Niemiecka prasa: Europejczycy obojętni na prześladowania chrześcijan | Prasa | DW | 29.03.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Europejczycy obojętni na prześladowania chrześcijan

Niemiecka prasa komentuje we wtorek (29.03.16) zamach w Lahore i krytykuje podejście zachodnich społeczeństw do terroru i prześladowań chrześcijan poza Europą.

Samobójczy zamach w pakistańskim Lahore rozniecił debatę nad celami terrorystów

Samobójczy zamach w pakistańskim Lahore rozniecił debatę nad celami terrorystów

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" z oburzeniem pisze: "Ci zorganizowani mordercy nie chcą równouprawnienia, nie chcą uszanować choćby częściowo porządku demokratycznego ani praw człowieka. Nie chcą, by młodzi ludzie kończyli szkoły i studia. Pakistańscy watażkowie wciąż wykorzystują taki polityczno-religijny ekstremizm do swoich celów i tylko go pobudzają, czego wynikiem są liczne ofiary. Jak wiele mogłoby się zmienić, gdyby premier Nawaz Sharif chciał zniszczyć nie tylko infrastrukturę terrorystyczną, lecz również zwalczać zagrażające naszemu stylowi życia ekstremistyczne postawy. To zagrożenie o charakterze globalnym, co pokazują ostatnie tragedie. Zamachowcy-samobójcy są katami służącymi islamistycznej ideologii przemocy, a ci, którzy za nimi stoją, ich propagandystami".

"Bild-Zeitung" grzmi: "Młodzi ludzie w imię religii detonują bomby w naszych miastach, w imieniu ich Boga zabijając niewinnych. A my? Szukamy wyjaśnień, rozpoczynamy debaty o »przyczynach przemocy«; a to trudne dzieciństwo wielu imigrantów na pełnych beznadziei przedmieściach, a to patologiczne rodziny i getta podawane są jako źródła terroryzmu. Prawda jednak jest całkiem inna: KAŻDY człowiek ma wolną wolę. Może przeżyć życie bez przestępstw, korzystając na przykład z pomocy społecznej. Może też wejść na drogę terroru. Ale żeby czynić za to odpowiedzialnym Boga, pochodzenie lub środowisko, to niedorzeczne. Odpowiedź jest całkiem prosta: to kwestia wyboru między DOBREM a ZŁEM".

"Neue Westfälische" pisze: "Zdobycie Palmiry przez syryjskie oddziały rządowe i ich sukces w walce z Państwem Islamskim zostało przyjęte na świecie z mniejszym lub większym zadowoleniem: terror stracił tam grunt pod nogami. Być może. Nie należy jednak oczekiwać polepszenia sytuacji, ponieważ jeszcze kilka miesięcy temu reżim Asada był potępiany przez państwa demokratyczne. Pozwalał przecież na bombardowania i torturowanie swoich obywateli. Ogłaszanie go teraz z wyrazami sympatii wyzwolicielem budzi pewien niesmak. To coś podobnego jak żałoba po zamachach w Brukseli przy jednoczesnej obojętności wobec ofiar ataków w Stambule i Lahore. Dopóki cały ten chaos jest nam oszczędzony, w sumie wszystko nam jedno. Zachód powinien jednak się zastanowić i to poważnie. Nasze kondolencje bowiem wydają się nieszczere".

"Volksstimme" komentuje: "Terror islamistów pochłania ofiary, nie tylko w Europie. Teraz doświadczył tego muzułmański Pakistan. Celem szalonych zamachowców-samobójców mieli być chrześcijanie, ale ucierpieli też wyznawcy Allaha. Talibowie uderzyli także w Afganistanie, ostrzeliwując rakietami budynki parlamentu w Kabulu. Doniesienia z Syrii mogłyby zostać przyjęte jako promyk nadziei. Tak zwane Państwo Islamskie straciło Palmyrę, ponosząc sromotną klęskę. Dzięki temu uniknięto dalszego niszczenia pomników światowego dziedzictwa. Ponadto, ucierpiał roztoczony wokół terrorystów przez nich samych mit o ich ciągłych zwycięstwach i poszerzaniu terytorium. A jednak, wojna z terroryzmem wciąż jeszcze jest daleka od wygranej. Można się tylko cieszyć z tego, że skłócone Państwo Islamskie, Al-Kaida i talibowie jeszcze się nie zjednoczyli".

"Nürnberger Zeitung" dodaje: "I znowu, na przykładzie religijnie motywowanego zamachu z Lahore, widać, jak katastrofalną rolę odgrywa polityka. Talibańskie ugrupowanie Jamaat-ul-Ahrar chciało w ten sposób zademonstrować rządowi swoją siłę i przestrzec przed dalszymi prześladowaniami: wzięcie chrześcijan na celownik pokazuje nową formę terroru religijno-politycznego, z oczekiwaniem na poparcie ze strony wpływowych ośrodków nauczania islamskiego. Te jednak tradycyjnie dystansują się od takiego rodzaju przemocy. Ale czy to nie trwa za długo? Czy nie powinni raczej publicznie ogłosić, że rozpowszechniony w wahabiźmie pogląd, że zamachowcy jako męczennicy pójdą wprost do nieba, jest nie do pogodzenia z islamem?"

"Schwäbische Zeitung" zwraca uwagę na to, że: "Los prześladowanych chrześcijan w państwach muzułmańskich czy ateistycznych zbyt długo nie interesował Europejczyków. Prześladowanych chrześcijan w Południowym Sudanie, zepchniętych do podziemia chrześcijan w Chinach, chrześcijańską mniejszość w Iranie traktowano tutaj jak niezbyt lubianych krewnych - wierzy się w to samo, czuje się jakoś związanym, ale nie za bardzo się wie, co ze sobą począć. Przy czym ta daleko idąca obojętność Europy na los chrześcijańskich mniejszości czyni ją słabą, ponieważ w ten sposób zapiera się ona swoich chrześcijańskich fundamentów i korzeni. A przecież to obowiązek Europy, by domagać się szczególnej ochrony i organizować ją dla chrześcijan z Iraku, Syrii, Iranu czy właśnie Pakistanu. Bo wszystko jedno, jak zlaicyzowane i poddane zewnętrznym wpływom jest dzisiejsze niemieckie społeczeństwo - opiera się ono na chrześcijańskim pojmowaniu świata.

opr. Dagmara Jakubczak, Bartosz Dudek