Niemcy zastanawiają się nad otwarciem rynku pracy dla Bałkanów Zachodnich. Ale nie bez ograniczeń | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 14.09.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Niemcy zastanawiają się nad otwarciem rynku pracy dla Bałkanów Zachodnich. Ale nie bez ograniczeń

Niemcy zastanawiają się nad częściowym otwarciem rynku pracy dla osób z Bałkanów Zachodnich. Chodzi o roczny kontyngent 20 tys. miejsc pracy. Niektórzy krytykują, że spowoduje to jeszcze większy napływ osób z Bałkanów.

Andrea Nahles

Niemiecka minister pracy Andrea Nahles

W Bośni-Hercegowinie, Serbii, Kosowie, Czarnogórze, Macedonii oraz Albanii powszechne jest przekonanie, że Niemcy to kraj mlekiem i miodem płynący.

W Kosowie – kraju, z którego w ostatnich miesiącach przyjechało do Niemiec najwięcej osób pochodzących z Bałkanów – taka informacja jest postrzegana jako wysłany przez niemiecką minister pracy sygnał obrania kierunku proeuropejskiego. Przewodniczący Izby Gospodarczej Kosowa, podkreśla, że jeśli Berlin rzeczywiście wcieliłby w życie taką ideę, miałoby to pozytywne rezultaty dla Kosowa. – Byłoby to komunikatem, że należymy do Europy – dodaje Safet Gerxhaliu. – Miałoby to także wymiar gospodarczy. Jeśli nie ma inwestycji bezpośrednich w Kosowie, niektóre procesy można tu rozpocząć lub przyspieszyć właśnie w taki sposób – podkreśla przedsiębiorca.

Sytuacja ekonomiczna Kosowa nie jest dobra, a zagraniczne firmy inwestują tu coraz mniej. Taka decyzja Niemiec byłaby więc dla wielu młodych ludzi w Kosowie szansą na przyszłość – tłumaczy Safet Gerxhaliu.

Deutschland Konjunktur (Symbolbild)

Niemiecka gospodarka czeka na nową siłę roboczą

Kto raz wyjedzie, ten nigdy nie wraca

Macedońska profesor ekonomii Marija Zarezankova-Potevska jest nastawiona mniej entuzjastycznie. Ostrzega bowiem, że inicjatywa niemieckiej minister Andrei Nahles (SPD) może mieć negatywne skutki dla krajów Bałkanów Zachodnich, gdyż wywołałaby bezpośredni odpływ siły roboczej. Z jednej strony, dałoby to krótkotrwałe wytchnienie ekonomiczne w tych państwach. Wyjechaliby bowiem także robotnicy niewykwalifikowani oraz bezrobotni. Z drugiej strony jednak, mogłoby to doprowadzić do zmian w strukturze demograficznej, ponieważ „nie są to duże kraje i nie ma tam licznej populacji”. Profesor przestrzega: jeśli pozwoli się na to, by wykształceni ludzie wyjechali, trzeba także mieć świadomość, że nigdy nie wrócą. Dlatego bardzo ważne jest to, by znaleźć dla nich długotrwałe rozwiązania w ich rodzinnych krajach.

Według ekspertów zamiar minister Andrei Nahles, aby udostępnić 20 tys. miejsc pracy rocznie dla osób z Bałkanów Zachodnich, jest zrozumiały. Ekspert ds. rynku pracy w Bośni-Hercegowinie Erol Mujanović uzasadnia to uwarunkowaniami historycznymi oraz kulturowo-społecznymi. - Imigranci z Bałkanów zdążyli udowodnić, że są pracowici i dobrze integrują się w Niemczech. Taka siła robocza oznaczałaby dla niemieckiej gospodarki „całkowity zysk” – dodaje Mujanović.

Także on ma świadomość, że mogłoby wyjechać z tego regionu wiele młodych i dobrze wykształconych osób, co oznaczałoby stratę dla krajów ich pochodzenia. – Bez wątpienia lepiej jednak pracować w Niemczech, zamiast być bezrobotnym w Bośni-Hercegowinie – zaznacza ekspert. Erol Mujanović przypomina, że dla kraju oznaczałoby to również dopływ dewiz oraz inwestycje tych, którzy wrócili w rodzinne strony, a tym samym rozruszanie gospodarki.

Daleko od „tych przeklętych Bałkanów”

Przewidywania Erola Mijanovicia odzwierciedlają opinię dużej części społeczeństwa. Od lat kraje te nękane są wysokim bezrobociem, przede wszystkim wśród młodych ludzi. W samej Bożni-Hercegowinie wskaźnik bezrobocia wśród młodego pokolenia wynosi ok. 50 proc. Kosowo wciąż należy na najbiedniejszych państw Europy, a perspektywy młodych ludzi w Macedonii, Albanii oraz Serbii też nie wyglądają najlepiej.

Erol Mujanović Experte Bosnien und Herzegowina

Ekspert od rynku pracy w Bośni-Hercegowinie Erol Mujanović: Imigranci z Bałkanów udowodnili, że są pracowici

Po opublikowaniu pomysłu minister pracy Nahles pełno jest w internecie pozytywnych reakcji. Jak napisał na Facebooku student z Sarajewa, wyjechałby natychmiast, by już „nie musieć oglądać lokalnych polityków”. – Chcę pojechać daleko od tych przeklętych Bałkanów – dodał student z Bośni-Hercegowiny. Inni jednak uważają pomysł określenia liczby miejsca pracy za nienajlepszy i podkreślają, że należy po prostu szukać pracy w Niemczech bez takich ograniczeń.

Wiadomości rozchodzą się szybko na portalach społecznościowych

W sieciach społecznościowych umieszczane są przede wszystkim komentarze tych, którzy już szukali pracy w Niemczech. Często podkreślają, że jest tam wiele obwarunkowań. Na facebookowej stronie redakcji serbskiej Deutsche Welle widać, że informacja o inicjatywie niemieckiej minister została udostępniona ponad sto razy.

Marina Martinovic / Dagmara Jakubczak