Niemiecka prasa: Europa jest niezdolna do działania | Prasa | DW | 26.03.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Europa jest niezdolna do działania

Nie cichną echa ostatnich zamachów w Brukseli. Niemiecka prasa krytykuje nieskutecznych polityków i zastanawia się, jak walczyć z terrorem.

Po zamachach w Brukseli

Po zamachach w Brukseli

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" ogłasza: "W końcu dobrze znamy wroga". Dziennik następnie pisze: "Nawet jeśli nie można przewidzieć, kto nagle zacznie działać jako terrorysta, coś jednak wiadomo o jego środowisku, poglądach oraz ideologii. Kwestią bezpieczeństwa oraz integracji są krytyczne opinie o islamie, bez jednoczesnego włączania w to miejscowych, pokojowo żyjących wiernych. W państwie prawa wolność wyznania jest wysoko cenioną wartością, ale mordowanie i terroryzowanie z imieniem Boga na ustach to zwykła zbrodnia. Przeciwieństwem jest sytuacja, gdy nie ma innej rady niż nasilić przemoc, uznać ją za prawną i niezbędną, i nieważne czy ma się to stać w państwach europejskich, czy w takich jak Syria albo Irak. Na tej zasadzie też oczywiście oparte są działania wojskowe przeciwko Państwu Islamskiemu na jego własnym terenie: zło trzeba tłumić w zarodku".

"Die Welt" ocenia: "Kontrola nad ludzką skłonnością do przemocy jest osiągnięciem cywilizacyjnym. W społeczeństwach Zachodu udało się to tak dobrze, że tamtejsi mieszkańcy zaczęli żyć w iluzji i wierzyć, że przemoc to patologia, z której można wyjść za pomocą terapii. Gdy państwo jednak jest słabe, gdy się załamuje, przemoc pojawia się na nowo i - jak w przypadku Państwa Islamskiego - ustanawiane są cele, które mogą narodzić się tylko w szalonym umyśle. Podczas wielkanocnego spaceru będzie wiele okazji do przemyśleń, z którymi nawykami trzeba zerwać. Może na początek - z oczekiwaniami wobec polityki, która nie może nam zagwarantować powrotu "normalności", mimo wszystkich organów bezpieczeństwa. Uczynność, wiara w Boga i odwaga - w tych czasach sami musimy o to zadbać".

"Märkische Allgemeine" krytykuje: "Ministrowie MSW państw UE, odwracając powszechną uwagę od problemów wewnętrznych, wzywają Parlament Europejski, by poluzować ochronę danych osobowych pasażerów linii lotniczych. Ani jeden szef resortu jednak nie wyjaśnił, dlaczego takie posunięcie jest uzasadnione i miałoby zapobiec zamachom jak te w Brukseli. Sprawcy tej tragedii wprawdzie zaatakowali lotnisko, ale przecież nie potrzeba do tego biletu na samolot. Belgijskie służby bezpieczeństwa najprawdopodobniej nie dały sobie rady z analizą już wcześniej posiadanych informacji. Jeszcze więcej danych to w takim razie bezsensowne rozwiązanie, by bronić się przed zagrożeniem".

Boński "General-Anzeiger" analizuje: "Impet przemian ogarnął Europę w chwili, w której zaczęły się załamywać i rozmywać jej tradycyjne wartości. (…) W południowych krajach Europy szerzy się bezrobocie wśród młodzieży i nie ma nadziei na szybką poprawę tego stanu rzeczy. Na wschodzie kontynentu nasila się obawa przed agresywną polityką mocarstwową Rosji, a w całej Europie rośnie nieufność wobec Niemiec, które nazbyt ochoczo przybrały pozę belfra pouczającego wszystkich dookoła. Pora zatem włączyć rozbieżne interesy w przesycony solidarnością proces wymiany, w którym UE ponownie odnajdzie zagubione poczucie wspólnoty i się przez to wzmocni. Będzie to promyczkiem nadziei na zmiany na lepsze po tragicznych zamachach bombowych w Brukseli“.

"Aachener Zeitung" podsumowuje: "Europa nie radzi sobie ani z uchodźcami uciekającymi przed terrorem Państwa Islamskiego, ani z zamachami bombowymi. Pod względem politycznym okazuje się niezdolna do działania. Utraciła swoją siłę. Nie stara się o nowe sukcesy tylko koncentruje się na tym, co ją dzieli. Poddaje się fali nastrojów nacjonalistycznych i najchętniej przekształciłaby się w twierdzę. Cóż za absurd w roku 2016! Nie jesteśmy już dumni z demokracji, wolności i wartości europejskich. Nie szczycimy się nawet wartościami chrześcijańskimi, które ulegają rozmyciu i deformacjom, głównie wskutek rozpanoszonego konsumpcjonizmu. Coraz chętniej mówimy o tym, co nas dzieli. (…) Nie ma nic wspólnego z europejską dumą, za to bardzo wiele z źle pojętą poprawnością polityczną i równie fałszywą dyplomacją, które każą nam trzymać usta na kłódkę, także wtedy, gdy chcielibyśmy powiedzieć, że coś się nam nie podoba”.

opr. Dagmara Jakubczak

Redakcja poleca