Niemiecki ekspert: „Merkel ponosi odpowiedzialność za dieselgate” | Gospodarka | DW | 19.09.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Niemiecki ekspert: „Merkel ponosi odpowiedzialność za dieselgate”

Dwa lata temu została ujawniona afera dieslowa. Producenci manipulowali, oszukiwali – i robią to do dzisiaj, uważa ekspert Jürgen Resch. Odpowiedzialnością za tę motoryzacyjną katastrofę obciąża też kanclerz Merkel.

Deutsche Welle: Pana organizacja Deutsche Umwelthilfe (DUH) wnosi swój wkład w wyjaśnienie skandalu z silnikami diesla. Domagacie się, żeby zostały dotrzymywane przewidziane przepisami dopuszczalne normy emisji spalin i nie szkodziły zdrowiu obywateli. Dwa lata temu ujawnione zostały manipulacje wynikami pomiarów emisji spalin. Jak ocenia Pan te dwa lata?

Jürgen Resch*: Z bardzo mieszanymi uczuciami. Pod względem strukturalnym właściwie nic się przez te dwa lata nie zmieniło. Wiemy tylko w międzyczasie, że praktycznie wszyscy producenci wbudowali urządzenia fałszujące wyniki emisji spalin.

Rząd federalny nie reaguje jednak w odpowiedni sposób. Byłby zobowiązany, by domagać się od producentów samochodów zapłacenia kar finansowych – ale rezygnuje z tego. Z tego też powodu w grudniu ub. roku Komisja Europejska wszczęła wobec Niemiec procedurę o naruszenie prawa UE. We Francji rząd zagroził tylko koncernom PSA i Renault karą w wysokości 8,5 mld euro. W Niemczech nie nakłada się na motoryzacyjnych oszustów nawet grzywn rzędu 5 euro.

DW: Dlaczego urzędy w Niemczech są takie wyrozumiałe?

JR: Stosunki między przemysłem motoryzacyjnym a polityką są w Niemczech szczególne. Mówię, że są podobne do małżeństwa. Wyraźnie było to widać na szczycie ws. diesla. Która inna branża uzgadnia z rządem jak równy z równym fundusze finansowe?

Zamiast tego potrzebujemy rządu, który urzędowo przestrzega przepisów dotyczących norm emisji spalin tak samo surowo jak np. urzędy w USA.

Nie można rezygnować z tego, by przemysł motoryzacyjny przestrzegał przepisów a poszkodowani właściciele aut mogli przeforsować swoje żądania.

 Deutsche Umwelthilfe DHU - Diesel-Verbot (Imago/M. Westermann)

Protest w Monachium na rzecz czystego powietrza, luty 2017

DW: Kto w rządzie ponosi za to odpowiedzialność?

JR: Kanclerz. Jako osoba kompetentna w ustalaniu ogólnych założeń polityki wielokrotnie to pokazała. W 2010 roku w rozmowie z Kalifornijskim Urzędem Czystości Powietrza walczyła o obniżenie standardów emisji spalin, bo leżało to w interesie niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego.

Także w następnych latach, częściowo na zlecenie przemysłu motoryzacyjnego, kanclerz opowiedziała się za obniżeniem norm. Krótko po wykryciu afery spalinowej w Brukseli obradowała grupa robocza. Kanclerz Merkel osobiście zadzwoniła do Jean-Claude'a Junckera, żeby interweniował i zatroszczył się o to, by jeszcze bardziej zostały rozmiękczone normy emijsi tlenków azotu obowiązujące w praktyce. W efekcie do 2023 roku samochody z silnikami diesla mogą na ulicy emitować więcej szkodliwych spalin niż w laboratorium. To niedorzeczność.

DW: W telewizyjnym pojedynku z kandydatem SPD na kanclerza Martinem Schulzem Angela Merkel była oburzona na koncerny motoryzacyjne.

JR: To znaczy, że teraz musi podjąć jakieś kroki. Ale nie robi nic i to boli. Nie oczekuję, że pani Merkel pokaże swoje oburzenie, tylko, że coś przedsięweźmie. To znaczy: zobowiąże producentów samochodów, by przestrzegali przepisów.

Ponadto konsumenci są teraz prowadzeni w niewłaściwym kierunku. Reklamuje się i sprzedaje samochody z tak zwaną premią ekologiczną. Ale w praktyce, na ulicy, te nowe auta przekraczają normy emisji spalin częściowo nawet tysiąckrotnie. Używając pojęcia „premii ekologicznej” najzwyczajniej robi się z ludzi idiotów.

 Deutsche Umwelthilfe DHU - Diesel-Verbot (picture alliance/dpa/L. M. Mirgeler)

Wyrzucenia dieslowych brudasów z miast domaga się też Greenpeace

DW: Deutsche Umwelthilfe wniosło do sądów szereg skarg. Chcecie sądownie zmusić miasta do zachowania czystości powietrza – z sukcesem?

JR: W ostatnich dwunastu latach wygraliśmy każdy proces. Zostały wydane prawomocne wyroki w miastach takich jak Monachium, a teraz w niektórych miejscach są przeprowadzane tak zwane egzekucje.

Sądy formułują wyroki z coraz większym wzburzeniem zwracając uwagę, że państwo musi przestrzegać swoich zobowiązań zawartych w art. 2 ustawy zasadniczej. Artykuł ten gwarantuje prawo do integralności fizycznej obywateli. Nasz problem polega na tym, że państwo tego nie przestrzega.

Chcemy, żeby odpowiedzialni w miastach i w krajach związkowych stosowali prawo, które chroni obywateli i zapewnia im minimalny standard jakości powietrza, zwłaszcza jeżeli chodzi o zawartość tlenków azotu. Jest to bowiem szczególnie perfidna trucizna dla dróg oddechowych. Chodzi tu o 10 tys. 600 przypadków przedwczesnej śmierci rocznie. Dane te nie pochodzą od nas, tylko z Europejskiej Agencji Środowiska, z WHO, Towarzystw Fraunhofera i Max-Plancka.

Wszyscy są zgodni co do tego, że spaliny silników diesla są ostatnim, nierozwiązanym problemem czystości powietrza w Niemczech. Dla rozwiązania tego problemu mamy do dyspozycji technikę i reguły. Tyle, że producenci samochodów i miasta ich nie przestrzegają.

DW: Co musi się stać, żeby normy zostały dotrzymywane?

JR: Potrzebny jest zakaz ruchu dla „brudnych” samochodów zanieczyszczających powietrze. W takiej sytuacji producenci aut i przemysł będą mieli dwie alternatywy: anulowanie umowy kupna-sprzedaży lub techniczna optymalizacja samochodu. Po optymalizacji musi zostać dochowana podczas jazdy w środowisku norma emisji Euro 6.

DW: Czy proponowana przez przemysł motoryzacyjny optymalizacja oprogramowania pomoże?

JR: Analizowaliśmy ją. Na przykład VW Amorak wykazywał przed optymalizacją emisję 1490 miligramów NOx na kilometr a po niej 1510. Zastąpiono jedno wyłączenie kontroli emisji drugim. Samochód emituje na ulicy tyle samo brudu jak przedtem. Mimo optymalizacji taki samochód oczywiście nie ma prawa poruszania się po centrach miast.

DW: Jak mają konsumenci obchodzić się z tą sytuacją?

JR: My mówimy: nie kupuj żadnego diesla. Także ADAC ostrzega obecnie przed kupnem aut z silnikami diesla.

DW: Jak Pan sądzi, gdzie znajdziemy się za rok?

JR: Zrobimy wyraźne postępy, bo decydują sądy i mamy w Niemczech zakazy poruszania się samochodów. Przekonamy się też, że optymalizacja oprogramowania poskutkuje. A pierwsze zagraniczne elektryczne auta przekażą jasne przesłanie – takie mianowicie, że samochody z silnikami diesla czeka taki sam los, jak wiodącą niegdyś na rynku telefonów komórkowych Nokię.

*Jürgen Resch jest dyrektorem organizacji ekologicznej i konsumenckiej Deutsche Umwelthilfe (DUH), która odgrywa wiodącą rolę w wyjaśnieniu skandalu z silnikami diesla a w walce o czystość powietrza w miastach toczy niezliczone procesy.

Rozmawiał Gero Rueter / tł. Elżbieta Stasik