Niemieckie kontrowersje wokół ustawy imigracyjnej | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 17.01.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Niemieckie kontrowersje wokół ustawy imigracyjnej

Wydarzenia we Francji roznieciły dyskusję o sterowanej polityce imigracyjnej Niemiec zaspokającej potrzeby rynku pracy. Obecnie cudzoziemcy mogą korzystać m.in. z "blue card" jako modelu imigracji zarobkowej do Niemiec.

Niemcy potrzebują ustawy imigracyjnej, niezależnie od konieczności udzielania schronienia uchodźcom, pisze na łamach berlińskiej „Tagesspiegel” (17.01) wicekanclerz i minister gospodarki Sigmar Gabriel. Socjaldemokrata zaznacza, że ustawa taka jest konieczna, jeśli Niemcy chcą zaoferować "całemu światu możliwości imigracji", od której są uzależnione ekonomicznie. Taka ustawa imigracyjna musi jasno formułować „kogo możemy i chcemy przyjąć”, zaznacza Gabriel.

Także były przewodniczący Federalnego Trybunału Konstytucyjnego Hans-Jürgen Papier wskazuje na konieczność podjęcia rozmów o niemieckiej ustawie imigracyjnej opierającej sią na „racjonalnych kryteriach”. „Nie uda nam się na dłuższą metę utrzymać wysokiego poziomu gospodarczego i zachować osiągnięć polityki społecznej bez imigracji”.

Kontrowersje wśród chadeków

Wśród chadeków ustawa imigracyjna budzi duże kontrowersje. Opowiada się za nią sekretarz generalny CDU Peter Tauber. Ustawa imigracyjna powinna bardziej odpowiadać, w jego opinii, potrzebom rynku pracy, uwzględniać gotowość imigrantów do przystosowania się oraz poziom znajomości języka.

Natomiast minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere (CDU) i szef bawarskiej CSU Host Seehofer twierdzą, że obecne regulacje są wystarczające. Jedną z takich regulacji mającej na celu zaspokajanie potrzeb niemieckiego rynku pracy na pracowników wysoko wykwalifikowanych jest „blue card”.

Małe zainteresowanie

Tymczasem osoby wykwalifikowane z krajów spoza Unii Europejskiej wcale nie palą się do korzystania z Niebieskiej Karty UE w Niemczech (blue card), która uprawnia do podjęcia pracy. W Niemczech ustawa o Niebieskiej Karcie została uchwalona w sierpniu 2012 roku, rok po upływie terminu wdrożenia unijnej dyrektywy regulującej zatrudnianie wysoko wykwalifikowanych fachowców z krajów spoza Unii. Pomimo ewidentnych braków wykwalifikowanych fachowców z dyplomami szkół wyższych (głównie inżynierów) na niemieckim rynku pracy, ustawa ta budziła wiele emocji wśród polityków i w społeczeństwie.

Karta stanowi zezwolenie na pobyt na czas określony - do czterech lat. Ale jest możliwe wydłużenie czasu jej ważności na czas trwania zatrudnienia lub na czas nieokreślony. Niemcom nie udało się jednak zachęcić wielkich mas cudzoziemców z krajów spoza UE do korzystania z tego modelu imigracji zarobkowej.

Niemcy nie są atrakcyjne

Z danych niemieckiego MSW wynika, że w 2013 roku Niebieską Kartę UE na pracę w Niemczech otrzymało 11290 cudzoziemców, z tego nowo przyjezdnych było 4127; pozostałe osoby miały już inny status pobytu w Niemczech. Od stycznia do września 2014 roku wydano zagranicznym fachowcom ze studiami wyższymi prawie 10 tys. takich dokumentów. Ponad połowę "blue cards" (5900) otrzymali cudzoziemcy, którzy już przebywali w Niemczech. Informacji tych udzielił Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców na zapytanie redakcji magazynu ekonomicznego „Wirtschaftswoche”.

Czas nagli

„Niemcy nie są dostatecznie atrakcyjne dla cudzoziemców. Niebieską Kartę UE otrzymują głównie cudzoziemcy, którzy już mieszkają w Niemczech. Wizy pobytowe związane z pracą zawodową są wydawane rzadko”, poinformował Volker Beck z partii Zielonych. Polityk wskazał na faktycznie nieistniejącą imigrację zarobkową do Niemiec. „Niemcy, jako atrakcyjne miejsce dla biznesu, nie mogą sobie dłużej na to pozwolić”, zaznaczył.

W Niemczech osiedla się natomiast wielu mieszkańców z krajów, które w 2004 - jak Polska - przystąpiły do UE. Ich liczba wzrosła w porównaniu z rokiem 2011 o 15,5 proc.; największy przyrost liczbowy odnotowano wśród Węgrów (29,8 proc) i Polaków (13,6 proc.).

dpa / Barbara Cöllen