Niemiecka prasa o Farage′u: Tchórz ucieka | Prasa | DW | 04.07.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa o Farage'u: Tchórz ucieka

Nigel Farage, jedna z twarzy kampani antyunijnej, ogłosił w poniedziałek, że rezygnuje z przewodzenia swojej partii, prawicowo-populistycznej UKIP. To główny temat komentarzy we wtorkowej (5.07.16) prasie.

"Frankfurter Rundschau" pisze, że: "Rezygnacją szef UKIP Nigel Farage kontynuuje swoją podejrzaną politykę. Swoimi argumentami całymi latami rozniecał strach przed UE i poprzez puste obietnice pchał do Brexitu. Teraz populista osiągnął cel i nic sobie nie robi z odpowiedzialności - zupełnie jak jego duchowy brat Boris Johnson. Oni nie mają przecież pojęcia, jak mogliby wyciągnąć swój kraj z tego największego po II wojnie światowej kryzysu, który zawdzięcza właśnie nim. Ale jeszcze bardziej oburzające jest to, że zwolennicy UE nie zdołali powstrzymać Brexitu. Nie wystąpili do tej pory przeciw eurosceptykom z żadnymi dobrymi argumentami. Pozostaje mieć nadzieję, że odpowiedzialni w końcu tak poprzestawiają UE, że problemy obywateli zostaną rozwiązane. Wtedy Brexit nareszcie do czegoś by się przydał".

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" uważa, że: "Rezygnacja Nigela Farage'a wyszła nieco inaczej niż ta Borisa Johnsona, nawet jeśli obaj są najbardziej znanymi przywódcami obozu Brexitu. Johnson zrezygnował z walki o fotel premiera. To już bardzo nietypowe dla zawodowego polityka. W przeciwieństwie do niego Farage nie miał żadnej perspektywy dojścia do wielkiej władzy w Zjednoczonym Królewstwie czy tym, co z niego zostanie. Jedynym tematem dla jego "partii niepodległości" było wystąpienie z UE. W niższej izbie parlamentu nie odgrywa ona żadnej roli, z Parlamentu Europejskiego zostanie wycięta po cofnięciu brytyjskiego członkostwa. Te dwa brytyjskie lekkoduchy pokazały przynajmniej opinii publicznej w Europie, że wielkie hasła i wielkie czyny to dwie różne rzeczy".

"Tageszeitung" stwierdza, że "To zupelnie niezrozumiałe, jak niektórzy zwolennicy Unii denerwują się z powodu rezygnacji Nigela Farage'a. Mylnie uważają szefa UKIP za jakiegoś znaczącego politycznego gracza. Od jakiej to roli tchórzliwie tak ucieka przywódca partii, która w brytyjskim parlamencie ma całe jedno miejsce, a w oficjalnej kampanii za wystąpieniem z UE odgrywała marginalną rolę? Jego partia staje się zbędna - wypełniła swoje historyczne zadanie. Brexit to nie dzieło prawicy, która - jak to sobie niektórzy wyobrażają - w przewrotny sposób wyprowadziła w pole wyborców. Ma przyczyny w decyzji ludności z innego środowiska i obozu politycznego. Ona zagłosowała za Brexitem nie z powodu Farage'a, ale mimo niego. Zwolennicy UE nie chcą tego przyznać, bo nie chcą dostrzec własnego błędu. O wiele łatwiej jest zrzucić wszystko na złych prawicowach populistów".

Regionalna "Märkische Oderzeitung" konstatuje: "Najpierw premier David Cameron, który swoją rezygnację ogłosił zaraz po referendum. Potem Boris Johnson, który może służyć za twarz kampanii za wystąpieniem z UE. W końcu przywódca Partii Niepodległości. Co za cios ze strony polityków, którzy wykuli dla swojego kraju taką historyczną zmianę, a teraz tylko otrzepują się z pyłu. Trzej mężczyźni - polityk z przekonaniami, polityk władzy i oportunista. A jednak to jedno ich łączy: po cichu uciekają zamiast przeprowadzić to, za co ponoszą odpowiedzialność, i działać zgodnie z wolą ludzi. Brexit wydaje się niszczyć bardziej niż wizja europejska".

Opr. Monika Margraf