1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Niemiecki ekspert: „Świadomość zagrożenia tsunami wzrosła“

Dziesięć lat minęło od niszczycielskiego tsunami na wybrzeżach Oceanu Indyjskiego. Jaką nauczkę możemy wynieść z tej katastrofy? Opinia prof. Jakoba Rhynera, eksperta ds. ochrony środowiska i bezpieczeństwa człowieka.

26 grudnia 2004 roku światem wstrząsnął największy jak dotąd kataklizm spowodowany trzęsieniem ziemi na Oceanie Indyjskim i wywołanym nim tsunami. Niszczycielskie fale dotarły aż do wybrzeży Afryki, przede wszystkim ucierpiały jednak państwa Azji Południowo-Wschodniej. Zginęło ponad 230 tys. ludzi, ponad 1,7 mln musiało uciekać, miliony straciły dach nad głową i środki do życia. Specjaliści zbadali przyczyny tego kataklizmu i opracowali działania zaradcze, które w przyszłości mają pomóc w uniknięciu podobnych tragedii.

Deutsche Welle: Panie profesorze, kiedy wracamy do tsunami 2004 zastanawiamy się, dlaczego pociągnęło ono za sobą tyle ofiar?

Jakob Rhyner

Jakob Rhyner

Jakob Rhyner: Są dwie przyczyny: jedną z nich jest rozciągający się na kilka kontynentów ogromny obszar dotknięty katastrofą. Z taką powierzchnią nie mieliśmy do czynienia w niemal żadnym innym kataklizmie. Drugą przyczyną był brak świadomości na temat tsunami. Mało kto zdawał sobie sprawę, co się dzieje, bo jest to po prostu tak rzadka katastrofa naturalna.

Zastanawiając się, jak dobrze jesteśmy przygotowani na takie katastrofy – co zmieniło się od 2004 roku?

Dużo się zmieniło. Przede wszystkim: słowo „tsunami” stało się ogólnie znanym pojęciem. Wielu z nas nie wiedziało przed 2004 rokiem, czym jest tsunami, wzrósł zatem poziom świadomości. Ponadto miała miejsce odbudowa a pod względem technicznym zrobiono wiele w zakresie systemów wczesnego ostrzegania.

Jak funkcjonuje system wczesnego ostrzegania?

Bildergalerie 10 Jahre Tsunami Indonesien

Niemal doszczętnie zniszczone Badah Aceh w Indonezji, grudzień 2004

Swoje zastosowanie znajduje w nim cała skala rozwiązań technicznych. Najpierw trzeba wykryć źródło tsunami – przeważnie jest to trzęsienie ziemi – potrzebny jest więc sejsmograf. Bardzo ważne jest przy tym, by zarejestrowane przez niego dane jak najszybciej zostały przekazane do centrum, gdzie zostaną poddane analizie. Zazwyczaj dzieje się to za pomocą przekazu satelitarnego. Potem trzeba stwierdzić, czy to trzęsienie ziemi jest w stanie wywołać tsunami. Stosuje się do tego celu obliczenia modelowe, potrzeba zatem komputerów o dużej wydajności. Jeżeli dojdzie się do wniosku, że istnieje potencjał zagrożenia i może dojść do tsunami, potrzebni są ludzie, którzy przekażą te informacje dalej. I wreszcie - informacje te muszą dotrzeć do jak największej liczby ludzi.

Przypuszczalnie oznacza to także potrzebę bardzo ścisłej współpracy ze społecznościami na miejscu?

Symbolbild Seismograph

Urządzenia techniczne takie jak sejsmograf nie rozwiążą wszystkich problemów

Tak, istnieje koncepcja zwana „ostatnią milą“ – jest to faza, w której ostrzeżenie opuściło zakres high-tech i powinno dotrzeć do ludzi. Ludzie przede wszystkim muszą wiedzieć, że takie ostrzeżenie może zostać wydane i że istnieje system ostrzegania. Kiedy informacja do nich dotrze, muszą ją zrozumieć i zaakceptować. Spotyka się również ludzi, którzy wierzą, że takie potężne, groźne zdarzenie jest zrządzeniem losu, zostało zesłane przez Boga – ci ludzie niekoniecznie są gotowi zaakceptować meldunek systemu wczesnego ostrzegania. Mogą istnieć bariery kulturowe, które muszą zostać wyeleminowane. Kiedy jednak ludzie zaakceptują to ostrzeżenie, muszą też wiedzieć, co robić, dokąd uciekać, gdzie znajdą schronienie. Miasto musi się zatem tak zorganizować, by było w stanie odpowiednio reagować na ostrzeżenie.

Jednym z państw, które ucierpiały najdotkliwiej, była Tajlandia. Tamtejszym władzon zarzuca się, że lekceważą groźbę ponownego tsunami, by nie zaszkodzić przemysłowi turystycznemu. Odbija się to na systemie wczesnego ostrzegania?

Tak. Jeżeli ryzyko jest lekceważone, odbija się to na jakości bezpieczeństwa. Ale problem nie dotyczy tylko Tajlandii. W Szwajcarii, mojej ojczyźnie, obserwowaliśmy, jak odpowiedzialni za turystykę próbowali bagatelizować niebezpieczeństwo katastrof naturalnych – w tym wypadku lawin śnieżnych w Alpach.

Zehn Jahre nach Tsunami in Banda Aceh Indonesien

Na całym świecie ludzie uczcili pamięć ofiar katastrofy z 2004 roku

Ale w sumie myślę, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Coraz więcej ludzi odkrywa coraz więcej możliwości promowania także koncepcji bezpieczeństwa. Nie próbują bagatelizować ryzyka, tylko mówią: „Tak, istnieje zagrożenie, ale jeżeli państwo do nas przyjedziecie, będziemy trzymali rękę na pulsie. Mamy systemy wczesnego ostrzegania i dobrze przygotowane informacje, na przykład broszury informacyjne”. Ma to generalnie związek z naszym podejściem do zagrożeń. Dlatego trzeba tyle czasu, żeby opracować efektywny system ostrzegania.

Czy zniszczone obszary zostały tak odbudowane, że są teraz lepiej przygotowane na tsunami?

Zdarzyło się dużo, jeżeli chodzi o odbudowę i infrastrukturę. Ale powiedziałbym, że w sumie efekty są mieszane – nie myślę o tempie odbudowy, bo nastąpiła ona szybko – tylko o ochronie przed tsunami.

Po takim kataklizmie udostępniane są ogromne sumy, które ze względu na mechanizmy ich gromadzenia, muszą zostać szybko wydane. Byłoby lepiej, gdyby na wydanie tych pieniędzy było więcej czasu. Jeżeli tego czasu nie ma, jest się skłonnym budować domy w tym samym miejscu, w którym stały wcześniej. Nie zawsze jest to najbardziej sensowne.

O tej porze roku wiele osób pamiętając o tej straszliwej katastrofie jest przygnębionych i boi się, że coś podobnego może się powtórzyć. Można powiedzieć im coś, co złagodzi ten strach?

Ten strach oznacza, że wzrósł poziom świadomości. A jeżeli człowiek jest świadomy niebezpieczeństwa, ryzyko już jest zredukowane. Jeżeli ktoś pojedzie teraz do Tajlandii i zobaczy, że morze się cofa, będzie wiedział, że trzeba uciekać. To jest lekcja, jaką wynieśliśmy z tego tsunami. Nasz strach jest zatem środkiem pomagającym zmniejszyć ryzyko. I jest to dobra wiadomość.

Jakob Rhyner jest fizykiem, szefem Instytutu Ochrony Środowiska i Bezpieczeństwa Człowieka na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych (UNU) w Bonn.

Rozmawiała Irene Quaile / tł. Elżbieta Stasik