1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Zwycięstwo populizmu nad rozsądkiem będzie miało naśladowców

Szok, niepewność, nadzieja - tak określić można reakcje niemieckiej prasy na zwycięstwo Donalda Trumpa.

"Sueddeutsche Zeitung" uważa: "Szok z powodu tego wstrząsu jest tak duży, że jeszcze długo potrwa, zanim wyborcy pojmą, jakie były jego powody i jakie będzie miał on następstwa. Naród jest podzielony, świat spolaryzowany, rynki rozhuśtane a przyszłość jawi się ponuro. Znikąd nie widać jakichkolwiek oznak optymizmu. Ale wola wyborców była tak jednoznaczna, że trzeba ją zaakceptować i z wielką pokorą poddać analizie. (...)

Po Brexicie już drugi raz w tym roku zaniedbana i prawie zapomniana warstwa społeczeństwa dochodzi do głosu i do władzy. Czyli zadziałały tam siły, których nie był w stanie wyzwolić sam tylko Donald Trump. On je tylko wykorzystał".(...) "Prezydencja Trumpa będzie bardzo odważnym przedsięwzięciem. Jego zwycięstwo nie było ani wynikiem politycznego programu, ani obsady personalnej. Kampania nacechowana była chaosem i egomanią. Wszystko to musi się skończyć i skanalizować się w obliczalnym procesie przejściowym".

"Stuttgarter Zeitung" jest przekonana, że "to amerykańskie zwycięstwo populizmu nad rozsądkiem znajdzie naśladowców. Wynik wyborów w USA posłuży populistom na całym świecie za wzór. Będą mówić: zobaczcie, jeżeli nawet w państwie, które do tej pory cechowała bardzo stabilna demokracja, na czołowe stanowisko wybrany został demagog z prostymi hasłami na ustach, to nam też to się uda. Nie trzeba wysilać fantazji, by wyobrazić sobie radość w AfD, Front National i innych ugrupowaniach o podobnym światopoglądzie. (...) Świat, jaki dotychczas znaliśmy, zmienił się w jedną noc".

Portal tagesschau.de zaznacza: "Nawet jeżeli z pewnością nie dojdzie do realizacji wszystkich obietnic wyborczych Trumpa, dla Niemiec i Europy nadchodzą ciężkie czasy. Trump będzie chciał większego finansowego wkładu od sojuszników w NATO na cele wspólnej obrony. Politykę uchodźczą kanclerz Merkel uważa on za istną katastrofę, dlatego ich osobiste relacje będą od samego początku obciążone.

Niektórzy natomiast zacierają ręce: Marine Le Pen i zwolennicy Brexitu. Także prezydent Rosji znajdzie w nowym amerykańskim prezydencie pokrewną duszę. Trump podziwia jego politykę siły. Czy ten romans dwóch osobników alfa będzie pomyślny na dłuższą metę, w to należy powątpiewać".

"Die Welt" pisze: "Dla Niemiec a szczególnie dla Angeli Merkel rozpoczyna się nowe rozdanie. Zamiast z Hillary Clinton, zostanie ona skonfrontowana z prezydentem, który może twierdzić, że uzyskał najlepszy wynik od czasu zwycięstwa Busha w roku 2004. Będzie to prezydent, który chce wsadzić Clinton do więzienia, który uważa, że tortury są konieczne, który ma nieokreślony stosunek do broni atomowej i niemiecką kanclerz uważa za przedstawicielkę świata polityki, którą trzeba zlikwidować. (...) Władimir Putin, dzięki Waszyngtonowi, będzie miał w niemieckim krajobrazie politycznym jeszcze więcej swobody działania niż Moskwa do tej pory już miała i co wykorzystywała. Kiedy Francją zacznie rządzić Front National i Marine Le Pen zrealizuje swoją pogróżkę wyjścia z Unii Europejskiej, Angela Merkel znajdzie się w Niemczech otoczonych przez nacjonalistów i populistów, z rozsypującymi się rynkami eksportowymi. (…)

Zwycięstwo Trumpa jest dla Berlina cezurą i ma zupełnie inną wagę niż zwycięstwo Berlusconiego czy Kaczyńskiego. Donald Trump trzyma trumfy w ręku, którym Niemcy same nie są w stanie nic przeciwstawić – przynajmniej tak długo, jak długo będzie niepewne, czy Unia Europejska się nie rozpadnie po francuskich wyborach prezydenckich”.

„Neue Osnabruecker Zeitung” pyta: „Czy Europa i świat muszą zacząć się teraz bać? Zobaczymy, bo różnie może być. Trump podziwia rosyjskiego prezydenta Putina. Męska przyjaźń między przywódcami dwóch światowych mocarstw mogłaby wiele zmienić i roztopić zamrożone relacje między Rosją i USA. Wyobraźmy sobie: Donald i Władimir idą razem na polowanie albo pływają łodzią. Może po tym narodziłby się jakiś pomysł na pokój w Syrii? Ale to tylko taki odważny scenariusz… Decydujące będzie jednak, czy biznesmen Trump w przyszłości będzie potrafił sam utrzymać się w ryzach. W walce wyborczej obrażał niepełnosprawnych, miał szowinistyczne zagrywki pod adresem kobiet i wychwalał dyktatorów. W międzynarodowej dyplomacji takie historie byłyby katastrofą".

Opr.: Małgorzata Matzke