Niemiecka prasa: Czy na Turcji można jeszcze polegać? | Prasa | DW | 19.02.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Czy na Turcji można jeszcze polegać?

Niemiecka prasa pisze o sytuacji w Turcji, która po ostatnich zamachach staje się jeszcze bardziej skomplikowana, także w kontekście konfliktu syryjskiego i kryzysu migracyjnego.

Türkei Anschlag in Ankara brennender Bus

Dwa zamachy miały miejsce 17.02.2016 i przyniosły prawie 30 ofiar śmiertelnych

„Nuernberger Nachrichten” pisze: „Znowu potworne zamachy, wielu zabitych i zapowiedź ostrej reakcji. Od ubiegłego lata Turcja jest uwięziona w spirali przemocy, z której zdaje się nie ma żadnego wyjścia. Fatalna jest kombinacja dwóch splatających się elementów: destabilizującego oddziaływania konfliktu w sąsiedzkiej Syrii i klapek na oczach tureckiego kierownictwa, które utrudniają mu zmianę kursu i kompromis. Dla Europy, a szczególnie dla kanclerz Angeli Merkel, powstaje pytanie, czy w takich warunkach Ankara może pozostać niezawodnym partnerem w kryzysie migracyjnym?"

„Koelner Stadt-Anzeiger” twierdzi, że: „Sytuacja Turcji w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa jest koszmarem, i dodajmy przy tym: jest to też nasz koszmar. Nawet, jeżeli Unia Europejska z taką konsekwencją odmawia Turcji przyjęcia w poczet Unii Europejskiej, jej problemy są europejskimi problemami. UE nie uda się bez Turcji rozwiązać swojego aktualnego problemu nr 1: kryzysu migracyjnego. Niestety polityka tureckiego rządu nie napawa zbytnią badzieją. Koszmar, jaki dręczy ten kraj, Turcja ma na własne życzenie”.

„Die Welt” wyjaśnia, że: „Po części zwaśnionym ze sobą ugrupowaniom kurdyjskim chodzi o władzę i wpływy oraz o ponadnarodową jedność. W tym celu na rękę jest im każdy pakt, nawet z Rosjanami, którzy w Syrii, w imieniu Asada, starają się nalotami bombowymi, stworzyć próżnię władzy, którą potem sami by chętnie wypełnili. Za to, że stawiają czoła Państwu Islamskiemu, kiedyś będą domagać się dywidendy. Ceną będzie przyznanie im jakiejś autonomii. To stoi w sprzeczności z polityką tureckiego państwa, która nie przewiduje ani autonomii, ani pełnej integracji Kurdów. Zamach dostarcza Ankarze tylko pretekstu, by z całą brutalnością prowadzić dalej wojnę z kurdyjską PKK i jej sojusznikami. Jest to eksport syryjskiej wojny domowej i Turcja, będąca członkiem NATO, staje się jedną z walczących stron”.

„Sueddeutsche Zeitung” zaznacza, że „PKK do tej pory unikała przenoszenia swojej krwawej walki do tureckich metropolii. Jeżeli zmieni ona swoją strategię, nad Turcją wisi złowieszcze widmo swego rodzaju wojny domowej. Byłoby to poważnym obciążeniem także dla stosunków Ankary z Waszyngtonem, ponieważ rząd amerykański dozbraja różne oddziały Kurdów w Syrii i Iraku, jako swych partnerów w walce z Państwem Islamskim i docenia ich znaczenie. Najniebezpieczniejsze jest jednak to, że zaostrzy to jeszcze bardziej konflikt między Turcją i Rosją. Na polach walki w Syrii Rosja i Turcja, będąca członkiem NATO, na szczęście nie stają twarzą w twarz, tylko robią to przez swoich wysłanników”.

„Fraenkischer Tag” z Bambergu uważa, że: „Kto apeluje do Turcji, by wreszcie przyznała Kurdom więcej praw i załagodziła nieco konflikt, ten ma teraz w ręku dobre argumenty. Ale kto miałby wywrzeć na Turcję taki nacisk? Kanclerz Merkel, która w kwestii uchodźców jest na dobre i złe skazana na przychylność Turków? Jedno łączy się z drugim. W Turcji i Syrii splatają się etniczne, religijny, geopolityczne i polityczne interesy w tak wielkim stopniu, że może to przyprawić o zawrót głowy. Tylko fakt, że Turcja potrafi żyć z terrorem i jego ofiarami, rozprasza w obecnej chwili największe obawy”.

Opr.: Małgorzata Matzke