Niemiecki ekspert: Rosja, ″federalizator″ Europy i transatlantycki budzik [WYWIAD] | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 18.05.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Niemiecki ekspert: Rosja, "federalizator" Europy i transatlantycki budzik [WYWIAD]

Rosja przyspieszyła federalizację Unii Europejskiej i przyczyniła się do zbliżenia Europejczyków do Amerykanów - mówi niemiecki politolog Josef Janning*.

Josef Janning

Josef Janning: Jesteśmy w dalszym ciągu gotowi dążyć do współpracy z tą trudną Rosją, ale nie będziemy godzić się w ramach tej gotowości na każde zachowanie Rosji

DW: Gdzie między Rosją a Ameryką znajdują się teraz Niemcy? Czy ich miejsce przesunęło się wskutek tego, co się stało na Wschodzie?

JJ: Tak, przesunęło się. Ale nie wzdłuż osi między Moskwą a Waszyngtonem. Przesunęło się w tym sensie, że polityka niemiecka jest dzisiaj zmuszona przejąć przywódczą rolę w Europie. Dlatego Berlin nie może wybierać, czy będzie zajmować się przede wszystkim ustalaniem reguł, czy też prowadzeniem realpolitik. Czy chciałby przede wszystkim podążać za amerykańskim przywództwem, czy też równolegle prowadzić interesy gospodarcze. Podobnie jak to było widać po 1979 roku, kiedy Związek Radziecki najechał na Afganistan, tak dziś Niemcy muszą zarówno reprezentować stanowisko europejskie – stąd potrzeba jasnych reguł – jak i równolegle uprawiać realpolitik. Rosja pozostanie przecież częścią europejskiej przestrzeni. Bez względu na to, w jak skomplikowany i konfrontacyjny sposób Moskwa się zachowuje, musi to być polityka, która stara się mieć wpływ na tę Rosję.

DW: Czy to przesunięcie jest więc skutkiem aneksji Krymu i wojny we wschodniej Ukrainie?

JJ: Tak i nie. Niemcy zaczęły już wcześniej odgrywać centralną rolę w polityce europejskiej. Kryzys w strefie euro również wskazał na Niemcy jako głównego aktora. Ale wojna na Ukrainie podkreśliła tę rolę ponownie, gdyż Niemcy są znowu tym członkiem Unii Europejskiej, który mógłby mieć największy wpływ na Moskwę i który chyba jako jedyny jest w stanie utrzymać dialog z Moskwą nawet w warunkach otwartego naruszania reguł przez politykę rosyjską.

DW: Czy przy okazji nie okazało się znów, że Unia nadal nie jest w stanie reagować w takich sytuacjach? Tak, jak na przykład w czasie wojny na Bałkanach?

JJ: Unii Europejskiej jako kolektywnemu aktorowi brakuje tej masy, którą mogą na wagę rzucić państwa narodowe i ich rządy. Jest bardzo skuteczna – a ten kryzys również to pokazał – gdy chodzi o stworzenie konsensusu między państwami, utrzymanie go i administrowanie nim. Na przykład w kwestii sformułowania listy sankcji. Ale jeśli chodzi o zarządzanie kryzysem, jej rola jest w najlepszym wypadku wspierająca. Bardzo dużo zależy od tego, czy poszczególne kraje są gotowe rzucić na szalę swój prestiż, status, swoją międzynarodową reputację, żeby móc oddziaływać w konkretnej sytuacji.

DW: Również swoje interesy gospodarcze?

JJ: Oczywiście. To jest zapewne część wpływu polityki niemieckiej. To oczywiste przecież, że Niemcy mają w Rosji znaczące interesy gospodarcze. Tak więc, gdy Berlin się tak wyraźnie pozycjonuje w kwestii Ukrainy, ​​ma to inną wagę.

DW: Czy Niemcy utrzymają swoją dzisiejszą pozycję na dłuższą metę?

JJ: Tak, zakładam, że Niemcy utrzymają ją przez dłuższy czas, gdyż zawiera ona też pewną ofertę: „Jesteśmy w dalszym ciągu gotowi dążyć do współpracy z tą trudną Rosją, ale nie będziemy godzić się w ramach tej gotowości na każde zachowanie Rosji.”

DW: Jakie są warunki Niemiec?

JJ: Jeśli Rosja miałaby znów eskalować ten konflikt i otwarcie interweniować, wówczas nie może być żadnego powrotu do współpracy. Jeśli Rosja będzie się poruszać przynajmniej w ramach porozumienia z Mińska i dotrzymywać jego postanowień, wtedy Niemcy – przy utrzymującej się różnicy zdań wobec Krymu i wschodniej Ukrainy – będą gotowe szukać możliwości, punktów zaczepienia i obszarów ograniczonej współpracy z Rosją.

DW: Jak to rozumieć? Czyżby Niemcy były gotowe uznać aneksję Krymu?

JJ: Na płaszczyźnie reguł, prawa – nie. Ale Berlin byłby w stanie pogodzić się z aneksją, gdyby zaakceptował ją rząd Ukrainy. Niemcy same z siebie nie będą wychodzić przed szereg i nie powiedzą: „Uznajemy to”. Niemcy mogą co najwyżej uznać, że Rosja doprowadziła tu do faktu dokonanego, co wprawdzie nie jest zgodne z niemiecką polityką, ale tego nie można zmienić. Tak więc z perspektywy Berlina wiele teraz zależy od tego, jak się na to zapatruje Kijów.

Również polityka ukraińska sprawia w tej chwili wrażenie, że nie uzna tego kroku ani normatywnie, ani prawnie. Ani teraz, ani w przyszłości. Że jednak przynajmniej w tej chwili jest gotowa żyć z tym faktem, że na tę decyzję Kijów nie może mieć wpływu.

(czytaj dalej na str. 2)

Redakcja poleca

Audio i wideo na ten temat