″Niemcy idą na wojnę i mają ku temu powody″ | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 27.11.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

"Niemcy idą na wojnę i mają ku temu powody"

Decyzja o wysłaniu do Syrii niemieckich myśliwców zwiadowczych odbiła się szerokim echem w prasie.

„Frankfurter Allgemeine Zeitung”:

„Wokół Syrii będzie w najbliższym czasie dość sprzętu wojskowego, ale liczne strony tego konfliktu nie są w stanie uzgodnić, w jakim celu będzie użyta tak zmasowana siła militarna. Nie wiadomo też, co ma się wydarzyć po pokonaniu Państwa Islamskiego (PI). Dwie ze stron, Turcja i Rosja, podczas realizacji swoich sprzecznych interesów już uwikłały się w pojedynek. Niemieckie tornado nie będą zaangażowane co prawda w takie powietrzne potyczki, ale ich misja nie jest bez ryzyka - wiadomo, co PI robi z pilotami wziętymi do niewoli. Ale to właśnie okrucieństwo terrorystów i ich niezliczone zbrodnie muszą uzmysłowić wolnemu światu, że na wypowiedzenie wojny przez PI jest tylko jedna odpowiedź”.

„Frankfurter Rundschau:

„Nie jest to żadną niespodzianką, że rząd w Berlinie najpierw wysyła dodatkowych żołnierzy do Mali i przy pomocy myśliwców zwiadowczych chce przyłączyć się do operacji w Syrii. Ale wszystkie te działania nie są osadzone jak dotąd na przekonującej strategii i jasnym celu. Państwa Islamskiego nie można pokonać tylko przy pomocy bomb, jak ukazały dotychczasowe akcje koalicji pod auspicjami Stanów Zjednoczonych. Wojskowa operacja przeciwko dżihadystom zakończy się sukcesem tylko wtedy, kiedy znajdzie się rozwiązanie konfliktu syryjskiego bez pomijania Iraku. W te działania trzeba włączyć regionalne siły, takie jak Iran, Arabia Saudyjska i Turcja. Prezydenta Hollande'a i jego sojuszników czeka jeszcze wiele pracy”.

„Landeszeitung” z Lüneburga:

„Niemcy idą na wojnę i mają ku temu dość powodów. Dlatego wielkiej koalicji należy życzyć odwagi, aby w odróżnieniu od wojny afgańskiej, tym razem zrezygnowała z propagandowego mydlenia oczu.

Misja w Syrii nie będzie żadną misją szkoleniową, pomocową czy policyjną. W Syrii Niemcy będą jedną ze stron wojny. Kto chce szukać powodów, ten powinien spojrzeć na Paryż i Brukselę. Kalifatu pod flagą PI nie powstrzyma przejawianie zrozumienia dla doznanych poniżeń świata muzułmańskiego od czasów kolonialnych. Symboliczne łańcuchy światła nie zniszczą szlaków, którymi dociera tam broń i nie powstrzymają barbarzyństwa w dewastowaniu dóbr kultury czy czerpania zysków z pól naftowych. Do tego potrzebne jest wojsko. W chaotycznym świecie, pełnym nowych wojen, dostaje się nawet temu, kto był powściągliwy. Zanim utraci swoje bezpieczeństwo, woli stracić godność”.

Berliński „Tagesspiegel”:

„Słusznie postępuje Angela Merkel czekając na uchwały Bundestagu i mandat Rady Bezpieczeństwa ONZ. Wobec zagrożenia nie wolno dać się wmanewrować w żadne prawne przepychanki. A już na pewno nie wolno tego robić Niemcom, od których, jako jednego z dwóch państw przewodzących w Europie, oczekuje się zaangażowania. To wszystko zasługuje na koalicję większą niż rządząca koalicja chadeków i SPD; powinni przyłączyć się do niej również zawsze sceptyczni wobec wojny Zieloni”.

„Berliner Zeitung”:

„Wiele przemawia za tym, że Angela Merkel nie jest tak bardzo jak Hollande przekonana o sukcesie wojny z terrorystycznym PI. Berlin jeszcze się waha i próbuje zminimalizować swój własny wkład. Ale Paryż, jako ofiara agresji, dyktuje tempo i intensywność zaangażowania. Nie powinniśmy ulegać złudzeniu, że pociąg w kierunku Syrii kiedyś będzie można zatrzymać w połowie drogi. Czym Afganistan był dla Gerharda Schrödera, tym Syria może stać się dla Merkel. Nie skończy się bowiem na kilku myśliwcach zwiadowczych”.

„Heilbronner Stimme”:

„Państwo Islamskie symbolizuje poważne, globalne zagrożenie. Jest więc logiczne, że Niemcy jako potęga gospodarcza w Europie muszą przyłączyć się do walki. Zgadza się, że przez operacje wojskowe czy same ataki z powietrza nie można całkowicie pokonać Państwa Islamskiego. Ale naiwnością byłoby sądzić, że ta banda morderców sama zniknie bez akcji. PI nie jest żadnym wrogim państwem, z którym możnaby negocjować przy stole”.

opr.: Małgorzata Matzke