Niemiecka prasa: Ukraina, Merkel i Hollande nie mają nic w ręku | Prasa | DW | 13.02.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Ukraina, Merkel i Hollande nie mają nic w ręku

Wyniki konferencji Mińsk II napawają sceptycyzmem, bo nie wiadomo, co będzie z realizacją porozumienia. Ale udało się zyskać na czasie i ulżyć losowi ludzi - brzmią komentarze w piątkowej (13.02.15) prasie niemieckiej.

"Jaki nie byłby wynik rozmów w Mińsku, pewne jest, że przejdą one do historii" - pisze "Die Welt". „Nigdy jeszcze od czasu zakończenia II wojny światowej Europejczykom nie udało się przezwyciężyć kryzysu tych rozmiarów przy stole rokowań bez udziału Amerykanów. Bez amerykańskich dyplomatów u swego boku zmagali się z Rosją, by wycofała swoich żołnierzy. Angela Merkel i Francois Hollande dokonali naprawdę wielkiej rzeczy. Ale te pochwały nie rozwiewają sceptycyzmu. (...)

Ani strona ukraińska z Petro Poroszenką ani Angela Merkel i Francois Hollande nic nie mają konkretnego w ręku, co mogłoby zmusić rosyjską stronę i Putina do skorygowania ich polityki. Powiedziawszy drastycznie: Ze ślepego zaułka nie ma bezpiecznej drogi odwrotu. Taki odwrót może zapewnić tylko jedna strona, na której nie można jednak polegać: Putin i jego awanturnicy".

"Nuernberger Zeitung" pisze: "Atrament jeszcze nie wysechł pod porozumieniem mińskim a już z Kijowa nadeszły nowe skargi: Podczas negocjacji Merkel, Hollande'a, Poroszenki i Putina na Ukrainę wjechało 50 rosyjskich czołgów. Po wszystkich złamanych przyrzeczeniach ostatnich tygodni nikogo to właściwie nie dziwi. Ale jednocześnie nasuwa się pytanie, dlaczego nie wcześniej niż dopiero w niedzielę nie mogłyby ucichnąć działa. Do północy w niedzielę zabijanie będzie kontynuowane. Nie tylko to jawi się absurdem w tym krwawym konflikcie, którego przed rokiem nikt nawet by nie dopuszczał w myślach".

"Sueddeutsche Zeitung" stwierdza: "Spotkanie w Mińsku nie przyniesie żadnego pokoju, nawet pozornego. Mińsk stwarza co najwyżej nadzieję na pokój. Najsilniejszym sygnałem jest podpis rosyjskiego prezydenta. Sygnował on swój udział w planie, który jest pełen dobrej woli i niebezpiecznych pułapek. Putinowi trzeba będzie wciąż przypominać o jego roli gwaranta. Te gwarancje dały jednak także OBWE i tym samym Niemcy i Francja. Ich rola zaporowa i nadzorcza jest nieoceniona. Ukrainie i Zachodowi nie pozostaje nic innego, jak wierzyć w siłę słów tego porozumienia i powinny się konsekwentnie ich trzymać, bo gra wokół przyczyn i winy zaczyna się od nowa".

"Stuttgarter Zeitung" zaznacza, że "Angela Merkel i Francois Hollande swym zaangażowaniem zrobili bardzo wiele, aby przyszłość Europy nie jawiła się tak ponuro. Ale po nieprzespanej nocy ich misja jeszcze nie jest skończona. Teraz dopiero zaczynają się pertraktacje o przyszłości Ukrainy. Do tej pory udało im się tylko trochę zyskać na czasie. Trochę czasu, w którym waszyngtońskie jastrzębie nie będą mogły zebrać następnych argumentów za dostawami broni na Ukrainę. Trochę czasu dla wypracowania rozwiązania politycznego. Czasu, w którym ludność cywilna Ukrainy, miejmy nadzieję, będzie mogła spać bez huku dział".

O perspektywach pisze "Frankfurter Rundschau": "Na Poroszenkę i Putina czekają kolosalne, ale bardzo różne, zadania. Nawet, jeżeli porozumienie z Mińska będzie trwałe, Ukraina tkwi w głębokim kryzysie. Poroszenko będzie musiał zdecentralizować swój kraj, będzie musiał zadłużyć się w MFW i UE; Ukraińcy poczują, że wolność w pojęciu zachodnim oznacza przede wszystkim wolność gospodarki, ze wszystkimi wadami po stronie socjalnej. Ale już teraz w Kijowie jest wiele demokratycznych nurtów, młodzi Ukraińcy są świadomi, że to oni mają zmienić ten kraj a nie jakiś łaskawy władca. W 24 lata po ZSRR Ukraina wie, że jej przyszłości nie zagwarantują autokraci. Rosja musi to dopiero pojąć".

opr. Małgorzata Matzke