Niemcy - nowa afera ze skażoną paszą | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 06.01.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Niemcy - nowa afera ze skażoną paszą

Niemcy mają kolejny problem ze skażoną paszą zadeklarowaną jako ekologiczną. W tej chwili mamy do czynienia z fazą "odczarowywania" rynku żywności ekologicznej, powiedział Minister rolnictwa Meklemburgii Till Backhaus.

W 22 gospodarstwach rolnych w Meklemburgii-Pomorzu Przednim w paszy dla drobiu i zwierząt hodowlanych wykryto pestycydy. Paszę tę, sprowadzoną w październiku ubiegłego roku z Holandii, jej producent zadeklarował jako ekologiczną. Te niemieckie gospodarstwa, które ją nabyły, nie mogą teraz przejściowo sprzedawać jajek, mleka i mięsa z etykietką "bio".

Pasza z pestycydami

Landwirtschaftsminister Horst Seehofer und Till Backhaus auf Rügen Vogelgrippe

Till Backhaus (po prawej) i b.minister rolnictwa RFN Horst Seehofer

Spora część skażonej pestycydami karmy trafiła do dużej mieszalni pasz w północno-zachodnich Niemczech, ponformował w poniedziałek (05.01) w Schwerinie minister rolnictwa Meklemburgii-Pomorza Przedniego Till Backhaus. O skażeniu dowiedział się w Wigilię, kiedy znane były pierwsze wyniki badań laboratoryjnych paszy.

W Meklemburgii zamknięto wszystkie farmy drobiarskie, gospodarstwa mleczne i hodowlane, tuczarnie oraz jedną owczarnię, do których trafiła skażona karma. Minister Backhaus podał, że sprzedano ją także do ponad 50 dużych gospodarstw rolnych w innych krajach związkowych. Do tej pory zamknięto dwie ekologiczne farmy drobiarskie w Dolnej Saksonii. Odebrano im przejściowo prawo oznakowywania jajek etykietką "bio" i nakazano im poinformować o tym ich odbiorców.

Skażona pasza trafiła do Niemiec przez port śródlądowy w Brake nad Wezerą w Dolnej Saksonii, w którym nadal znajduje się jej ok. 900 ton. Jak poinformowano, prawie 2 tys. ton paszy z pestycydami dostarczono już odbiorcom. Niestety, jak się okazało, została ona już w większości spożyta przez skarmiany nią drób, bydło i nierogaciznę.

Ponad 550 ton tej paszy trafiło do wspomnianej wyżej mieszalni w Meklemburgii, a z niej do rolników w Dolnej Saksonii, Brandenburgii, Saksonii-Anhalt oraz, jak oznajmił minister Backhaus, również do rolników w Polsce. Uchronili się przed nią tylko rolnicy i hodowcy ze Szlezwika-Holsztynu.

To już nie pierwszy raz

Dioxin Skandal Eier

Niemcy nie chcą takich jaj!

Nie jest to pierwszy przypadek tego typu. W połowie grudnia ub. roku niemiecki Sanepid wstrzymał sprzedaż jajek bio z paru drobiarni w Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Dolnej Saksonii, do których trafiła skażona pestycydami karma sprowadzona z Ukrainy. Na szczęście nie było jej dużo, a skażenie okazało się mało groźne, bo już na początku tego roku pierwsze z wymienionych wyżej farm mogły ponownie sprzedawać jajka spełniające kryteria zdrowej żywności. Były to inne farmy niż te, do których trafiła karma z pestycydami z Holandii.

Minister rolnictwa Meklemburgii Till Backhaus podkreślił, że zdrowie konsumentów ani przez chwilę nie było zagrożone, ponieważ w mleku i mięsie, nie stwierdzono obecności substancji toksycznych. Nie wiadomo tylko jak jest z jajkami, ponieważ nie są jeszcze znane wyniki badań laboratoryjnych. Wszystkie wymienione wyżej artykuły spożywcze nie mogły być jednak oferowane konsumentom jako żywność ekologiczna.

"Eko" i "bio" nie mogą kłamać

- Rolnictwo ekologiczne poniosło przez to kolejną porażkę w walce o zaufanie konsumentów - powiedział Backhaus. - W tej chwili mamy do czynienia z fazą "odczarowywania" rynku żywności ekologicznej, po tym jak zawiedzeni i rozczarowani konsumenci odwrócili się od niego po długo trwającej fazie fascynacji artykułami "bio" - podkreślił.

Flash-Galerie Gentechnik in Lebensmitteln

"Bio" i "eko" nie mogą być sposobem na wyciąganie pieniędzy z kieszeni konsumentów

Zapowiedział, że na rozpoczynających się 16 stycznia w Berlinie największych na świecie targach żywności "Grüne Woche" (Zielony tydzień, red.) spotka się z unijnym komisarzem ds. rolnictwa i rozwoju wsi Philem Hoganem, aby przedyskutować z nim możliwości uregulowania problemów związanych ze szkodliwymi domieszkami wykrywanymi co jakiś czas w paszy.

Ekspert ds. rolnictwa i zdrowej żywności w niemieckiej organizacji ekologicznej BUND Burkhard Roloff określił handel paszą w ramach UE posunięciem absurdalnym ekonomicznie i groźnym ekologicznie. Jego zdaniem zwierzętom należy oferować karmę pochodzącą tylko z produkcji lokalnej, a nie importowaną od często, jak się okazuje, nierzetelnych dostawców. Opowiedział się też za zaostrzeniem kontroli pasz przez stosowne instancje i wprowadzeniem międzynarodowych norm w tej dziedzinie.

dpa / Andrzej Pawlak