Niemiecka prasa: Misie panda nie przesłonią innych problemów | Prasa | DW | 06.07.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Misie panda nie przesłonią innych problemów

Szczyt G20 zaczął się pod znakiem pandy. To miłe, ale jednocześnie mylące. Te sympatyczne zwierzaki nie przesłonią ani niemieckich problemów w stosunkach z Chinami, ani innych spraw.

Jak zauważa dziennik "Aachener Nachrichten":

"Kiedy problemy tego świata - od problemu migracyjnego i amerykańskiego protekcjonizmu po nowy kryzys koreański i katastrofę klimatyczną - piętrzą się coraz bardziej, kanclerz Merkel i prezydent Chin Xi Jinping pozują w berlińskim ZOO do zdjęcia z misiami panda, które dawno już by wymarły, gdyby je zostawić samym sobie. Płynie stąd subtelne przesłanie: troszczymy się o wszystkich, troszczymy się też o słabych i wymagających pomocy. Tyle tylko, że dzieje się to wtedy, kiedy w ChRL obrońcy praw człowieka siedzą w więzieniach, a mniejszości, na przykład w Tybecie, są nadal prześladowane". 

Zdaniem "Westfälische Nachrichten" z Münster:

"Szczyt G20 w Hamburgu obejmuje wiele spornych i groźnych spraw, które łatwo mogą przerodzić się w ostry konflikt polityczny. W tej sytuacji para misiów panda jest na wagę złota, bo na chwilę odwraca od nich uwagę opinii publicznej. Dwie pandy w berlińskim ZOO przypominają światu o zaletach dyplomacji w niespokojnych czasach. Chinom służą one dodatkowo za argument. że można z nimi rozmawiać o wszystkim, także o prawach człowieka i dostrzegać w nich nie tylko niezawodnego partnera, ale wręcz kotwicę ładu, który symbolizuje grupa G20. Inni możni tego świata, tacy jak Donald Trum czy Władimir Putin, zdają się mniej to cenić niż Xi Jinping. Płynie stąd wniosek, że może lepiej jest mieć do czynienia z misiami panda niż ze słoniami w składzie porcelany".

"Straubinger Tagblatt/Landshuter Zeitung" pyta:

"Na ile pewne są Chiny jako partner? Czy naprawdę opowiadają się za wolnym handlem? Albo inaczej: co przez to rozumieją? Czy uważają, na przykład, że wolny handel powinien umożliwić im inwestycje na całym świecie i zbierać wszystkie, płynące z tego korzyści, podczas gdy zagraniczni inwestorzy w Chinach powinni w dalszym ciągu podlegać różnym ograniczeniom? Wiele firm zagranicznych musi udostępniać swoje know-how chińskim partnerom, albo zawierać z nimi spółki joit venture. Jak widać, między słowami i czynami rozwiera się przepaść".

A "Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze:

"Z jednej strony zawdzięczamy to obecnemu układowi sił na świecie, ale z drugiej także problemowi, który nazywa się Donald Trump, że w staraniach o rozwiązanie najrozmaitszych skomplikowanych spraw tego świata kanclerz Merkel w coraz większym stopniu opiera się na Chinach. Na ironię zakrawa przy tym fakt, że w stosunkach niemiecko-chińskich najwięcej problemów wiąże się dziś ze współpracą gospodarczą, która wcześniej uchodziła za bezproblemową. Akurat na tym przykładzie widać najlepiej, w jaki sposób uprawia politykę nasz nowy chiński partner, przy czym słowo partner należałoby umieścić w cudzysłowie. Chiny konsekwentnie realizują to, o czym na razie tylko mówi nowy prezydent USA. A mówią China first! To zaś przeszkadza coraz bardziej nawet tym przedstawicielom naszych kół gospodarczych, którzy wcześniej zawsze dyskretnie odwracali oczy od naruszania w Chinach praw człowieka, bo poruszenie tej sprawy mogłoby zaszkodzić ich biznesowi z chińskimi firmami".

Kropkę nad i stawia dziennik "Badische Neueste Nachrichten" z Karlsruhe:

"Właśnie dlatego, że goście są tak skłóceni i trudni, a problemy tak różne i poważne, największym błędem byłoby zrezygnować ze szczytu G20 jako nikomu do niczego niepotrzebnego spektaklu politycznego. Koncepcja tego spotkania pozwala jego uczestnikom przedyskutować w luźnej atmosferze, bez presji w postaci konieczności opublikowania komunikatu końcowego, nawet najtrudniejsze sprawy tego świata na najwyższym stopniu, ale w bardzo osobisty sposób, co ma ogromną zaletę w tak trudnych czasach jak obecne. I komu, jeśli nie naszej czasem aż do bólu pragmatycznej kanclerz, mogłoby się w tych warunkach udać skłonić swych kolegów, od których tak wiele zależy w świecie, do zastanowienia się nad nimi trochę głębiej i inaczej, niż czynią to na co dzień?".

opr. Andrzej Pawlak