1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Niemcy: Strach przed jądrówkami u sąsiadów

30 lat po katastrofie w Czarnobylu i 5 lat po Fukushimie Niemcy z coraz większym niepokojem patrzą na swoich zachodnich sąsiadów. Najwięcej obaw przysparzają obecnie elektrownie jądrowe w Belgii.

Windmühle bei Antwerpen Belgien Kühlturm Atomkraftwerk Doel

Elektrownia Doel pod Antwerpią

Seria awarii w przestarzałych, belgijskich elektrowniach atomowych zdaje się nie mieć końca. W grudniu 2015 w reaktorze Doel 3 koło Antwerpii odkryto wyciek wody z generatora, reaktor został czasowo odłączony. W ostatni czwartek, 21 kwietnia pojawiła się wiadomość, że ten sam Doel 3 został wyłączony podczas rutynowej kontroli. – Jest to normalna procedura, jeżeli pojawia się coś nietypowego – powiedziała rzeczniczka operatora elektrowni Electrabel. Po krótkim przestoju reaktor jest dalej w ruchu.

Belgia eksploatuje siedem reaktorów jądrowych. Najmłodszy ma dobre 30 lat, najstarszy ponad 40. W ciągu ostatnich dwóch lat poszczególne reaktory musiały zostać wyłączone co najmniej dziesięć razy. Powodem były różne problemy techniczne lub mniejsze awarie, w tym pożar; tylko w bieżącym roku wyłączano je awaryjnie już czterokrotnie.

Niemiecka minister środowiska, ochrony przyrody i bezpieczeństwa reaktorów Barbara Hendricks kolejny raz wezwała w minionym tygodniu belgijski rząd, by wyłączył reaktory Doel 3 i Tihange 2 pod Liège. Przynajmniej do czasu, dopóki nie zostaną wyjaśnione „otwarte kwestie dotyczące bezpieczeństwa”. O najnowszym wyłączeniu Doel 3 minister nawet jeszcze wówczas nie wiedziała.

Tihange, gdzie już od marca 2014 wiadomo o rysach, jakie pojawiły się w zbiornikach ciśnieniowych reaktorów, leży tylko 70 km od Akwizgranu. Doel 150 km od niemiecko-belgijskiej granicy. Także w reaktorze Doel 3 znaleziono w zbiornikach rysy.

Belgien Demo Tihange Atomkraftwerk

Protest przeciwko dalszej eksploatacji eletrowni Tihange, Belgia, marzec 2015

Z zarządu do nadzoru atomowego

W odpowiedzi belgijski urząd nadzoru nuklearnego AFCN poinformował min. Hendricks, iż przeprowadzone w obydwu reaktorach stress testy i konsultacje z UE, z Agencją Energii Jądrowej OECD i z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej wykazały, że reaktory „odpowiadają międzynarodowym normom bezpieczeństwa”.

“Nasi niemieccy koledzy zadali wiele pytań, ale nie było w nich niczego, czym byśmy się już nie zajmowali podczas przeprowadzanych przez nas kontroli Doel 3 i Tihange 2” – napisał w oświadczeniu prasowym dyrektor AFCN Jan Bens. „Dlatego nie widzimy powodu, by wyłączyć obydwa reaktory” – dodał Bens.

Jean-Marc Nollet Porträt Brüssel Belgien

Polityk Zielonych Nollet: „Jest to poważny problem“

– To nieprawda – stwierdza belgijski polityk Zielonych Jean-Marc Nollet. Jego zdaniem brakuje szczegółowych badań, które są potrzebne do podjęcia decyzji o uruchomieniu reaktorów po przestoju. W rozmowie z Deutsche Welle Nollet wskazuje też, że dyrektor urzędu nadzoru nuklearnego Bens w latach 2004–2008 był szefem elektrowni Doel. Zdaniem Nolleta jest to „jaskrawy przykład konfliktu interesów”.

W posiadanym przez Deutsche Welle piśmie z 2005 roku, przeznaczonym tylko do wewnętrznego użytku, Bens napisał, iż jego celem jest przekonanie belgijskiej opinii publicznej i polityków, że eksploatowane od roku 1974 i 1975 reaktory Doel 1 i 2 „są w stanie pracować przez następnych 30 lat”.

Nollet uważa, że Bens, który jako szef kompleksu sam był odpowiedzialny za bieżące przeglądy i modernizację, musi teraz zadecydować, czy mimo to pozwoli na dalszą eksploatację reaktorów Doel. – Jest to poważny problem – uważa Jean-Marc Nollet.

Codziennie tu pracuję

Els De Clercq, rzeczniczka elektrowni jądrowej Doel jest przekonana, że mimo zarzutu o konflikt interesów, Jan Bens bardzo poważnie traktuje swoją rolę szefa urzędu nadzoru nuklearnego. Wyjaśnia przy tym, że w takim małym kraju jak Belgia nie jest niczym nadzwyczajnym, jeżeli znawcy techniki jądrowej pełnią funkcje w różnych gałęziach tej branży. Rzeczniczka argumentuje też, że AFCN dba o przestrzeganie surowych norm i jeżeli nie zostają one spełniane, urząd ma prawo wyłączyć reaktor, co nie w każdym kraju jest możliwe.

– Pracuję tutaj codziennie, mieszkam w pobliżu z mężem i małym dzieckiem. Dwa tysiące ludzi pracuje w elektrowni i wszyscy ponoszą odpowiedzialność za nas samych, środowisko i ludzi żyjących w sąsiedztwie. Te elektrownie są bezpieczne. Jeżeli mielibyśmy najmniejsze wątpliwości, nigdy byśmy ich ponownie nie uruchomili – przekonywała w rozmowie z DW De Clercq.

Ponadto Belgia potrzebuje swoich siłowni jądrowych, bo – według Els De Clercq: „Dają rządowi czas na wypracowanie strategii przejścia na energię odnawialną i odpowiednich inwestycji”. Polityka Zielonych Nolleta to nie przekonuje: – Mogłoby to funkcjonować, gdyby rząd teraz działał. Ale chwilowo wcale nie pracuje nad takim celem. Nie ma co do tego wątpliwości.

Belgien Atomkraftwerk Tihange

Siłownia atomowa Tihange

Strach przed katastrofą

Mieszkańcy niemiecko-belgijskiego pogranicza tymczasem coraz bardziej się boją. Region Akwizgranu skupiający dziesięć gmin złożył w lutym tego roku skargę do belgijskiego najwyższego sądu administracyjnego w Brukseli, domagając się wyłączenia przestarzałych reaktorów. Przyłączyły się też holenderskie gminy, w tym Maastricht, Heerlen i Kerkrade, wsparcie zapowiedziały powiaty z Nadrenii Północnej-Westfalii i Nadrenii-Palatynatu.

Według burmistrza holenderskiego Kerkrade Josa Soma „na holenderskim pograniczu nie ma polityka, który by się nie martwił tą sytuacją”. – Ludzie się boją. Pytają, dlaczego nie można „tego” wyłączyć – podsumował obawy mieszkańców jeden z radnych regionu Akwizgranu.

Martin Kübler / Elżbieta Stasik