Niemiecka prasa: Zimna wojna w Monachium | Prasa | DW | 09.02.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Zimna wojna w Monachium

Poniedziałkowe wydania gazet komentują działania dyplomatyczne kanclerz Merkel w kontekście kryzysu ukraińskiego, zakończonej w Monachium Konferencji Bezpieczeństwa oraz planowanego szczytu ws. Ukrainy w Mińsku.

Lawrow auf der Sicherheitskonferenz in München

Przemówienie szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa w Monachium (7.02.15)

Stołeczny „Der Tagesspiegel” pisze: „Jeśli wybierze się teraz niewłaściwą drogę, mówi minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier, może dojść do tego, że usuwanie skutków tej decyzji potrwa nie lata, lecz dziesięciolecia. Brzmi to tak dramatycznie, jak jest w rzeczywistości. Steinmeier powiedział to bez ogródek, na co zwykle w jego języku dyplomatycznym nie ma miejsca. I podobnie, ale w zaskakująco osobistym tonie, wypowiedziała się kanclerz, przypominając wschodnim Niemcom budowę muru. I nie doszło po tym do żadnej wielkiej akcji militarnej ze strony Zachodu. A jak wiadomo, zanim zlikwidowano symbol podziału w samym środku Europy, potrwało to dziesiątki lat. Teraz trzeba zapobiec jej nowemu podziałowi, podziałowi zgoła całego świata. To jest właściwa droga, byle nie była ona drogą militarną”.

„Mannheimer Morgen” podsumowuje: „Kiedy przed rokiem na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium debatowano o kryzysie na Ukrainie, chodziło o narodowy konflikt na obrzeżach Europy. W tych dniach chodzi o nic innego, jak o możliwe fiasko europejskich struktur bezpieczeństwa, jeśli nie zgoła porządku światowego: ONZ, OBWE, strategicznej kontroli zbrojeń. Główne pytanie, co do tego zarówno kanclerz jak i minister spraw zagranicznych są jednomyślni, brzmi: czy krajom rozwijającym uda się rozwiązać wewnętrzne konflikty przy negocjacyjnym stole, czy też zgodnie ze starym modelem zachowań wolą pole bitwy”.

„Münchener Merkur” pisze o „zimnej wojnie w Monachium": „Lunatykująca Europa zmierza ku katastrofie? Przygnębienie kanclerz, cynizm ministra spraw zagranicznych Rosji, nieugiętość wiceprezydenta USA, rozpacz prezydenta Ukrainy, wszystko to tłumi nadzieję, że w nadchodzącą środę dojdzie w Mińsku do podania sobie rąk w imię trwałego pokoju. Jednak jest jeszcze nikła szansa. Imperium Putina chwieje się na skutek sankcji, podobnie jak jedność zachodniego sojuszu chwieje się z powodu jego uderzeń. Jednak na graczu z Kremla nie robią wrażenia dostawy broni, których według Angeli Merkel nie dałoby się w Niemczech przeforsować, lecz groźby jeszcze ostrzejszych sankcji".

Dziennik „Die Welt” stwierdza, że: „Ten, kto śledził »bajeczne« wystąpienie Siergieja Ławrowa, rosyjskiego ministra spraw zagranicznych, zarzucającego Amerykanom, że od ćwierć wieku prowadzą agresywną politykę wobec Rosji, ten doszedł do jednego wniosku: z Rosjanami, żyjącymi we własnym świecie, nie sposób rozmawiać. Wyjazd Angeli Merkel do Mińska w środę może być ostatnią szansą na powstrzymanie rozszerzenia strefy walki. Krótko mówiąc, jeśli nie powiedzie się dyplomacja kryzysowa Merkel, Ukraina otrzyma broń. Nikt nie wie, jaką przyjdzie nam za to zapłacić cenę. Nie wie tego również sam John McCain”.

„Kölner Stadt-Anzeiger” zauważa, że: „Angela Merkel demonstruje, jak dalece Niemcy przejęły tymczasem międzynarodową odpowiedzialność. Kanclerz jest decydującą postacią w walce o wojnę i pokój na Ukrainie. Celem starań Merkel jest przede wszystkim zażegnanie militarnej eskalacji. Mamy okazję przeżyć kanclerz nietypowo zdecydowaną oraz idącą na wielkie ryzyko. Jeśli zawiodą jej starania o rozwiązanie w negocjacjach, będzie to przede wszystkim jej osobista porażka. Jednak jej odważne działanie dowodzi, że postrzega ona obecne położenie jako wyjątkowo niebezpieczne. Jeśli USA oraz inne kraje NATO zaczną dostarczać broń Ukrainie, rośnie niebezpieczeństwo, że zimna wojna między Zachodem i Rosją zamieni się w tę prawdziwą”.

opr. Aleksandra Jarecka