Niemiecki wywiad szpiegował USA i sojuszników w UE | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 15.10.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Niemiecki wywiad szpiegował USA i sojuszników w UE

Niemiecka Federalna Służba Wywiadowcza (BND) miała na własną rękę inwigilować zaprzyjaźnione państwa w UE i za oceanem. Komisja kontrolna Bundestagu chce teraz wiedzieć, kto to zarządził.

Bad Aibling BND Radarkuppeln

Stacja nasłuchowa BND w Bad Aibling (Bawaria)

Szpiegowanie przyjaciół jest absolutnie niedopuszczalne, stwierdziła w październiku 2013 kanclerz Angela Merkel. Było to po wybuchu afery podsłuchowej NSA, kiedy wyszło na jaw, że na zlecenie amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) sojuszników szpiclował też niemiecki wywiad. Teraz okazuje się, że BND działał także na własną rękę. Do czerwca 2013 inwigilował ambasady i szereg instytucji państw unijnych i innych krajów partnerskich. Jak poinformował „Spiegel online”, celem BND były m.in. instytucje francuskie i amerykańskie, co jest sprzeczne z zadaniami wywiadu stawianymi mu przez niemiecki rząd.

„Spiegel online” i rozgłośnia RBB zgodnie napisały w swoich doniesieniach, że Federalna Służba Wywiadowcza używała nie tylko tzw. selektorów amerykańskich służb, ale posługiwała się także własnymi. Selektory to słowa kluczowe, przy których pomocy wywiad filtruje przepływ komunikacji. BND miał latami stosować tysiące tych najprawdopodobniej niedopuszczanych i wysoce problematycznych selektorów. Praktyka ta została zakończona dopiero jesienią 2013.

Berlin NSA-Untersuchungsausschuss Gerhard Schindler

Szef BND Gerhard Schindler przed komisją Bundestagu ds. skandalu NSA, maj 2015

O tym najnowszym skandalu podsłuchowym poinformował w środę wieczorem (14.10) niemiecki rząd na posiedzeniu Parlamentarnego Gremium Kontrolnego Bundestagu (PKGr). Pod koniec września br. rząd zakończył badanie sprawy we własnym zakresie, teraz przekazał informację PKGr.

Według doniesień niemieckich mediów, w posiedzeniu Gremium Kontrolnego miał też uczestniczyć szef BND Gerhard Schindler. W związku z tymi informacjami pojawiło się szereg pytań, które wymagają wyjaśnień, powiedział rozgłośni RBB wiceprzewodniczący PKGr Clemens Binninger (CDU). Priorytetowe jest pytanie, czy praktykowane przez BND używanie własnych selektorów leży w kompetencji wywiadu.

Socjaldemokraci ustosunkowali się do sprawy jednoznacznie. BND „nawarzył piwa”, napisał w czwartek dziennik „Mitteldeutsche Zeitung” powołując się na kręgi klubu parlamentarnego SPD. Nie ulega wątpliwości, że sprawa była znana Urzędowi Kanclerskiemu, została jednak przemilczana, napisała dalej gazeta.

Task force w Pullach

Parlamentarne Gremium Kontrolne powołało własną grupę roboczą (task force), która w nadchodzącym tygodniu ma zbadać sprawę w centrali BND w Pullach. W centrum zainteresowania PKGr stoi przy tym pytanie, kto był poinformowany o praktykach wywiadu i kto je zlecił.

Na BND ciąży już zarzut inwigilowania na zlecenie amerykańskiego wywiadu NSA polityków, przedsiębiorstw i obywateli w Niemczech oraz innych krajach Europy. Wiosną 2015 wyszło na jaw, że na podstawie listy tysięcy selektorów dostarczonych przez amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Narodowego, niemiecki wywiad lustrował przepływ informacji w internecie. Zdobyte w ten sposób informacje, w tym adresy IP, hasła i numery telefonów, przekazywał NSA.

Minister sprawiedliwości chce zaostrzenia reguł

Federalny minister sprawiedliwości Heiko Maas (SPD) zażądał w związku z tymi najnowszymi zarzutami „bardziej surowych reguł” dla BND. „Musimy także zadbać o to, by reguły te były przestrzegane”, powiedział Maas gazecie „Rheinischen Post” (wydanie z 16.10.2015). „Państwo prawa i podstawowe prawa obywatelskie nie przestają obowiązywać na granicy Niemiec”, dodał szef resortu sprawiedliwości.

Obok reformy zasad funkcjonowania wywiadu konieczna jest także demokratyczna kontrola BND. Parlament musi otrzymać w tym celu większe kompetencje i wystarczające środki, stwierdził Heiko Maas.

(dpa, afp) / Elżbieta Stasik