1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa o G7: Zachód musi uznać swoją bezsilność

Niemiecka prasa nie pozostawia właściwie suchej nitki na szczycie G7, który odbywał się w Japonii.

„Neue Osnabruecker Zeitung” zaznacza: „Eliminując Rosję, grupa państw G7 z globalnego klubu liderów znowu stała się tym, co wydawało się być przezwyciężone: Zachodem. Tylko i wyłącznie Zachodem, który musi przyjąć do wiadomości swoją własną bezsilność. Po pierwsze, ze względu na coraz większe znaczenie Chin, Ameryki Południowej i Rosji w globalnej polityce. Po drugie, ponieważ nie był on w stanie się zintegrować: z jednej strony na zewnątrz, w stosunku do wymienionych już, coraz silniejszych centrów władzy w wielobiegunowym świecie. I z drugiej strony - do wewnątrz. Także ideologicznie Zachód nie jest na dobrej drodze. Zamiast gwarantować maksimum wolności, zdecydował się na reglementację i sankcje. Zamiast wspierać kreatywność i osiągnięcia, woli alimentować i lamentować”.

„Trierischer Volksfreund” pisze: „Dużo hałasu, mało wyników - takie wrażenie w tym roku pozostawi po sobie szczyt G7 u większości ludzi. I faktycznie, w Japonii uchwalono wiele, tyle że są to same oczywistości. To, że się wspiera wolny handel. To, że ruchy migracyjne są globalnym problemem. To, że będą utrzymane sankcje wobec Rosji czy nawet zostaną one zaostrzone, jeżeli nie skończy się wojna w Donbasie. To, że trzeba realizować porozumienie klimatyczne z Paryża, i tak dalej, i tak dalej. Ale rozczarowany może być tylko ten, kto za dużo oczekiwał”.

„Mitteldeutsche Zeitung” także krytycznie ocenia: „Takie spotkania na szczycie, które w latach 70-tych zainicjowali niemiecki kanclerz Helmut Schmidt i były francuski prezydent Valery Giscard d'Estaing, teraz sprawiają wrażenie nieprzystających do współczesnych czasów. Są to spotkania zachodniego klubu uprzemysłowionych nacji, które łączą wspólne wartości. Ale bardziej celebruje się tu piękne zdjęcia sadzących drzewka polityków czy delikatną prezentację japońskiego nacjonalizmu w wykonaniu gospodarza Shinzo Abe, niż rzeczywiście podejmuje konkretne i skuteczne uchwały. W Japonii miała miejsce dyplomacja jak z pocztówki w miejsce strategii, jak rozwiązać kryzysy. Nie jest to niczym nowym na spotkaniach G7, ale tymczasem jest to już nużące i nudne”.

„Mannheimer Morgen” uważa nieco mniej krytycznie: „Wartość szczytów, takich jak spotkanie w Ise-Shima, staje się wyraźne, kiedy można sobie wyobrazić, że siedem najważniejszych, demokratycznie rządzonych państw uprzemysłowionych w ważnych kwestiach mogłoby działać przeciwko sobie. Wtedy świat byłby o wiele mniej stabilny i dużo więcej szans miałyby państwa, które siłą walczą o swoją część. Udział w tym szczycie opłacał się także Niemcom, jeżeli weźmie się pod uwagę wspólną, 3,6-miliardową pomoc na rzecz odbudowy Iraku, jednego z głównych krajów pochodzenia uchodźców. Albo wspólne ostrzeżenie przed Brexitem. Jeszcze bardziej przekonujące, i to na skalę globalną, byłyby szczyty G7, gdyby wszystkie te piękne zasady ustalane co roku w eleganckim otoczeniu, były z pełną konsekwencją stosowane przez samych uczestników szczytów. Na przykład w kwestii ochrony klimatu czy kontroli rynków finansowych, przyniosłoby to bardzo wiele”.

Opr.: Małgorzata Matzke