″Mein Kampf″ na listach bestellerów. ″Pozwalamy się wodzić Hitlerowi za nos″ | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 13.01.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

"Mein Kampf" na listach bestellerów. "Pozwalamy się wodzić Hitlerowi za nos"

Nie ma już zainteresowania, by wydać tę książkę w jakiejś innej formie. Pod tym względem to sukces, nawet jeśli niejeden kręci nosem widząc "Mein Kampf" na pierwszym miejscu listy bestsellerów - mówi Peter Longerich*.

DW: Od roku kupić można legalnie w Niemczech nowe, krytyczne wydanie "Mein Kampf" Adolfa Hitlera. Wydanie obejmuje dwa grube tomy przygotowane przez Instytut Badań Historycznych (IfZ) w Monachium i opatrzone jest wieloma przypisami. Czy taka forma naukowego opracowania książki Hitlera to coś nowego?

Peter Longerich*: Historycy od dekad zajmują się tym tekstem. "Mein Kampf" była zawsze dostępna. To nie jest tak, że mamy do czynienia z jakąś utajnioną książką, która teraz nagle została odkryta. Po pierwsze trzeba powiedzieć, że 3800 przypisów opracowanych przez fachowców zawiera bardzo obszerne komentarze do tekstu i trzeba to docenić.

Pewien problem widzę w tym, że generalnie w przypisach trudno jest o kontrnarrację. Chcę przez to powiedzieć, że nawet jeśli bardzo starannie komentuje się jakiś tekst w przypisach, to mimo wszystko ciągle jeszcze poruszamy się po terenie wyznaczonym przez autora tekstu. Nie możemy przecież zmieniać treści oryginału.

Weźmy przykład. Jak wiemy Hitler dwa razy starał się o przyjęcie na Akademię Sztuk Pięknych w Wiedniu: w 1907 i w 1908 roku. Nie został przyjęty, ten drugi raz jednak w "Mein Kampf" przemilcza. Było to dla niego o tyle niezręczne, bo próbował wywołać wrażenie, jakoby po pierwszej odmowie zdecydował się zostać architektem i przygotowywał do studiów architektury. W rzeczywistości jeszcze raz próbował dostać się na studia malarskie.

I co było dalej? Po drugiej odmowie załamał się, zaszył się w wiedeńskim hotelu robotniczym dla mężczyzn i o tym czasie nie mówi nic konkretnego. W "Mein Kampf" o następnych pięciu latach nie pisze nic o sobie, zajmuje się miastem, wiedeńskimi Żydami, socjaldemokracją i tak dalej. I to jest pułapka, która czyha na czytelnika.

Deutschland Prof. Dr. Peter Longerich (DW/H. Mund)

Prof. Peter Longerich

W swoim tekście Hitler zataja fakt, że nie dał sobie rady z tym osobistym kryzysem i prowadził na marginesie społecznym marną egzystencję jako bezrobotny. Nie ma sensu wchodzić tu w dyskusję i zastanawiać się, czy już wtedy w Wiedniu nienawidził Żydów czy coś czytał na ten temat? W rzeczywistości oznacza to, że pozwalamy się Hitlerowi wodzić za nos.

Decydujące jest przecież to, że próbuje on ex post upiększyć swoją biograficzną porażkę i serwuje czytelnikowi konstrukcję złożoną z kłamstw. Z tych wielu naukowych przypisów to za bardzo nie wynika.

Z drugiej strony trzeba przyznać, że redaktorzy nie mogli inaczej. Oczekiwano od nich, że dostarczą nadzwyczaj dokładnych komentarzy. I tak też zrobili, według zasady, że lepiej o jeden komentarz za dużo niż o jeden za mało. Stąd to wydanie jest tak obszerne.

DW: Było sporo krytyki odnośnie eleganckiej szaty graficznej – jasnoszarej tekturowej oprawy z wytłoczonym ciemnoczerwonym napisem. Jak Pan to odebrał?

PL: Muszę przyznać, że ta oprawa to dla mnie rzecz bardzo dyskusyjna. W przedmowie wydawcy piszą o analogii do Talmudu, co akurat w tym kontekście jest trochę dziwaczne. W ten sposób książce tej przydaje się wizualnie znaczenia, na które nie zasługuje i nie może zasłużyć.

Werbung - Adolf Hitler Mein Kampf (picture alliance/Mary Evans Picture Library)

"Mein Kampf" sprzedawano i rozdawano III Rzeszy w milionach egzemplarzy. Do 2016 roku nie wolno było jej wznawiać

Hitler nie był przecież żadnym wybitnym myślicielem czy pisarzem. Byłoby o wiele lepiej, gdyby Instytut Badań Historycznych wydał tę książkę w zupełnie konwencjonalny sposób. Jako ostatni tom i tak już istniejącego cyklu "Hitler. Pisma, przemówienia, zarządzenia 1919- 1933". Bez szczególnych ozdób, jako normalną publikację naukową. To by mi bardziej odpowiadało.

Z drugiej strony były bardzo wysokie oczekiwania ze strony publiczności. Gdy w styczniu 2016 ukazały się te dwa tomy, miało się wrażenie, jakby po raz pierwszy opublikowano jakiś utajniony tekst, co jest nieprawdą. W Niemczech nie wolno było jedynie wznawiać wydania "Mein Kampf". Sam tekst był dostępny i książki te można było dostać zarówno w antykwariatach, jak i w Internecie. A teraz wokół "Mein Kampf" zrobił się szum – jakoby pojawiło się znowu coś zabronionego. I każdy może to dostać i swobodnie kupić. To sprawiło, że wydawcy znaleźli się pod pewną presją.

DW: To wydanie bardzo dobrze się sprzedaje, w kwietniu 2016 znalazło się nawet na pierwszym miejscu bestsellerów "Spiegla". Pod koniec stycznia do księgarni ma trafić szósty już dodruk. Czy jak na książkę naukową tak ogromny sukces to nie jest coś niezwykłego? 

PL: To rzeczywiście sensacja. Ponad 80 000 sprzedanych egzemplarzy to jak na wydanie naukowe coś nadzwyczajnego. I jest jeszcze jeden efekt uboczny, który jest bardzo pozytywny: nie ma innych wydań "Mein Kampf". Pierwotnie obawiano się, że kiedy przestaną obowiązywać prawa autorskie mogą pojawić się jakieś podejrzane dodruki. Tak się jednak nie stało.

Z wydawniczego punktu widzenia sprawa "Mein Kampf" jest zamknięta. Nie ma już zainteresowania, by wydać tę książkę w innej formie. Pod tym względem to sukces, który powstał na drodze tego oczyszczającego procesu – nawet jeśli niejeden kręci nosem, widząc "Mein Kampf" na pierwszym miejscu listy bestsellerów.

rozmawiała Heike Mund

*Peter Longerich - niemiecki historyk i badacz historii III Rzeszy. Autor biografii Himmlera, Goebelsa i Hitlera przetłumaczonych na wiele języków. Obecnie profesor na Uniwersytecie Bundeswehry w Monachium.