1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa o spotkaniu Merkel-Grupa Wyszehradzka: "Mission impossible"

Sobotnie (27.08.16) wydania niemieckich dzienników komentują warszawskie rozmowy Angeli Merkel z premierami państw Grupy Wyszehradzkiej. Podkreślają, że był to najtrudniejszy etap europejskiej podróży kanclerz.

„Przeszłość nie komplikuje już tak dalece stosunków między Niemcami a Polską i Czechami jak 20 lat temu” – zauważa konserwatywna „Frankfurfer Allgemeine Zeitung”. „Większym obciążeniem stała się przyszłość. Większość mieszkańców Europy środkowowschodniej obserwuje plany »zacieśnionej współpracy« Unii Europejskiej z nie mniejszym od Anglików sceptycyzmem. Wprawdzie porównanie brukselskiej »władzy biurokratów« z doktryną Breżniewa jest przesadą, ale pokazuje ono, jak powszechne na wschodzie UE jest poczucie bycia skazanym, również w UE, na dyktat z zewnątrz. Nic nie wzmacnia tego uczucia bardziej niż polityka migracyjna Merkel i jej pomysł rozlokowania migrantów również w krajach, które absolutnie tego nie chcą. Niemcy straciły przez to opinię promotora i orędownika swoich wschodnich sąsiadów. Opinię, którą wypracował Kohl i którą długo pielęgnowała Merkel. Również wynikające z tego osłabienie niemieckich wpływów na Wschodzie jest częścią wysokiej ceny, którą Merkel musiała zapłacić za swoją politykę otwartości".

Nieufni wobec Berlina

Z kolei dziennik „Sueddeutsche Zeitung”, relacjonując spotkanie w Warszawie, pyta, czy „UE chce w ogóle ratunku ze strony Angeli Merkel?”. „Szczególnie w krajach Europy Wschodniej sceptycyzm wobec kursu Berlina jest wielki. Powróciły stare obawy przed niemiecką dominacją i dyktatem. Tym bardziej, że po opuszczeniu UE przez Wielką Brytanię Niemcy są jedynym wielkim krajem, który nie ma problemów gospodarczych. Z drugiej strony wiele krajów UE oczekuje, że Merkel jako najpotężniejsza i najbardziej doświadczona szefowa rządu przejmie inicjatywę”. Gazeta nadmienia również, że rząd w Warszawie „spoglądając w stronę Rosji” zainteresowany jest zacieśnieniem współpracy europejskiej w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony. Poza tym – podobnie jak Węgry – obawia się uszczuplenia dotacji z Brukseli.

Przypomnieć Polsce o miłości bliźniego

Lokalna „Landeszeitung“ z Lueneburga pyta ostro: "Czy państwa Grupy Wyszehradzkiej zapomniały już własną historię? Czy to właśnie z powodu ich powojennej historii jest tam jak jest? Obawa przed obcymi, budowanie zasieków z drutu kolczastego, brak solidarności (...)? Tylko, że partnerstwo w UE znaczy brać, ale i dawać”. Pierwsze dotyczy przyjęcia uchodźców i nie jest „niemieckim hobby” czy następstwem „głupoty kanclerz” – uważa dziennik. Kończy pytaniem: „Może trzeba sobie przypomnieć w katolickiej Polsce o takich pojęciach jak miłość bliźniego, współczucie czy humanitaryzm?".

Dezaprobata kursu Merkel

Z kolei regionalny dziennik Rheinpfalz“ z Ludwigshafen zauważa, że „Brexit był pewnego rodzajem katalizatorem, który przyspieszył i tak już niezbędną dyskusję na temat przyszłości Europy. Dyskusję, w której obecnie jest więcej rozbieżności niż wspólnych stanowisk. A ponieważ nadchodzące miesiące mogą być znamienne dla losu Wspólnoty, Merkel postąpiła właściwie, włączając do rozmów – wbrew wcześniejszym zwyczajom – nie tylko tych »wielkich«, ale i średnie i małe kraje UE. Trwający kryzys migracyjny, walka z terrorem, który dotarł do Europy, bezrobocie w krajach Unii (...), ogromne zadłużenie niektórych państw członkowskich – trudnych i kontrowersyjnych tematów w UE nie brakuje. W niektórych kwestiach, takich jak migranci, kurs Merkel napotyka na sceptycyzm europejskich partnerów, a nawet otwartą dezaprobatę. Kanclerz odczuła to wyraźnie w Warszawie. W takich momentach jej podróż wydaje się być »mission impossible«".

Pytania bez odpowiedzi

Podobnie komentuje regionalny dziennik „Hessische Niedersaechsische Allgemeine“ z Hesji: „Przede wszystkim na Wschodzie kanclerz przekonała się, że Unia Europejska nie jest żadną wspólnotą wartości, tylko rządzonym przez narodowe interesy sojuszem z rozsądku. W kwestii polityki migracyjnej Merkel jest odizolowana i działa jako petent. Teraz znowu. Jej wschodnioeuropejscy koledzy wolą mówić o – wspólnych – chociażby programach walki z bezrobociem. Oczywiście korzystają na tym zjadacze najlepszych kąsków. Ale o kwotach uchodźców nie chcą słyszeć. Czeski premier Sobotka wyprasza sobie jakiejkolwiek ingerencji w tej kwestii, a Orban zapowiada budowę nowego ogrodzenia. To z kolei jest tak dalekie od rozwiązania problemu jak ogólnikowe »damy radę« Merkel. Uchodźcy dalej będą przybywać do Europy. Przez Morze Śródziemne, w tym roku było ich 94 tys., z tego ponad 3 tys. utonęło. Granice są zamknięte, ale wszystkie inne kwestie - otwarte".

opr. Katarzyna Domagała