Niemiecka prasa: Merkel w ogniu krytyki | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 14.11.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Merkel w ogniu krytyki

Ataki przypuszczane na Angelę Merkel z szeregów jej własnej partii to zupełnie nowa jakość walki o władzę, twierdzą komentatorzy sobotniej (14.11.15) prasy niemieckiej.

Bundeskanzlerin Angela Merkel

Czy jesteśmy właśnie świadkami powolnego demontażu kanclerz Niemiec bez otwartego wotum nieufności?

„Nikt nie potrafi tak doskonale doprowadzać ludzi do białej gorączki jak bawarska chadecja” – przyznaje „Muenchner Merkur”. „Żeby wnerwić protestancką północ Niemiec wystarczy już samo zdjęcie szefa CSU Horsta Seehofera na ekranie telewizora. Ale całe to prężenie muskułów dla demonstracji potęgi Bawarii nie jest w stanie zatrzeć wrażenia, że CSU w kryzysie uchodźczym jawi się jako rozchwiana i prawie zdeterminowana partia. Wynika to z prostej logiki. Kanclerz może i chce rządzić dalej, nawet jeżeli poparcie dla jej CDU miałoby spaść do 30 proc., bo i tak wystarczyłoby to do dalszych rządów wielkiej koalicji”.

Berliński „Tagesspiegel” pyta: „Czy jesteśmy właśnie świadkami powolnego demontażu kanclerz Niemiec bez otwartego wotum nieufności? Jasne jest, że żaden chadecki poseł nie zorganizuje puczu przeciwko szefowej rządu, która pominąwszy jej politykę uchodźczą, wciąż jeszcze według aktualnych sondaży ma poparcie 70 proc. i jako szefowa partii jest bezkonkurencyjna. W ekstremalnej sytuacji Wolfgang Schaeuble mógłby być najwyżej kanclerzem tymczasowym, ale co potem? Temat puczu można więc spokojnie odłożyć ad acta, ale trzeba zająć się tematem korekty kursu”.

„Koelner Stadt-Anzeiger” twierdzi, że „Jest to tylko pozorna debata - ma ona odwrócić uwagę od bezradności niemieckiego rządu. Nie robi się nic, by stymulować budownictwo mieszkaniowe czy powiększyć szkoły, a kursy językowe pozostawia się na łasce prywatnego zaangażowania. Podczas gdy przypuszczalnie setki tysięcy niezarejestrowanych uchodźców błąkają się po Niemczech - a o ich rzeczywistej liczbie Berlin nie ma zielonego pojęcia - 1 listopada weszła w życie ustawa o zaostrzeniu obowiązku meldunkowego. W obecnej sytuacji przepisy te jawią się jakby z księżyca. W kryzysie uchodźczym prowadzimy typowo niemiecką debatę: próbuje się przy pomocy pryncypiów zapanować nad rzeczywistością”.

„Suedwest Presse” z Ulm zaznacza, że „Angela Merkel z jednej strony wciąż powtarza swoją mantrę »damy radę«, z drugiej strony nie uniknie ona pojedynczych korektur kursu w myśl tego, co proponują jej krytycy, ponieważ nie chce stracić jeszcze więcej poparcia i zaufania. Dlatego dzielnie robi dobrą minę do złej gry obydwu swoich samowolnych ministrów, którzy jak żywcem przypominają szefa bawarskich chadeków Horsta Seehofera. To prawda, reputacja Angeli Merkel jest lekko nadszarpnięta w Berlinie i w Europie, i już niewiele brakuje, żeby jej sytuacja zaczęła się chwiać. Jest obiektem otwartych ataków i to z własnych szeregów. Mamy tu do czynienia z zupełnie nową jakością walki o władzę, toczoną przeciwko kobiecie, która jeszcze przed kilkoma tygodniami była najpopularniejszym, i z tego właśnie względu, niezastąpionym politykiem chrześcijańskiej demokracji”.

opr. Małgorzata Matzke