1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Brexit może zmniejszyć atrakcyjność antyeuropejskich ideologii

Czwartkowe (30.06.2016) wydania niemieckich gazet komentują wyniki unijnego szczytu oraz dotychczasowe i przyszłe działania UE.

Opiniotwórczy dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze o przyszłych negocjacjach ws. Brexitu: „Niewykluczone, że negocjacje rozwodowe przeobrażą się w ostry konflikt: Swoboda przemieszczania się w obszarze UE jest nietykalnym tabu dla unijnej „27”, a brytyjski rząd oczekuje w tej kwestii ustępstw. Tak więc po rozstaniu w przyszłości nic nie wyjdzie z tej partnerskiej bliskości. Ale co w ogóle z tego wyjdzie? W Londynie, kiedy zrozumiano, jakie są ogólne konsekwencje decyzji podjętej w referendum, snuje się najwidoczniej jakieś szaleńcze rozważania. Czy możliwe jest odwrócenie Brexitu? Dla niemieckiej kanclerz jest to pobożne życzenie (…). Nic się nie zmieni. W obecnej sytuacji trzeba działać rozumnie i w duchu pragmatyzmu, którym kierowali się dotychczas Brytyjczycy. Dla jednych oznacza to niedolewanie już więcej oliwy do ognia, dla innych nierobienie pośmiewiska z partnera”.

Berliński „Tagesspiegel“ pisze, dlaczego Brexit mimo wszystko jest dobry dla UE. „Do Brexitu populiści mogli wprowadzać w błąd swoich i innych. Mogli kultywować to szaleństwo tkania małych sieci z dużych, którymi udawało im się zwabiać więcej ryb. Lecz to nie wystarcza. Alternatywa jest jedna: Wolny i biedny albo w związku i zamożny. To jest dylemat każdego Europejczyka. Rezygnacja z suwerenności mnoży opcje ekonomiczne i zmniejsza liczbę barier handlowych. A wolny i zamożny? To są tylko fantazje eurofobów. Brexit nie jest dobry dla Europy i jest bardzo zły dla Wielkiej Brytanii. Akurat dlatego mógłby on zmniejszyć atrakcyjność antyeuropejskich ideologii. Być może wręcz pojawił się on w odpowiednim czasie, aby zdemaskować autodestrukcyjne impulsy Europy jako niewłaściwe. Na placu Trafalgar Square tysiące Anglików kilka dni temu wznosiło flagi UE na znak protestu przed Brexitem. Kto w przeszłości widział kiedykolwiek takie sceny w Londynie?”

Regionalna „Mittelbayrische Zeitung” z Ratyzbony (Regensburga) dokonuje oceny wspólnego oświadczenia po szczycie UE ws. Brexitu.

„W obliczu wyjątkowości tego dziejowego wydarzenia zdumiewa lapidarność i słabość oświadczenia końcowego. Są tam wzajemne zapewnienia o tym, że wszyscy stoją zwarci i wiedzą, jak podołać wyzwaniom XXI wieku w interesie państw i narodów – cokolwiek to znaczy. Nowego entuzjazmu Europejczyków dla wspólnego projektu nie rozbudzi się słowami trącającymi myszką. Lecz są uzasadnione powody, dla których przysięgi na wierność polityków europejskich brzmią tak bez sensu jak reklama proszku do prania. Gdyby zająć się szczegółami, wtedy ujawnią się różnice nie do przezwyciężenia. A w porównaniu do rożnic interesów, które muszą zostać przezwyciężone na płaszczyźnie europejskiej, wielka koalicja rządząca w Berlinie jest nad wyraz homogeniczną grupą”.

Badische Tagblatt” z Baden-Baden pisze o szczycie UE: „Tak. Bruksela wiele reguluje, być może więcej niż musi. Ale impulsy do tego pochodzą często z krajów narodowych. Ponaglanie do ujednolicania i skarżenie się później na to, co Bruksela wyznacza, jest niestety ogólnie przyjęte. Także populizm, który klasa polityczna chętnie zarzuca tym, którzy przedstawiają wszystko w dużym uproszczeniu. Być może też Brexit pozwoli na zdobycie nowej wiedzy. Unijna „27“-ka wie teraz, co zyskują dzięki trzymaniu razem, i że tego, co zostało osiągnięte, nie można narażać na szwank. Jesienią chcą się znów spotkać w tym samym składzie i razem obradować. Na takie trzeźwe spojrzenie na sprawy można spokojnie zostawić sobie jeszcze więcej czasu”.

Barbara Cöllen (opr.)