedy dochodzą do tematu straty rodziców lub innych najbliższych, którą prawie każdy z nich przeżył, opowiadają o tym, jakby byli małymi dziećmi. Wtedy trzeba się skryć za kamerą i przełknąć łzy. To pokazuje, że czas nie leczy żadnych ran.

Aureliusz M. Pędziwol

Informacje o filmie: 

Jesteśmy Żydami z Breslau. Ocalała młodzież i jej losy po roku 1933

Film dokumentalny autorstwa Karin Kaper i Dirka Szusziesa

Bohaterowie:

Esther Adler, Gerda Bikales, Anita Lasker-Wallfisch, Renate Lasker-Harpprecht, Walter Laqueur, Fritz Stern, Günter Lewy, David Toren, Abraham Ascher, Wolfgang Nossen, Eli Heyman, Mordechai Rotenberg, Max Rosenberg, Pinchas Rosenberg oraz polsko-niemiecka grupa młodzieży w Berlinie i we Wrocławiu

We współpracy z Fundacją Bente Kahan z Wrocławia

Źródło: http://www.judenausbreslaufilm.de/