Niemiecka prasa o Grecji: „Czy my właściwie nie trafiliśmy do wariatkowa?” | Prasa | DW | 08.07.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa o Grecji: „Czy my właściwie nie trafiliśmy do wariatkowa?”

Niemiecka prasa kolejny dzień analizuje grecki kryzys, ale dziś już w mniej spokojnym i cierpliwym tonie.

„Die Welt” komentuje:

"Unia walutowa to trwający wciąż eksperyment, z żywymi aktorami, w niejednoczesności. Kryteria z Maastricht powinny wymuszać jedność. Najmniej powiodło się to w Grecji. Jedna waluta, której wartość nie jest oparta na złocie, opiera się jedynie na tolerancji i zaufaniu – na niczym więcej. Kiedy obie te rzeczy się zdmuchnie, najpierw tracimy walutę, a potem zaufanie do projektu europejskiego, banku centralnego, rządu i demokracji. To pytania, które się kryją za tą wartą miliardy opieką paliatywną. Wielu Europejczyków, a zwłaszcza przeczulonych na sprawy finansowe Niemców, jest przeciw polityce pomocowej ze strony instytucji (EBC, MFW, KE), których nazw w Atenach już się nawet nie wymawia. Tak dalej się po prostu nie da".

„Bild” pokrzykuje:

"W niedzielę Grecy w swojej znaczącej większoćci powiedzieli NIE! NIE reformom, NIE oszczędnościom i w związku z tym NIE także dalszej pomocy ze strony państw eurogrupy. I co robi Europa? Wprost prosi rząd Grecji na specjalnych szczytach o propozycje reform… Czy my właściwie nie trafiliśmy do wariatkowa? Komisja Europejska musi w końcu pojąć: Grecja nie życzy sobie waszej polityki 'Miliardy pomocy jako wyraz wdzięczności za reformy'! Referendum udowodniło to wyraźnie. Dlatego kolejne szczyty kryzysowe i negocjacje to nic więcej jak marnowanie czasu. I całkowite ignorowanie tego, czego naród grecki naprawdę chce. Zamiast martwić się wyłącznie o Grecję, czołowi politycy europejscy powinni w końcu zabrać się za to, po co zostali wybrani: zatroszczyć się o problemy w swoich własnych krajach!"

„Kölner Stadt-Anzeiger” zauważa:

"Pod koniec zeszłego tygodnia Ateny zerwały negocjacje z państwami strefy euro, pozyskały mandat społeczny i przeciwstawiły się partnerom swoim NIE. I to NIE wobec wspólnoty i jej reguł padło w eurogrupie, której istotą jest właśnie szukanie kompromisu. Dlaczego jeszcze ze sobą rozmawiamy? Bo Grecja to kraj strategicznie ważny, leżący na południowo-wschodniej granicy Europy. Bo słabi i biedni cierpią przez nieudolność politycznych elit. Bo Grecja to część Europy i nie może popaść w nędzę i niestabilność. Jednak odpowiedzialność innych 27 państw za jeden kraj gdzieś się przecież kończy, a zaczyna odpowiedzialność za siebie".

„Neue Osnabrücker Zeitung” analizuje:

"Słowacy są zdecydowanie przeciw umarzaniu długu Grecji, Francuzi chcą bezwarunkowo zatrzymać to zadłużone państwo w strefie euro, z kolei dla Łotyszów wyrzucenie Grecji jest całkiem możliwe. Tylko te trzy stanowiska pokazują, że nieważne, jakie propozycje reform Grecy położą teraz na stół, dyskusja i tak będzie burzliwa. Zbyt podzielone są zdania co do tego, jak poradzić sobie z greckim kryzysem. Dlatego to jest moment Angeli Merkel. To na niej spocznie obowiązek pośredniczenia między Grekami a partnerami ze strefy euro. Będzie musiała szukać kompromisu między dobrem 11 mln Greków i 320 mln reszty mieszkańców strefy euro. Prawdziwe zadanie dla Herkulesa".

„Thüringische Landeszeitung” ocenia:

"Nie można wyobrazić sobie rozwązania problemu bez udziału Aten. I bez nich nie da się odzyskać zaufania wewnątrz UE, które zniszczył przede wszystkim wybór Tsiprasa. A pomimo tego wczoraj wszystko wyglądało tak, jakby Ateny nadal obstawały przy swojej taktyce i trikach".

„Rhein-Neckar-Zeitung” pisze:

"Jedna pierś nie jest w stanie pomieścić tyle różnych serc, ile teraz bije w Europie dla Grecji. Dla jednych konsekwentne unikanie reform to działanie taktyczne i tak przedstawiał je wczoraj nowy minister finansów Tsakalotos. Jak i, oczywiście, to uparte NIE z niedzieli. Z drugiej strony widać współczucie dla Greków i strach przed fatalnymi skutkami, jakie Grexit miałby i dla samej Grecji i być może dla reszty Europy. W końcu i gniew, że euro miałoby paść ofiarą szturmu rządu Tsiprasa".

opr. Monika Margraf