Niemiecka prasa: na ile państwu wolno ograniczyć prawa podstawowe obywateli? | Echa polskie | DW | 15.01.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

Niemiecka prasa: na ile państwu wolno ograniczyć prawa podstawowe obywateli?

Czwartkowe (15.01.15) wydania dzienników niemieckich zastanawiają się nad skutecznością wprowadzenia planowanych przez rząd niemiecki zmian ustawowych, mających ułatwić walkę z terroryzmem.

Saarbrücker Zeitung” pisze, że: „Odbieranie dowodów osobistych jest na pewno jednym z zabiegów, aby ograniczyć podróże dżihadystów, chociaż nie gwarantuje to oczywiście, że uda się im całkowicie zapobiec. Dziwne, że rząd niemiecki tak długo zwlekał z tym projektem ustawy. Już latem ubiegłego roku, kiedy donoszono o kolejnych sukcesach »Państwa Islamskiego«, przyjęto rezolucję RB ONZ, która wzywa wszystkie kraje do zapobiegania napływowi bojowników do PI. Niemcy znalazły się, cztery miesiące później, zaledwie na początku procesu legislacyjnego do pierwszej ustawy. Gdyż po wczorajszym posiedzeniu gabinetu, kolej przyjdzie na Bundestag. A to może potrwać”.

Neue Osnabrücker Zeitung” sądzi, że: „Planowane zmiany ustawy o zasadach podróżowania narzucają pytania o to, jak daleko państwo może się posunąć, by zapobiegać terrorowi, na ile wolno mu ograniczyć prawa podstawowe obywateli, w tym przypadku swobodę przemieszczania się.

Rząd RFN zdecydował się na odbieranie dowodu osobistego radykalnym islamistom. Przemawiają za tym słuszne powody. Chociażby to, że samo odebranie paszportu nie wystarczało, aby uniemożliwić wyjazd na tereny objęte walkami w Iraku czy Syrii. Poza tym nie ma jeszcze też żadnych konstytucyjnych wątpliwości, aby zabronić wyjazdów na mecze za granicą agresywnym chuliganom”.

Volksstimme” stwierdza, że: „Zamach terrorystyczny w Paryżu skutkuje, zgodnie z oczekiwaniami, też zaostrzeniem tutejszego ustawodawstwa z zakresu bezpieczeństwa. Jak zawsze, kiedy pospiesznie składa są nowe regulacje, pachnie to silnie akcjonizmem. Minister sprawiedliwości Heiko Maß chce już uznać za przestępstwo udział szkoleniach terrorystów. Lecz kto, jeśli wolno spytać, rozpowszechni informacje na ten temat, aby władze się o tym dowiedziały? Karanie wspierania finansowego terroryzmu brzmi rozsądnie. Jeśli jednak niemożliwe jest prześledzenie przepływów pieniędzy osób unikających płacenia podatków, jak mają być wykryte konta z pieniędzmi dla terrorystów? Silniej uderzy potencjalnych bojowników islamskich odbieranie dowodu osobistego. Jednakże panaceum na uniemożliwienie wyjazdów na obozy szkoleniowe terrorystów też nie ma. Poza tym pojawia się tu sprawa proporcjonalności: W przypadku niesłusznego podejrzenia, odebranie dokumentu jest samowolą”.

Lübecker Nachrichten” uważa, że: „Dla nadziei, że uda się niektórych odwieść od udziału w dżihadzie, mimo wszystko, warto jednak wprowadzić tę nową regulację. 600 wyjazdów naliczył dotychczas niemiecki wywiad – 30 zaprawionych w walce osób powróciło i stanowią w Niemczech zagrożenie. Do wszystkich odnosi się: służby bezpieczeństwa nie tracą ich z oczu”.

Schwäbische Zeitung” przewiduje, że

„W praktyce planowane zmiany ustawy nie przyniosą dużej poprawy. To samo dotyczy planowanych regulacji wprowadzającej kary za wyjazdy na dżihad. Udowodnienie tego będzie trudne. Czy państwo prawa jest więc bezzębnym tygrysem? Nie. Narzędzia, jakimi dysponują służby bezpieczeństwa są dobre.Tylko jednego brakuje, czyli retencji danych. To, co w innych krajach jest powszechnie stosowane, w Niemczech bojkotuje się z powodów ideologicznych. Co ciekawe jednak, że wielu obywateli bardziej boi się niemieckiego państwa niż internetowego giganta – Googla. A on bez skrupułów zbiera i przechowuje dane”.

Opr. Barbara Cöllen